To osiedle, gdzie kolory bloków odpowiadają nazwom ulic, a historia wbrew pozorom czeka na nas na każdym rogu. Szczecinianki chętnie odwiedzają magiczny „Kuferek”, a mieszkańcy nie mówią „idę po truskawki”, tylko „idę do Madzi”. „Bardzo lubię wszelkiego rodzaju żarty dotyczące alienacji Prawobrzeża. To nasze lokalne poczucie humoru” – śmieje się Anna Bielecka, nasz przewodnik po Bukowym-Klęskowie.

Spotykamy się na skrzyżowaniu Handlowej i Dąbskiej, gdzie kiedyś znajdowało się centrum dawnej wsi Klęskowo (niem. Hökendorf). Annie Bieleckiej towarzyszy nasza redakcyjna koleżanka Katarzyna Świerczyńska-Elmerych. Gdyby dodać ich czas zamieszkania na osiedlu, wyszłoby ponad 30 lat.

Zaczynamy od historii, nie możemy jej pominąć

– To mój pomnik, dlatego od niego zaczynamy – śmieje się Anna i wskazuje pierwszy punkt na trasie – monumentalny dąb, który pamięta czasy dawnej wsi. Od około 15 lat to pomnik przyrody, który nosi nazwę „Dąb Miłośników Prawobrzeża”.

– Kiedy przeprowadziłam się na Bukowe, dołączyłam do forum poświęconemu historii Prawobrzeża. To właśnie z niego dowiedziałam się, że dąb stał kiedyś w centrum wsi, a przed nim postawiono pomnik poświęcony ofiarom pierwszej wojny światowej. Zgłosiłam go do ochrony, łącznie z nazwą – opowiada.

Jedną z dwóch pomnikowych płyt odnaleziono, ale o tym opowiemy trochę później.

Ze Stargardu (jeszcze szczecińskiego) na Bukowe

O tym, że Bukowe-Klęskowo było kiedyś częścią wsi przypominają historyczne nazwy ulic – Dąbska, Pszenna, Handlowa, Chłopska. Co więcej, przy tej ostatniej znajdziemy dom i ogród zbudowane na starych murach rodziny Dohrn. O cały teren dba mieszkaniec, który osiadł się w Szczecinie tuż po zakończeniu II wojny światowej.

– Sam to wszystko zrobił i o wszystko dba. Od domu przez drogę po ten murek. Co więcej, każdego roku odświeża kompozycje, wprowadza nowe elementy, koncepcje. Zawsze czeka tutaj jakaś niespodzianka – mówi Anna.

– Historii na tym osiedlu jest zaskakująco dużo – dodaje Katarzyna Świerczyńska-Elmerych. – Gdy się przeprowadziłam, poznałam lokalnych pasjonatów, w tym Anię i i zobaczyłam, jak wielu ludzi dba o pamięć o przeszłości. Niby zwykłe blokowisko, a tak wiele historii się tutaj kryje.

Osiedle słynnej i cenionej rodziny entomologów

Ulicą Chłopską docieramy na teren Parafii Rzymskokatolickiej św. Stanisława Biskupa Męczennika. Sporych rozmiarów kościół jest tak naprawdę dwoma budowlami – w latach 90. ubiegłego wieku do niewielkiej świątyni z XV wieku dobudowano nowy gmach.

Na tyłach parafii ostały się pozostałości po dawnym folwarku rodziny Dohrn. Konkretniej mowa o ruinach dawnej świniarni – zimą, gdy zieleń pozbawiona jest liści, można dojrzeć korytka.

Historia bogatej rodziny w Grodzie Gryfa rozpoczęła się pod koniec XVIII wieku, kiedy to przedsiębiorca i kupiec Heinrich Dohrn wykupił tutaj ziemię. To z jego inicjatywy na terenie osiedla (dzisiejsze granice Parku Leśnego Klęskowo) powstał park z wieloma rodzajami drzew, krzewów, kwiatów.

Dwór Dohrnów szybko stał się miejscem spotkań kulturalnej elity Szczecina. Ich przedsiębiorczość oraz zasługi doceniano w całej Europie. Heinrich Dohrn był również współinicjatorem pomnika poświęconego mieszkańcom Klęskowa, którzy zginęli pierwszej wojny światowej. To właśnie jedna z jego płyt została odnaleziona.

