Spacer po Świerczewie zaczynamy przy przystanku autobusowym „Osiedle Kaliny”, w pobliżu społemowskiego Syriusza. Kiedyś znany był z całodobowego otwarcia, ale z czasem zrezygnowano z tego pomysłu.
– To, że osiedle nazywa się Świerczewo, dowiedziałem się, gdy wymieniali tablice z nazwami ulic – przyznaje Oskar Dyrdał, nasz przewodnik. – Wcześniej nie było na nich tej informacji. I tak przez większość życia mówiłem, że mieszkam na Przyjaźni. Wiem, że niektórzy mieszkańcy utożsamiają się z Pogodnem, a kolejni z Gumieńcami lub Turzynem. Zależy, w której części osiedla mieszkają – dodaje.
O tym, że to Świerczewo, informują teraz także tablice rady osiedla. Znajdziemy na nich najnowsze informacje – o nowym składzie rady, jej terenie działania, dyżurach radnych. A co ciekawego kryje samo osiedle?
„Odnowili je naprawdę z gustem”
Oskar nie musi długo szukać. Od razu wskazuje na jeden z tzw. „Leningradów”. – W Szczecinie znajdziemy je tylko na tym osiedlu – podkreśla.
Projekt autorstwa radzieckich architektów rozwijał ideę zabudowy wielkopłytowej – taniej i szybkiej w realizacji. Na plac budowy przyjeżdżały gotowe już elementy, prefabrykowane wcześniej w Kombinacie Budownictwa Mieszkaniowego nr 3 w dawnym Leningradzie, czyli dzisiejszym Petersburgu.
W Szczecinie postawiono 8-piętrowe „Leningrady”. Najpierw sześć na Osiedlu Przyjaźni, a kolejnych dziewięć, po sąsiedzku, na Kaliny.
– Sam w nich nie mieszkałem, ale byłem w kilku z nich. Okna w kuchni są umiejscowione nieco wyżej, aby można było więcej pod nimi zmieścić. Minus jest taki, że jak jesteś niski, to możesz nie widzieć, co się dzieje na zewnątrz – śmieje się Oskar.
Bloki są identyczne – z wstęgą okien, która ciągnie się przez całą długość budynków, balkonami w stylu „loggia”, nadbudówkami na dachu. Podobno kiedyś ich elewacje również były takie same – białe.
– Pamiętam etap, kiedy były już szare od brudu, a potem zaczęli je termomodernizować. To było dla mnie coś, nagle na osiedlu zrobiło się kolorowo. Uważam, że odnowili je naprawdę z gustem. To nie jest pasteloza – ocenia nasz przewodnik. Jak jednak dodaje, niektórym blokom przydałoby się kolejne odświeżenie.
„Niech się Kalinka dowie!”
– O, a w tym miejscu kręcili „Odwilż” – pokazuje. Szybko jednak dodaje: – Wykorzystali tylko to jedno ujęcie.
Mijamy Szkołę Podstawową nr 51 z pływalnią „Orka” i pawilon, w którym kiedyś mieściło się Tesco, a jeszcze wcześniej – Leader Price.
Będąc na Kaliny, nie możemy pominąć targowiska „Kalinka” przy ul. Jana Bosko. Szczególnie tłumnie jest odwiedzane przy okazji domowych meczów Pogoni Szczecin na pobliskim stadionie. Zdarza się, że po strzelonych przez Pogoń bramkach spiker zachęca do głośnego skandowania wyniku, by na pobliskim targowisku wszyscy świetnie usłyszeli.
„Niech się Kalinka dowie! Dwieście procent normy” – krzyczał Adam Wosik podczas meczu z Cracovią.
– Mecze słychać bardzo dobrze – potwierdza Oskar. – Mój kolega mieszkał na 9. piętrze jednego z ostatnich bloków na osiedlu i z okien widział nawet trybuny.
Jedyny taki zabytek w mieście
Docieramy do terenów dawnej wsi Schwarzow. Dziś znajdziemy tutaj głównie zabudowę jednorodzinną i przemysłową, wśród której ukryty jest XIV-wieczny zabytek. Kościół św. Katarzyny stoi na ogrodzonym terenie przy ul. Świerczewskiej 5, wokół zabudowy przemysłowo-magazynowej, skupu złomu, parkujących tuż obok ciężarówek. Gotycka świątynia została zbudowana dla mieszkańców historycznej wsi.
Do dzisiaj zachowały się średniowieczne mury z kamieni granitowych i cegły. Zabytek był kilkukrotnie przebudowywany, zmieniał się również charakter jego użytkowania. W 1918 r. budowlę wyremontowano i przywrócono jej charakter sakralny. Po wojnie znów stała się magazynem. Spółdzielnia Samopomocy Chłopskiej do 1990 r. trzymała tam skóry. Obecnie prowadzone są przy nim prace konserwatorskie związane z remontem dachu.
Część mniej ulubiona
Mijamy koszary wojskowe, do których kiedyś dojeżdżały pociągi. W okolicy znajduje się hurtownia papierosów KING, czyli sponsora szczecińskiej drużyny koszykarskiej King Wilki Morskie.
