Trudno o osobę, która wie więcej o szczecińskich osiedlach. O historii każdego z nich napisał wielostronicową książkę. Miał więc świetne rozeznanie, gdy cztery lata temu na miejsce codziennego życia wybrał właśnie Bukowo.
– Znam doskonale tę okolicę jeszcze z czasów pracy w Komisariacie Policji Szczecin – Nad Odrą. Od początku bardzo mi się spodobała. Dojazd do centrum jest bardzo wygodny, a do lasu mam trzy minuty – tłumaczy Marek Łuczak, prezes Pomorskiego Towarzystwa Historycznego, na co dzień policjant tropiący skradzione zabytki.
Bukowo to nie Bukowe
Co ciekawe, do monografii o Bukowie zabierał się najdłużej. Wcześniej opowieści o osiedlu trafiły do innych książek. To dlatego, że w jego granicach, oprócz historycznego folwarku Alt Buchholz, znajdziemy fragmenty historycznego Gocławia (Wieża Gocławska jest na Bukowie), Golęcina i Stołczyna. Administracyjne Bukowo istnieje dopiero od 1990 roku i wciąż bywa mylone z Bukowym na Prawobrzeżu.
– Myślę, że dzisiaj radni nie zgodziliby się na nazwę tak podobną do już istniejącej – komentuje nasz rozmówca, gdy spotykamy się przed Kościołem św. Siostry Faustyny Kowalskiej przy ul. Ogrodniczej zbudowanym w 2010 roku.
Na miejsce dotarliśmy przez ul. Szosa Polska. Wiecznie zatłoczoną, będącą nie tylko główną drogą do północnych osiedli Szczecina, ale też do Polic. Wystarczy jednak skręcić w Ostoi-Zagórskiego, Kolonistów czy właśnie Ogrodniczą, żeby poczuć spokojny klimat przedmieścia.
„Najlepsza mała cukiernia w mieście” działa tylko trzy dni w tygodniu
Mieszka tutaj niespełna 5 tysięcy osób. W okolicy nie znajdziemy większych bloków, tylko domy jednorodzinne i szeregowce. Do centrum kursują autobusy linii 58, 59, 63, 101 i 107. Alternatywą dla kierowców będzie powstająca Trasa Północna. Chętnych do zamieszkania nie brakuje.
– Generalnie domy trzymają wysokie ceny, jak na Warszewie – słyszymy.
Bukowo to klasyczna sypialnia, praktycznie bez większych firm, biur czy punktów usługowych (park handlowy Vendo to już Stołczyn). Przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo miejscowi doskonale wiedzą, dokąd warto zajrzeć.
– Gdy wprowadziłem się, wszyscy mówili – idź do wędzarni rodziny Balewicz. Całe osiedle korzystało z ich rewelacyjnych wędlin. Mieli najlepsze kabanosy i kindziuk – wspomina Marek Łuczak.
Właściciele wędzarni przeszli już na emeryturę. Natomiast po słodkości nie trzeba wcale jeździć do centrum.
– Mamy jedną z najlepszych małych cukierni w mieście – „Coś słodkiego” przy ul. Szosa Polska. To manufaktura rodzinna, czynna tylko w piątek, sobotę i niedzielę – opowiada nasz rozmówca. – Nie mam też problemów z kawą. Wystarczy, że zadzwonię do sąsiada prowadzącego palarnię Dolla i mogę ją odebrać nawet wieczorem.
„Trudno to sobie wyobrazić, ale cegielnia stała tutaj koło cegielni”
Zwiedzamy osiedle, oglądając współczesną zabudowę z czasów, gdy Bukowo zaczęło się powiększać w latach 80. i 90. XX wieku. Są też fragmenty, zarówno od strony Golęcina, jak i Stołczyna, z domami pochodzącymi z lat 20. i 30. Przyglądamy się pompie z tamtych czasów, gdy nie było jeszcze doprowadzonego wodociągu.
Obok znajdziemy XIX-wieczne budynki tzw. Nowego Bukowa. Postawiono je dla pracowników gospodarstw rolnych i zakładów, które ponad sto lat temu zdominowały krajobraz tej okolicy – cegielni.