– Dzięki zaangażowaniu rady osiedla i proboszcza, została odnowiona i stała się częścią Pomnika Pamięci Ofiar XX wieku. Widać na niej jeszcze nazwiska mieszkańców dawnej wsi – opowiada Anna.

O tym, że na Bukowym żyła rodzina Dohrnów, przypomina dzisiaj rondo polskiej tłumaczki i poliglotki – Marii Baranowskiej-Dohrn, żony Antona.

„Pamiętał, że po drugiej stronie od cegielni był ich dom”

Ulicą Smutną wchodzimy na teren dawnego cmentarza ewangelickiego, o którym dziś symbolicznie przypomina lapidarium z ocalonymi nagrobkami.

– Kiedy w 2007 roku zorganizowaliśmy akcję sprzątania, było tutaj wszystko. Krzaki, materace, garnki, złom, porozwalane nagrobki. Dzisiaj mamy lapidarium, ale nie były prowadzone żadne ekshumacje – podkreśla Anna.

Co więcej, współczesnym mieszkańcom Bukowego udało się dotrzeć do kilku krewnych dawnych mieszkańców wsi. Wśród nich znalazł się syn właściciela jednej z cegielni. Do Szczecina przyjechał prosto ze Szwecji.

– Był bardzo wzruszony. Pamiętał, że po drugiej stronie od cegielni był ich dom, ale nie pamiętał, gdzie został pochowany jego tata. Był wtedy dzieckiem – opowiada nasza przewodniczka.

„To nie jest tylko sklep. Tutaj chodzi o człowieka”

Poznaliśmy całkiem spory kawałek historii Bukowego, ale wracamy do współczesności. Jesteśmy przy ulicy Kolorowych Domów – głównej arterii osiedla, którego budowa rozpoczęła się w latach 80.

– Tutaj była kiedyś super kawiarenka, Vanilla Cafe. Niestety, podobnie jak wiele innych punktów, nie przetrwała pandemii – opowiada Katarzyna. – Serwis komputerowy i pogotowie krawieckie są, odkąd pamiętam. Poza tym, na osiedlu mamy jeszcze kilka punktów handlowych i usługowych. I choć niedawno przeprowadziłam się na Majowe, to do warzywniaka i tak chodzę tutaj.

Mowa o sklepie prowadzonym przez panią Magdę. W niedzielę jest zamknięty, więc nie możemy do niego zajrzeć. – To nie jest tylko sklep. Tutaj chodzi o człowieka – podkreśla Anna.

– Na Bukowym jest dużo takich miejsc, do których chodzisz ze względu na ludzi. Nie mówisz „idę po truskawki”, tylko „idę do Madzi”. Tak samo jak mamy panią Ewę, która prowadzi sklep zoologiczno-ogrodniczy. Mogłabym zamawiać karmę dla psa przez Internet, pewnie wyszłoby kilka złotych taniej i nie musiałabym jej dźwigać, ale i tak wolę pójść do pani Ewy. Zależy mi, aby te sklepiki cały czas działały. To one wpływają na klimat osiedla – uważa Katarzyna.

Wspomina przy tym jeszcze o dwóch rzeczach, które zrobiły na niej duże wrażenie, gdy zamieszkała na osiedlu. Pierwsze to ogródki przy blokach.

– Nie wiem, kto ma wpływ na to, co jest nasadzone. Ale przez cały kwiecień i maj ulica Różowa kwitnie na różowo. Widoki są przepiękne. A druga sprawa, to duża liczba placów zabaw. Zawsze, gdy przyjeżdżały do mnie siostrzenice, wieczorem robiłyśmy obowiązkową rundę po placach zabaw. Każdy z nich ma coś, co bardzo im się podobało.

Jaka ulica, taki kolor bloku

Pierwsza zabudowa na Bukowym stanęła w latach 80. Wówczas bloki stanęły przy ulicy Różowej. Kolejne objęły tereny ulic Fioletowej i Brązowej.

– Za chwilę zacznie nam się zmieniać krajobraz bloków – zapowiada Anna. – Skąd wiemy, że tam jest ulica Seledynowa? Bo mamy seledynowe bloki. Na Fioletowej są fioletowe, na Czerwonej są czerwone, a na Brązowej są brązowe – śmieje się nasza przewodniczka.

