Idąc do czerwonych biurowców przy ul. Firlika i przychodni przy ul. Dubois, trudno sobie wyobrazić, że w tym miejscu wznosiły się potężne mury Zamku Odrzańskiego (Oderburg), w którym więziono słynną Sydonię von Borck, Gryfici ucztowali z przyszłym cesarzem, a w czasie wojny trzydziestoletniej rezydował władca Szwecji. Teraz będzie o to łatwiej, dzięki wirtualnej rekonstrukcji z wizualizacjami i animacją 3D przygotowywanymi przez Annę Koc. – Myślę, że 90 procent ludzi, którzy mieszkają w Szczecinie w ogóle nie wie, że taki zamek istniał – mówiła architektka, scenografka i graficzka ze Stowarzyszenia Denkmal Pomorze.

Wizualizacje zaprezentowano podczas debaty o zamku Oderburg, która odbyła się w historycznej świetlicy stoczniowej zarządzanej przez Centrum Solidarności „Stocznia”, czyli tuż obok miejsca, w którym stała rezydencja Gryfitów.

Wydarzenie było częścią projektu „Spotkajmy się! Kultura w działaniu”, realizowanego przez Stowarzyszenie Przystań.Wartości. Zainteresowanie okazało się bardzo duże – na sali trudno było znaleźć wolne miejsce.

„Na razie wszystkie obrazki wyglądają troszeczkę bajkowo, ale zamierzam dodać więcej kurzu”

Anna Koc znana jest już jako autorka animacji 3D rekonstruujących Wieżę Quistorpa, dawną zabudowę Syrenich Stawów czy charakterystyczne wieżyczki mostka nad Rusałką. Tym razem ma jednak wyjątkowo trudne zadanie.

Zamek Odrzański zaczął znikać z powierzchni ziemi w połowie XVII wieku. Zachowały się tylko opisy i pojedyncze ryciny, które nie pokazują rezydencji Gryfitów ze wszystkich stron. Dlatego przy pracach nad wirtualną rekonstrukcją trzeba było odwoływać się do analogicznych rozwiązań i „przenieść” część elementów z podobnych budowli w regionie. Pomagała znajomość historii architektury, ale czasem pozostawało po prostu skorzystać z własnej inwencji twórczej.

– Zajmuję się rekonstrukcją, żeby zainteresować mieszkańców, którym historia Szczecina nie jest bliska. Na razie wszystkie obrazki wyglądają troszeczkę bajkowo, ale zamierzam dodać więcej kurzu – zapowiedziała Anna Koc.

Na koniec prac powstanie animacja. Jak słyszymy, będzie można zajrzeć do środka Zamku Odrzańskiego w czasie wystawnej uczty z udziałem króla Czech. Pomysł na podkład muzyczny to połączenie głosów chóru i dźwięków przygotowanych przez szczecińskiego DJ–a.

Najpierw mieszkali tutaj surowi i zamknięci mnisi

Zamek Odrzański na początku był klasztorem. Jego budowę ufundował książę Barnim III z dynastii Gryfitów, który około 1360 roku ściągnął do podszczecińskiego Grabowa zakon kartuzów. Znani z poddawania się surowym regułom mnisi pozostali tutaj blisko dwieście lat. Aż do reformacji (1534 r.), po której ich zsekularyzowany majątek stał się własnością książąt.

– W połowie XVI wieku nadodrzański kompleks przeszedł wielkie zmiany. Po tym, gdy w 1551 roku w dużym stopniu spłonął Zamek Książąt Pomorskich, Barnim IX postanowił przebudować klasztor na swoją nową siedzibę. Tę datę możemy uznać za początek zamku Oderburg – mówił dr Michał Gierke, historyk, archeolog, badacz średniowiecznych i nowożytnych dziejów Pomorza i Nowej Marchii.

Przełom XVI i XVII wieku to złoty czas księstwa pomorskiego, więc na Zamku Odrzańskim działo się bardzo dużo. Miały tam miejsce zarówno barwne wydarzenia, jak wystawna uczta, którą w 1612 roku książę Filip II wydał na cześć króla czeskiego Macieja, późniejszego cesarza rzymskiego, jak i tragiczne. W 1619 do lochu trafiła tutaj oskarżona o czary szlachcianka Sydonia von Borck.

