Na spacer po tym osiedlu specjalnie wybieramy moment, kiedy Szczecin otulony jest w śniegu. Z naszymi przewodnikami umawiamy się na parkingu jedynego dużego sklepu w okolicy – Netto przy skrzyżowaniu ulic Chorzowskiej i Chmurnej. Co ważne, wyruszymy stąd, by poznać bliżej Osów. Nie Osowo.
– Powiedzieć, że „jadę na Osowo” jest największym grzechem. Aż trudno nam przechodzi to słowo przez usta – żartują nasi rozmówcy.
Najmłodsza rada osiedla. „Czuliśmy, że marnuje się duży potencjał”
Spotykamy się w szerokim gronie. O historii osiedla opowie architekt Anna Koc, autorka animacji 3D odtwarzających wygląd zniszczonych szczecińskich zabytków, twórczyni facebookowego fanpage’u Historyczny Osów/Wussow. Współczesne oblicze tej okolicy przybliżą członkowie najmłodszej rady osiedla w Szczecinie: Stanisław Dziechciarz (20 lat), Konrad Rak (25 lat) i Przemysław Szyller (25 lat).
– Kiedyś działo się tutaj więcej, ale pandemia zatrzymała inicjatywy, do których później już nie wrócono. Bardzo nam zależało, żeby w radzie osiedla zaszła wymiana pokoleniowa. Aby weszli do niej ludzie z nowymi pomysłami i zapałem – mówi Stanisław.
– Czuliśmy, że marnuje się duży potencjał. Mamy wspaniałych sąsiadów, wykonujących bardzo ciekawe zawody, całą paletę różnych osobowości. Piękną i naturalną sprawą byłoby, gdybyśmy wszyscy częściej się spotykali. Integracja osiedla to nasz najważniejszy cel – dodaje Przemysław.
Nasi przewodnicy po Osowie: Stanisław Dziechciarz, Przemysław Szyller, Anna Koc, Konrad Rak/fot. K. Rzeszotarska
Pierwsze takie wydarzenie od 6 lat
Zaczęli jeszcze przed wrześniowymi wyborami. Zorganizowali ognisko, które było pierwszym od sześciu lat spotkaniem mieszkańców osiedla. Na zielonym terenie w pobliżu ul. Wiśniowej, gdzie sąsiadują ze sobą boisko, plac zabaw, siłownia pod chmurką, plenerowa biblioteczka i plac dla najmłodszych do nauki przepisów ruchu drogowego. Zainteresowanie było duże, pojawiło się około sto osób, dlatego później zaprosili mieszkańców po raz kolejny.
– To był malutki festyn, zorganizowany bez żadnych pieniędzy z zewnątrz. Złożyliśmy się po 20 złotych, kupiliśmy jedzenie, picie, przynieśliśmy stoły, a mieszkańcy upiekli kilkanaście różnych ciast. Później wybieraliśmy najlepsze, a nagrodą były przygotowane przez nas deski kuchenne, na których wypaliliśmy kwiatki – opowiada Konrad.
– Ubolewamy tylko, że mniej osób przyszło z nowszej, bardziej oddalonej części osiedla, która sąsiaduje z Warszewem. Tam chyba nie wszyscy mają nawet świadomość, że mieszkają na Osowie – zwraca uwagę Przemysław.
Niemieckie napisy oraz nowa część osiedla w miejscu pól i sadów
Obrazową linię oddzielającą starszą zabudowę od nowej jest ciąg ulic Chopina i Chorzowskiej. Po ich wschodniej stronie znajduje się część osiedla zbudowana w ostatnich latach. Wcześniej były tam pola, sady z jabłkami czy zagony z kapustami. Dziś większą część tego terenu zajmuje zabudowa jednorodzinna i szeregowa. Na zdjęciach z góry widać miejscami niemal identyczne budynki rozmieszczone w równych odstępach.
Najstarsza część osiedla to okolice ul. Miodowej, wzdłuż której w średniowieczu rozwijała się wieś Wussow. Przed drugą wojną światową osada była rozbudowywana w kierunku południowym, co później kontynuowali Polacy.
