Dubajska czekolada już nie jest modna, a gałka lodów może kosztować 13 złotych
Ceny nad Bałtykiem mogą zaskakiwać. Po dwóch latach względnej stabilizacji na pylonach promujących turystyczne usługi i produkty pojawiły się nowe kwoty. Więcej zapłacimy za kawę, gofry, lody, a także dania restauracyjne. Co ciekawe, wzrost cen w restauracjach jest mniejszy niż w kawiarniach.
– Ceny kawy i kakao już kilka miesięcy temu oszalały. Teraz ich transport jest jeszcze trudniejszy, a co za tym idzie jeszcze droższy. Jak ktoś zamawia kawę u importera, to wychodzi mu drożej niż jakby kupował palonkę z dyskontu. Nic dziwnego, że ceny w kawiarniach i cukierniach rosną. My za espresso bierzemy już 12 złotych, a rok temu była dyszka, a dwa lata temu 9 złotych – mówi nam właściciel jednej z nadmorskich kawiarni.
Co jeszcze znajdziemy w menu i cennikach nadbałtyckich lokali? Wizyta w Międzyzdrojach przynosi ciekawe, a czasami też zaskakujące obserwacje.
Za kawę zapłacimy od 12 do nawet 26 złotych! Najtańsze jest espresso, ale już latte może kosztować od 18 do 21 złotych. Za dodatkowy syrop do kawy płacimy od 3 do nawet... 6 złotych.
Gofr suchy może kosztować 10 złotych, ale znaleźliśmy miejsca, w których zapłacimy za niego nawet 13 złotych. Za złotówkę mamy dodatkowy cukier puder, ale gdy zamarzy nam się gofr z bitą śmietaną, nutellą i bananem to trzeba wydać 32 złote. Najdroższy gofr, którego można zamówić w Międzyzdrojach, kosztuje 36 złotych i był wzbogacany o bitą śmietanę, owoce i ciasteczka Lotus. Gofr maczany w gorącej czekoladzie? Też jest, zjecie go za 35 złotych.
Mocno wzrosły ceny deserów lodowych. Kolorowe pucharki kosztują od 35 złotych do nawet... 66 złotych. Tyle zapłacimy za owocowy deser po królewsku. W jednej z cukierni zapytałem o deser z dubajską czekoladą. Był, ale się już nie sprzedawał, bo nawet turyści z Niemiec nie chcieli płacić za niego 100 złotych.
Cena za gałkę lodów w większości kawiarni wynosi 10 złotych. Spotkaliśmy już jednak kwotę 12, a nawet... 13 złotych.
„Niestabilna sytuacja geopolityczna” a turystyka nad Bałtykiem
Eksperci nie mają wątpliwości – skoro turystyczny popyt jest duży, to podaż musi doganiać oczekiwania gości nadbałtyckich kurortów. Wielu z nich wie, że nad morzem z założenia jest drożej niż w innych częściach regionu.
– Korekta cenowa występuje niemal co roku, ale w tym sezonie głośniej się mówi o tym, że turyści wybiorą Polskę, więc ceny w kawiarniach, restauracjach i punktach turystycznych już na starcie sezonu są wyższe. Niby złotówka na jednym produkcie nie robi różnicy, ale jak rachunek przeliczamy już na całą rodzinę, to okazuje się, że proste wyjście na lody będzie nas wiele kosztować – mówi prof. Justyna Osuch-Mallett, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu. – Na wzrost cen wpływają np. wzrost kosztów paliwa, wzrost cen cukru, kakao i kawy, a także rosnące koszty personalne – dodaje, zaznaczając jednocześnie, że ceny mogą się jeszcze zmienić przed szczytem sezonu, który zwykle przypada na czerwiec i lipiec.
Przedsiębiorcy mówią o „dobrej majówce” i spodziewają się udanego sezonu wakacyjnego.
– Widać, że polskie wybrzeże nadal jest bardzo mocnym kierunkiem na krótki wypoczynek. Jeśli chodzi o lato 2026, jestem ostrożnym optymistą. Niestabilna sytuacja geopolityczna, w tym napięcia wokół Iranu i Bliskiego Wschodu, może sprawić, że część turystów wybierze wakacje w Polsce zamiast dalszych wyjazdów zagranicznych. Jednocześnie te same czynniki mogą podnosić ceny paliw, transportu, energii i produktów, a to oznacza większe koszty dla branży – mówi hotelarz i restaurator Łukasz Maciejewski.
Między majówką a wakacjami będzie jeszcze jeden długi weekend – na początku czerwca. Hotelarze zwracają uwagę, że nie bez znaczenia są także nowe trendy w naszym regionie, jak otwarcie olbrzymiego Hotelu Gołębiewski czy parku rozrywki Hossoland.
Komentarze