– Trudno to sobie wyobrazić, ale cegielnia stała tutaj koło cegielni. Niemcy chętnie korzystali z dużych zasobów gliny i budowali duże zakłady pracy. Pozostały po nich potężne doły, wyrobiska dawnych kopalni, które spotykamy niemal co krok. Teraz to najczęściej glinianki. Stawy, głębokie na co najmniej kilkanaście metrów – opowiada nasz przewodnik.
Jedno z wyrobisk, przy ul. Kolonistów, zagospodarowano na osiedlowe centrum rekreacji. Nie ma natomiast śladu po fabrycznej zabudowie,
Dom z widokiem na krajobraz
Zachowały się natomiast budynki administracyjne i te należące pierwotnie do właścicieli cegielni. Jak ten przy ul. Szosa Polska, w którym po wojnie przez lata działał sklep sieci Społem, a dziś jest siedziba rady osiedla.
Najbardziej spektakularnie wygląda jednak willa właściciela cegielni przy ul. Górnej 8. Powstała pod koniec XIX wieku i jest jedynym na Bukowie zabytkiem wpisanym do rejestru.
– Nie mogłabym mieszkać nigdzie indziej. Głową tutaj weszłam i nogami mnie stąd wyniosą. Chciałabym tylko mieć wystarczająco pieniędzy, żeby to wszystko odremontować – mówi nam pani Renata, której rodzina mieszka w willi od 1945 roku.
Budynek rzeczywiście jest mocno nadszarpnięty zębem czasu. Ale wciąż duże wrażenie robią zdobiony portal przy głównych drzwiach, stolarka schodów, secesyjne piece i okna witrażowe. W środku jest 8 pokoi, 2 kuchnie, 2 łazienki i ogromny strych.
Na elewacji wciąż można odszyfrować napis „Haus Lug ins Land”, czyli dom z widokiem na krajobraz.
– Kiedyś willa górowała nad resztą zabudowy. Stoi na wzgórzu, a gdy nie było jeszcze drzew, zapewniony był piękny widok z okien. No chyba, że spojrzało się w bok, gdzie stała wielka cegielnia – opowiada Marek Łuczak.
Władzę nad ruinami folwarku przejęła natura
Tak jak wspominaliśmy, pracownicy cegielni mieszkali na Nowym Bukowie. Musiało więc istnieć również Stare Bukowo (Alt Buchholz). Żeby poznać jego historię, trzeba cofnąć się do czasów, kiedy nie myślano jeszcze o eksploracji pokładów gliny.
Był XVIII wiek, gdy wycięto okoliczny las bukowy, aby założyć folwark Alt Buchholz. Powstała tam owczarnia, hodowano owce i barany. Z czasem majątek się rozrastał, zbudowano dwór.
– W latach 30. XX wieku należał do Johannesa Carla Friedricha Gollnowa, właściciela szczecińskiej firmy Gollnow & Sohn, która zajmowała się między innymi budową mostów. To najprawdopodobniej wtedy przy dworze założono park krajobrazowy w stylu angielskim – mówi Marek Łuczak.
Po wojnie w folwarku krótko działał PGR Bukowo. Później opuszczone budynki, stojące w odludnym miejscu, stały się idealnym źródłem materiałów i zniknęły z powierzchni ziemi. Władzę nad ruinami przejęła natura, tworząc jedno z najbardziej „dzikich” miejsc w obrębie Szczecina.
„Zrobiliśmy kilka kroków od zaparkowanego samochodu, a już znaleźliśmy się w innym świecie”
Dworu już nie ma, ale wciąż istnieje ulica „Do Dworu”. I właśnie od jej strony wchodzimy na teren Alt Buchholz. Jest środek tygodnia, ale od razu spotykamy okolicznych mieszkańców spacerujących wśród bujnej zieleni.
– Zobaczcie, zrobiliśmy kilka kroków od zaparkowanego samochodu, a już znaleźliśmy się w innym świecie. Otoczeni przez przyrodę, z dala od dźwięków miasta – zwraca uwagę nasz przewodnik.