– Po wojnie zostało tutaj dużo Niemców, których zatrzymano na pewien czas, gdyż byli niezbędni do uruchomienia gazowni, fabryk czy tramwajów. Często mieszkali razem z polskimi rodzinami, bo na porządku dziennym było dokwaterowywanie. Nawiązały się relacje, które przetrwały przez lata, jeszcze długo później pisali do siebie listy – mówi Anna.
Osów przetrwał wojnę bez uszczerbku. Później co prawda niektóre budynki zostały rozebrane, by zrobić miejsce nowym, ale wciąż nie brakuje dawnej zabudowy. Są też niemieckie napisy. Jak na płytkach chodnikowych przed modernistycznym budynkiem przedszkola przy ul. Junackiej. Sygnatura „Gust. Urban. Nachlg.” oznacza, że powstały w zakładzie Gustava Urbana.
Tutaj w dobrym tonie jest dodać do wielkanocnych święconek marchewkę i jabłko
Z przedszkola wystarczy zrobić kilka kroków, by zobaczyć jedno z trzech miejsc na Osowie, dla których przyjeżdżają tu mieszkańcy innych osiedli – Akademicki Ośrodek Jeździecki ZUT w Szczecinie. Zimowa aura zupełnie nie przeszkadza wierzchowcom leniwie przechadzającym się przy ogrodzeniu.
Na co dzień organizowane są tutaj zarówno zajęcia dla dzieci, jak i bardziej doświadczonych jeźdźców. Najwięcej osób przyjeżdża w wielkanocną sobotę. I to wcale nie po to, żeby pojeździć konno.
– Wtedy święcone są pokarmy w koszykach jeźdźców i wszystkich gości. Warto zabrać ze sobą marchewkę lub jabłko dla koni. Czasem ksiądz przychodzi do stadniny, a czasem jeźdźcy jadą do naszego kościoła przy ul. Miodowej – opowiada Stanisław.
„Załapaliśmy się jeszcze na dzieciństwo na podwórku, a naszym podwórkiem był las”
Ośrodek jeździecki stoi na skraju Lasku Arkońskiego, który zajmuje sporą część Osowa. Nie wszyscy mają świadomość, że do tego osiedla należą też kąpielisko Arkonka (drugie z miejsc licznie odwiedzanych przez Szczecinian) i ruiny Wieży Quistorpa.
– Największą korzyścią z mieszkania na Osowie jest to, że otacza nas las – uważa Konrad. – Dzięki temu osiedle ma klimat uzdrowiska, a mieszkańcy mogą spędzać czas na łonie natury. Jako dzieci biegaliśmy całymi dniami po lesie, budując tam swoje „bazy”. Załapaliśmy się jeszcze na dzieciństwo na podwórku, a naszym podwórkiem był las. Dziś też chętnie wybieramy się tam na spacery czy rower.
Mamy okazję zobaczyć tylko fragment lasu. Na chwilę zatrzymujemy się przy malowniczym wąwozie strumienia Żabiniec, nad którym kiedyś huśtały się na linie wszystkie dzieci z osiedla.
Ale miejsc do zabawy jest na osiedlu więcej. Centrum rekreacji jest wspomniany wcześniej kompleks w okolicy ul. Wiśniowej, zlokalizowany w samym środku starszej części osiedla. To bezpieczne miejsce otoczone osiedlowymi uliczkami, na których ruch jest tak niewielki, że miejscowi bardzo często chodzą środkiem jezdni.
Jak wygląda „banan” z Osowa? I jak najłatwiej rozpoznać mieszkańców tego osiedla?
Młodzież, która wyrosła już z huśtawek i zjeżdżalni, też ma swoje ulubione miejsca. Jak teren dawnej przepompowni, który dziś jest po prostu polaną na skraju lasu. Do niedawna popularną miejscówką był też… „banan”.
– Chodzi o ścieżkę w pobliżu boiska, która została tak nazwana ze względu na jej kształt. W centralnym miejscu stała ławka, na której młodzież poznawała „uroki” używek. Kiedyś nie było tam oświetlenia, a w okolicy pojawiało się dużo dzików. Dlatego było to połączenie zabawy i adrenaliny – opowiada półżartem Przemysław.