– Była tutaj przesłuchiwana. Najpierw po dobroci, później niestety z użyciem tortur. Dwukrotnie przeżyła ostre przesłuchiwania, co świadczy o tym, jak była harda i przekonana o swojej niewinności. Mimo to została stracona – opowiadał Tomasz Wieczorek, przewodnik po Szczecinie i Pomorzu Zachodnim.

Początkiem końca historii Oderburga była wojna trzydziestoletnia (1616–1648), gdy Pomorze Zachodnie zostało opanowane przez wojska szwedzkie, a król Gustaw Adolf wybrał zamek w Grabowie na swoją wojenną rezydencję.

Co pozostało po nadodrzańskim zamku?

Po wojnie trzydziestoletniej Oderburg już tylko niszczał, stając się powoli składem materiału wykorzystywanego przy innych budowach.

– Wiemy, gdzie dziś mogłyby znajdować się zamkowe dachówki. W pochodzącym z XIX wieku opisie Berghausa podano, że 800 sztuk trafiło do kościoła w Wolinie – przypominał Paweł Ziątek, twórca i administrator profilu „Szczecin znany i historyczny”.

Z kościoła będącego częścią Zamku Odrzańskiego mogą pochodzić ołtarz i ambona, które znajdują się obecnie w Sownie. To jednak tylko domysły, które nie zostały potwierdzone.

– Jedyny element, co do którego możemy mieć pewność, że pochodzi z Oderburga, to płyta pamiątkowa Barnima III, znajdująca się obecnie pod arkadami na Zamku Książąt Pomorskich. Mamy potwierdzenie w źródłach, że została znaleziona w ruinach Zamku Odrzańskiego – wyjaśniał dr Marek Łuczak, historyk, autor książek o Szczecinie i Pomorzu, zajmujący się w Policji odzyskiwaniem skradzionych zabytków.

„Idąc rano do pracy, możemy inaczej spojrzeć na nasze najbliższe otoczenie”

Na Grabowie nie ma już żadnego śladu po okazałej budowli. Wiemy, że stała w okolicach ul. Łyskowskiego, ale historycy wciąż dyskutują, w którym dokładnie miejscu. Wielu okolicznych mieszkańców nawet nie wie, jaką historię kryje ich najbliższe sąsiedztwo.

– Sam dowiedziałem się kilka miesięcy przed debatą, wcześniej też nie miałem wiedzy historycznej na ten temat. Nigdy nie rozmawiałem o zamku z sąsiadami – mówił Albert Schmidt, młody samorządowiec z Rady Osiedla Drzetowo-Grabowo, który współorganizował debatę. – Takie spotkania przyczyniają się do tego, że rośnie nasza świadomość historyczna, a idąc rano do pracy, możemy inaczej spojrzeć na nasze najbliższe otoczenie.

Debata była kolejnym wydarzeniem w ramach cyklu „Spotkajmy się! Kultura w działaniu”, którego pomysłodawczynią jest Barbara Markowska ze Stowarzyszenia Przystań.Wartości. Przy realizacji projektu tradycją jest już współpraca z Centrum Solidarności „Stocznia”, które udostępnia historyczną świetlicę.

– Cieszymy się, że coraz bardziej wpisujemy się w codzienne życie Szczecina i lokalność. Organizujemy bardzo dużo wydarzeń, które dotyczą nie tylko osiedla, ale też wszystkich ważnych tematów związanych z historią miasta – podkreślał Grzegorz Kruszewski z Centrum Solidarności „Stocznia”. – Bardzo mocno stawiamy na działania kulturalne i edukacyjne, dyskusje przedstawicieli młodego pokolenia z dawnymi stoczniowymi opozycjonistami. Najcenniejszą wartością są ludzie, którzy nas odwiedzają i współtworzą to miejsce.

W najbliższych tygodniach w postindustrialnych wnętrzach dawnej świetlicy stoczniowej ma gościć opera z Uckermark, planowana jest też wystawa rzeźby.

Projekt „Spotkajmy się! Kultura w działaniu” uzyskał dofinansowanie z konkursu dotacyjnego dotyczącego wsparcia gmin z obszaru województwa zachodniopomorskiego w zakresie wdrażania Gminnych Programów Rewitalizacji (GPR) pn. „Regionalne Granty na Rewitalizację”, realizowanego z projektu dotacyjnego pn. „Regiony Rewitalizacji Edycja 3.0”, współfinansowanego ze środków Programu Pomoc Techniczna dla Funduszy Europejskich 2021–2027.