Jeszcze rok temu, za największy atut zespołu uważałam wokal Igora Walaszka. Chłopaki grali mocnego rocka, wszystko było jak trzeba. Po prostu. Wczoraj nie wiedziałam na kogo patrzeć, kogo słuchać i cały czas miałam wrażenie, że omija mnie coś ważnego. Dziś największą zaletą Clock Machine jest to, że każdy muzyk tego krakowskiego bandu to charyzmatyczne indiwiduum, a wszyscy stanowią integralną całość – nie do zastąpienia. Cała czwórka zna się już dobrze i razem bawi najlepiej na świecie. Wcześniej jakby odrobinę skromni – dziś gardzą dobrymi obyczajami. Na scenie palą na spółę papierosa, Walaszek oblewa publiczność wodą, Koncewicz wspina się po stelażach nad sceną – burda na całego. I choć nie wszystkim może się to podobać - trzeba przyznać, że jest w tym coś pociągającego. Chce się z nimi szarpać na tej scenie, chce się drzeć w niebogłosy i mieć wszystko gdzieś. Publiczności z Rockera te skrajności zdawały się podobać. Oddane fanki z pierwszych rzędów próbowały nawet wdzierać się na scenę. Zwierzęcy rokendrol napędzany zmysłowością, brakiem barier i odrobiną wandalizmu. Tak, jak robiono to dawniej.
Przyjaciele z Wrocławia
People of the Haze grają krzepkiego rocka, do tego z solidnym wokalem. Niby tak, że się podoba i człowiek skacze pod sceną, a jednak największe plusy za pewną część tylko. Wolałabym kupić całość, bez zbędnego targowania się. Prócz wokalu, wzięłabym w ciemno Krzysztofa Pikułę, który podczas grania hula z gitarą po scenie, zgina się i nachyla z nią ku publiczności. Zupełnie tak, jakby podczas występów nie panował nad sobą, jakby jedynym priorytetem była muzyka, a opinia słuchających nie miała żadnego znaczenia. Przekonuje mnie to bardzo. Nie grajmy rocka, żyjmy nim – najlepiej tak, żeby zobaczyli to inni. Zespół ma ogromny potencjał i życzę muzykom, żeby znaleźli to COŚ, co odróżni ich od reszty na dobre. Dziś chyba nie wystarczy grać dobrze i ostro. Zapraszam People of the Haze do Szczecina – chętnie wybiorę się na ich koncert raz jeszcze. Bardzo się cieszę, że oba zespoły nie kryją ku sobie sympatii i głośno mówią o tym, jak dobrze im razem na scenie. Mnie się ten „duet ekstremalny” bardzo podoba. Życzę dużo zabawy i sukcesów!
Autor: Diana Marczewska
Komentarze
2