Po szerokiej akcji odłowów i odstrzałów, dziki już nie pojawiają się na osiedlu. Jak jednak słyszymy od naszych przewodników, kiedyś było ich tak dużo, że wszyscy się do nich przyzwyczaili. – Po czym można było poznać mieszkańca Osowa? Po tym, że nie ucieka przed dzikami – śmieją się.
Ślady historii – lapidarium i jedyna kamienica na osiedlu
Tuż przy opisywanym wcześniej kompleksie rekreacyjno-sportowym znajduje się miejsce pamięci. Park ze starodrzewem przy ul. Mokrej to dawny cmentarz, o czym przypomina lapidarium z nagrobkami wykopanymi i oczyszczonymi z ziemi przez dr. Marka Łuczaka i miłośników historii.
– Bardzo ciekawy jest znajdujący się w części centralnej pomnik rodziny Kultermanów. Ich wnuk odezwał się do mnie i udostępnił pamiętnik dziadka z młodzieńczych lat w Wussow. Dowiadujemy się z niego między innymi, że po drodze do szkoły dziobały go gęsi, a atrakcją były wizyty taborów cygańskich – relacjonuje Anna. – Cmentarz służył również krótko po wojnie. Zachowała się mogiła Jana Gienieczko.
Najwięcej śladów przeszłości znajdziemy na ul. Miodowej. Już w średniowieczu był to główny trakt ówczesnej wsi i tak pozostało do dzisiaj. Mijają nas dziesiątki samochodów przemierzających odcinek Osów - Głębokie. Na dłużej zatrzymujemy się przy budynku, jakiego jeszcze na tym osiedlu nie widzieliśmy.
– To jedyna kamienica na Osowie. Przed wojną była tutaj piekarnia specjalizująca się w obwarzankach i preclach. Właściciel nawet produkował i sprzedawał specjalne maszyny do ich wyrobu – walce do pieczenia na parze. W polskich czasach działał tutaj sklep Społem, do którego przychodziło całe osiedle – opowiada Anna.
Tutaj prawie w ogóle nie ma sklepów. Są za to okazałe posiadłości
Teraz lokal po Społem stoi pusty. Podobnie jak sklep „Pod dębem” (nie byle jakim, bo zasadzonym dla upamiętnienia manewrów cesarskich z 1910 roku) przy kościele i „Osówka” w górnej części ulicy Miodowej. Co dla mieszkańców Śródmieścia może być nie do pomyślenia, nigdzie nie widać też charakterystycznych zielonych witryn z żabką. Netto stało się praktycznie handlowym monopolistą na osiedlu. Nie ma też żadnego stałego punktu gastronomicznego.
– Wcale nie tęsknimy za sklepami czy kebabami. Taki jest klimat Osowa. A na zakupy i do restauracji dojeżdżamy do centrum, nie jest przecież daleko – zgodnie twierdzą nasi rozmówcy.
Na Miodowej co prawda jest budynek restauracji, ale przedwojennej. Oglądamy też między innymi, jak wyglądał kiedyś dom, w którym dziś mieszczą się poczta i przychodnia. Na chwilę skręcamy bliżej lasu (w pobliżu ul. Pod Urwiskiem), gdzie znajdują się najbardziej rozbudowane posiadłości. Osów bardzo chętnie wybierają bowiem osoby majętne, które szukają miejsca na budowę domu.
– Dawna wieś stała się luksusowym miejscem przyciągających ludzi szukających spokoju i ładnych widoków, a jednocześnie dobrego dojazdu do śródmieścia. Działki osiągają horrendalne ceny – tłumaczy Przemysław.
Spotkania w salce parafialnej. „Bardzo brakuje nam miejsca do organizowania wydarzeń”
Wracamy na ul. Miodową, żeby obejrzeć niewielki kościół pw. Siedmiu Boleści Najświętszej Maryi Panny. Starannie odrestaurowany, z bogato rzeźbionymi drzwiami, na których wprawne oko dostrzeże wizerunki wszystkich proboszczów. Przy głównym wejściu jest kapliczka z Matką Boską.