Dawny park dworski założono w dolinie strumienia Grzęziniec. Nikt przez lata nie zajmował się rozrastającą w niekontrolowany sposób roślinnością. Jednak wciąż można dostrzec zarys wytyczonych sto lat temu alei obsadzonych grabiami albo teren, na którym najprawdopodobniej rosły róże. Są też pozostałości dawnej zabudowy, w tym potężne filary, na których opierała się kiedyś ogromna stodoła.
Nowymi elementami są ławki, schody, poręcze i mostek nad strumieniem. Co ciekawe, nie wykonano ich na zlecenie miasta i nie zajmowała się tym żadna profesjonalna firma. Jak słyszymy wszystko wykonał samodzielnie i zupełnie za darmo pan Julian.
– Wyobraźcie sobie, ile to musiało kosztować wysiłku – mówi Marek Łuczak, który chciałby, żeby za Alt Buchholz zabrano się w sposób kompleksowy. – Można wyczyścić spiętrzony na Grzęzińcu staw i zrobić wypożyczalnie łódek. Z drugiej strony przygotować pomost, na którym można usiąść z książkę. To świetne miejsce na ogród dendrologiczny. Pielęgnacją zieleni i uzupełniającymi nasadzeniami mogliby przecież zająć się studenci. To fajne miejsce, tylko o strasznie niewykorzystanym potencjale.
Czy zielone tereny zostaną wyparte przez mieszkaniówkę?
Na razie jednak o Alt Buchholz nie mówi się w kontekście turystycznym. Wąską ścieżką docieramy do potężnego Głazu Bukowskiego, ustawionego w tym miejscu na pamiątkę zjazdu przyrodniczego z 1936 roku. Niedaleko stąd jest zielona działka, którą Uniwersytet Szczeciński otrzymał za darmo na realizację celów statutowych, a teraz sprzedaje ją za 46 mln zł pod mieszkaniówkę.
– Lepiej zostawić trochę tlenu między Warszewem, Bukowem i Żelechową. Są przecież inne tereny nadające się do zabudowy. Rozumiem, że chodzi o duże pieniądze, ale powinniśmy znaleźć kompromis, żeby mieszkańcy byli zadowoleni – komentuje Marek Łuczak.
Przyszłość terenów zielonych jest dla niego bardzo ważna, gdyż co najmniej kilkakrotnie wymienia ich bliskość jako największy atut mieszkania na Bukowie. Jest właścicielem gończego polskiego, więc codziennie chodzi na długie spacery z psem. Kierunków jest kilka. Nie tylko do Alt Buchholz, ale też do Wieży Gocławskiej, czy Wysokiego Stawu.
– W XIX wieku był on częścią systemu wodociągów. Sąsiaduje z parkiem krajobrazowym Natura 2000. Rozległym rozlewiskiem z bagnistymi terenami i dużą liczbą ptaków – opowiada nasz przewodnik.
Brakuje miejsc kultury
Od tej kadencji Marek Łuczak jest radnym osiedlowym. Opowiada nam o zajęciach, które organizują dla mieszkańców w siedzibie rady, czyli lokalu po dawnym sklepie Społem przy ul. Szosa Polska.
– Organizowaliśmy kursy pierwszej pomocy, konkursy planszówek, uzupełnialiśmy bibliotekę, przed świętami malowaliśmy jajka, były warsztaty z wyplatania, robótki w drewnie. Trochę tych pomysłów jest. Tylko wiadomo, że trudno tam zaprosić na większe wydarzenie. Na Bukowie brakuje miejsc kultury dla mieszkańców – ocenia.
Poza pracą zawodową i zaangażowaniem w życie osiedla, nasz rozmówca wciąż znajduje czas na tropienie miejskich tajemnic. Odnajduje dawne pomniki i przywraca pamięć pochowanym na zniszczonych cmentarzach.
Czy na Bukowie jest szansa na jakieś spektakularne znalezisko? – Spektakularnego, myślę, że nie – to najmłodsze osiedle Szczecina – mówi Marek Łuczak.
Komentarze