Ulicą Świerczewską, która ku uciesze kierowców ma zostać oświetlona, docieramy do okołocmentarnej części osiedla. Tutaj na zabudowę składają się głównie bloki galeriowe i garaże. Handel skupiony jest wokół blaszanego pawilonu z 1975 roku według projektu Tadeusza Łyżwy i Lesława Jankowskiego z Inwestprojektu.
– Pamiętam, jak kiedyś Świerczewska była praktycznie w całości wyłączana z ruchu podczas Wszystkich Świętych. Natomiast w tym roku można było dojechać praktycznie aż do garażów – zagaduje nasz przewodnik.
Dodaje przy tym, że to nie jest jego ulubiona część osiedla.
„Tu już się dzieje”
Zdaniem Oskara, najbardziej interesująca częścią Świerczewa jest Osiedle Przyjaźni, na którym spędził ponad 20 lat. W maju 1975 roku wizytował je Edward Gierek, o czym na pierwszej stronie informowały nie tylko szczecińskie media, ale nawet „Głos Słupski”. Wówczas I sekretarz KC PZPR spotkał się m.in. z załogą Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego.
„…Edward Gierek zapoznał się z rozwojem budownictwa mieszkaniowego w Szczecinie. Zwiedził nowo wybudowane osiedle… „PRZYJAŹN” wzniesione przez budowlanych z Leningradu, będące symbolem współpracy polsko-radzieckiej” – czytamy w gazecie będącej wówczas organem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Koszalinie.
– Mój tata widział go przy dzisiejszej bibliotece. Mówił, że bardzo mu się tutaj podoba – relacjonuje Oskar. – Kiedyś mieszkało tutaj dużo stoczniowców i marynarzy. Wśród tych drugich był mój dziadek, który wprowadził się od razu po wybudowaniu bloków.
Od sklepu spożywczego przez meblowy po bibliotekę
Wspomniana przez niego biblioteka jest Filią nr 38 Miejskiej Biblioteki Publicznej. Pokaźny zbiór przechowywany jest w pawilonie z przeszklonymi ścianami wybudowanym w końcówce lat 70.
– Wcześniej był tutaj sklep spożywczy, a potem przez chwilę sklep z meblami. Od 1982 roku jest biblioteka. Za czasów Książnicy Pomorskiej, gdy była jej filią, powstała ta antresola – opowiada nam kierownik filii.
Nieopodal trafiamy na drugi, prawie taki sam pawilon, w którym mieści się sklep spożywczy. Nie robi już jednak takiego wrażenia – wszystko przez zlikwidowanie przeszkleń, które dodają lekkości bryle. Mieszkańcy osiedla przyjaźni robią jeszcze zakupy na osiedlowym ryneczku, gdzie znajdziemy piekarnię, warzywniak, sklep rybny, bistro z domowym jedzeniem.
„Tutaj zawsze miałem jakąś opcję”
– Dobra, teraz pokażę wam miejsce, gdzie głównie spędzałem wolny czas. Moją bazę – zapowiada z uśmiechem.
Niedużym laskiem podążamy w kierunku ulicy Twardowskiego. Mijamy betonowe pozostałości po dawnej strzelnicy – dziś wąwozy wykorzystują głównie BMX-owcy, którzy latem szlifują swój warsztat.
Zatrzymujemy się przy jednym z blaszanych garaży. – To tutaj. Jedna z niewielu baz, która nie przeciekała podczas deszczu. Miała aż 4 pokoje – nie kryje zadowolenia.
Nasz przewodnik spędził ponad 20 lat na Świerczewie. Jak ocenia osiedle?
– Żyje się naprawdę super, chciałbym tutaj wrócić. Jest idealnie, nie za daleko, nie za blisko centrum. Dużo zieleni, dobry dojazd. Oczywiście, autobusy linii 75 jeżdżą zatłoczone w godzinach szczytu, ale porównam to do sytuacji ze Stołczyna, na którym przez jakiś czas mieszkałem. Tutaj zawsze miałem jakąś opcję, mogłem wziąć rower miejski, pójść pieszo do centrum. A gdy na Stołczynie autobus nie przyjedzie, trzeba czekać. Pójście pieszo, ani rower miejski nie wchodzą w grę – porównuje.
„Tyle się o nim mówi i jeszcze nie powstał”
Gdyby mógł zmienić jedną rzecz, co by to było? Odpowiada bez zastanowienia.
– Tramwaj. Tyle się o nim mówi i jeszcze nie powstał. Zawsze o nim marzyłem. Nie wiem, czy mieszkańcom spodobała się wizja, że ma wjeżdżać w Osiedle Kaliny. I, że w części byłby bez wydzielonego torowiska. Chociaż na jego potencjalnej trasie nie ma jako tako korków. Zaczynają się dopiero przy Turzynie – dodaje.
Spacer kończymy w okolicach hali sportowej przy ul. Twardowskiego, której projekt pochodzi z NRD. Tej, w której słupy podtrzymujące konstrukcję utrudniają niektórym widzom oglądanie sportowych zmagań.
Według danych z 2018 roku, na Świerczewie zameldowanych jest 15 673 mieszkańców.
Komentarze