– Chyba każdy mieszkaniec Osowa ma przy niej zdjęcie zrobione przy okazji jakiejś uroczystości – mówi Stanisław, który gra w kościele na organach. – W soboty odbywa się tu wyjątkowe nabożeństwo – Różaniec Siedmiu Boleści Matki Boskiej. Wierni modlą się ze specjalnymi różańcami, które mają 7 tajemnic po 7 paciorków, a nie pięć „dziesiątek”.
Aktywiści z Osowa czasem organizują spotkania z mieszkańcami w salce parafialnej. Dlaczego w takim miejscu, skoro jest tam zaledwie kilkanaście miejsc? Innego budynku użyteczności publicznej po prostu na osiedlu nie ma.
– To dla nas duży problem. Bardzo brakuje nam miejsca do organizowania wydarzeń pod dachem. Gdy robi się chłodniej, to nic nie jesteśmy w stanie zrobić. Brakuje świetlicy, miejsca, w którym mieszkańcy mogą się spotkać, pograć w szachy, czy przyjść na kółko artystyczne. To pozwoliłoby się integrować i rozwijać pasje. Będziemy się starali, by uzyskać od miasta taki lokal – zapowiada Konrad.
„Na naszym osiedlu nie ma żadnej drogi rowerowej, jesteśmy pod tym względem wykluczeni”
Wśród innych osiedlowych problemów mieszkańcy wymieniają stan niektórych ulic, które wymagają nowej nawierzchni i oświetlenia – Guliwera, Gwiazdy Polarnej, Pod Urwiskiem i przede wszystkim Chłodnej („Tam są same dziury, w których robią się kałuże wielkości jezior”).
Najdłużej młodzi radni walczą jednak o drogę rowerową wzdłuż ul. Chorzowskiej i Chopina. Chodzi o wygodne połączenie dla użytkowników jednośladów ze śródmieściem i szkołą podstawową na Zakolu, która jest rejonową placówką dla dzieci z Osowa (na osiedlu nie ma publicznych szkół).
– Na naszym osiedlu nie ma żadnej drogi rowerowej, jesteśmy pod tym względem wykluczeni. Można korzystać ze ścieżek w lesie, ale to nie zawsze bezpieczne. Dlatego mieszkańcy od lat zabiegają o drogę rowerową wzdłuż głównej ulicy. Mój tata już w 2014 roku złożył projekt do SBO. Później próbowaliśmy kolejne razy i był o krok od zwycięstwa w głosowaniu. Teraz miasto już nie dopuszcza tego zadania, tłumacząc się zmianą przepisów, przez którą w niektórych miejscach jest zbyt wąsko. Naszym zdaniem droga rowerowa spokojnie się zmieści, potrzebna jest tylko dobra wola urzędników – podkreśla Stanisław.
„Jest tutaj trochę jak w górach. Na Osowie czuć klimat kurortu górskiego”
Na koniec naszego spaceru odwiedzamy miejsce, dla którego specjalnie zostawiliśmy spacer po Osowie na zimę – Gubałówkę (trzecia z lokalizacji odwiedzanych przez Szczecinian z innych osiedli). To kawałek Zakopanego w Szczecinie, zbudowany w czynie społecznym przez okolicznych mieszkańców. Choć szczecińskie wzniesienie jest dużo niższe od tatrzańskiego pierwowzoru, to tutaj też można pojeździć na nartach i snowboardzie, a obok jest jeszcze lodowisko. Chętnych nie brakuje.
– Zamiast jechać 10 godzin w góry, można tutaj wyskoczyć po pracy czy szkole. Stok jest krótki, ale to wystarczy, żeby się nauczyć podstaw i mieć dużo zabawy – uważa Przemysław.
– Jest tutaj trochę jak w górach. Na Osowie czuć klimat kurortu górskiego – dodaje Konrad.
Wszyscy nasi rozmówcy wiążą swoją przyszłość z Osowem. Pradziadek Stanisława wprowadził się tu już w 1950 roku. Przemysław mieszkał przez jakiś czas w Stanach Zjednoczonych, ale wrócił w rodzinne strony.
Komentarze