Większością zarządzą Spółdzielnia Mieszkaniowa „Dąb”, ale są też inne wspólnoty. Na przykład teren osiedla mieszkaniowego Nad Rudzianką jest podzielony między SM Dąb, Szczecińskie TBS i prywatnych deweloperów.

Wspomnianą ulicą Seledynową docieramy do centrum sportowego prowadzonego przez Fundację Kultury i Aktywności Lokalnej „Prawobrzeże”. Jest boisko, korty tenisowe i ścianka do gry w tenisa.

Mijamy jedną z dwóch osiedlowych przychodni. W tle nie słychać samochodów – rozmowę zagłusza tylko śpiew ptaków, które uwiły sobie gniazda w krzewach.

– Liczba krzewów na tym osiedlu również jest ewenementem na skalę miasta – uważa Anna. – Jesteśmy około 50 metrów od autostrady, a w ogóle jej nie słychać. Jest tylko cisza, którą co jakiś czas przerywa śpiew ptaków.

„Nie mamy żadnej potrzeby, aby jeździć do miasta”

– Czy zdarzyło się Wam przez tydzień nie jeździć do centrum? – pytamy.

– Żeby to raz! Oczywiście! Nie ma po co – szybko odpowiada Anna. – Chyba, że jestem umówiona z większą grupą znajomych. Ale tak, to nie mam żadnej potrzeby, aby jeździć do miasta.

– Po powrocie z centrum miasta czuję się zawsze przebodźcowana – dodaje Katarzyna.

Na chwilę zatrzymujemy się przy jednym z najbardziej charakterystycznych ogródków na osiedlu. Witają nas bociany, rumianek pospolity, wiosenne nasadzenia. Dba o niego wyłącznie mieszkanka parterowego lokalu. – Co mi się spodoba, to posadzę – słyszymy od seniorki.

A jak nasze przewodniczki zapatrują się na medialne wydarzenia pt. „Prawobrzeże odłącza się od Szczecina”?

– Ja bym się odłączyła. A tak na poważnie, bardzo lubię wszelkie rodzaju poczucia humoru dotyczące alienacji Prawobrzeża. To nasz lokalny klimat” – śmieje się Anna.

„Polecają go sobie nawet mieszkanki z centrum”

Na ulicy Brązowej możemy zjeść obiad w Kociołku, a tuż obok znajdziemy lumpeks, który polecają sobie Szczecinianki na facebookowych grupach. „Kuferek” to podobno prawdziwy skarb.

– Wchodzisz, kręcisz się pomiędzy wieszakami, oglądasz. Nagle podchodzi pani, w dłoni trzyma sukienkę i mówi: „proszę to przymierzyć”. Patrzysz, nie chcesz jej sprawić przykrości i przymierzasz, choć nie jesteś przekonana. Ale to jest to. Ostatnio moja koleżanka szukała sukienki na wesele, chciała jechać na Słoneczne. Kategorycznie zarządziłam: „jedziemy do lumpa na Bukowe”. Słuchajcie, wyszła z trzema sukienkami – opowiada Katarzyna.

– Polecają go sobie nawet mieszkanki z centrum – dodaje z przekąsem Anna.

„Gdy ich poznamy, są prawdziwym skarbem”

Jak wygląda sąsiedzka solidarność na Bukowym?

– Mieszkańcy nie rzucą się nam od razu na szyję. Ale gdy ich poznamy, są prawdziwym skarbem – ocenia Katarzyna. – Poznałam wiele wartościowych osób, głównie to moi sąsiedzi z Różowej. Do dziś mam kontakt z panem Bogusiem, który ma działkę w Kołbaczu. Zawsze do mnie dzwoni, gdy są już pomidory i cukinie.

– Spółdzielnia organizuje też festyny, na które przychodzą mieszkańcy. Wtedy zawsze widać, jak siadają i między sobą plotkują. Od swoich sąsiadek zawsze dostanę jakieś kwiatki, albo inne smakołyki – dodaje Anna.

„Czasem lepiej iść pieszo, na skróty”

Z centrum na Bukowe dojedziemy bezpośrednio autobusem linii pospiesznej A. Możemy także wybrać tramwaj, który zawiezie nas na Basen Górniczy, a tam przesiądziemy się na autobus linii zwykłej. To tańsza opcja, bowiem za bilet na linię pospieszną zapłacimy dwa razy więcej. Zdaniem naszych przewodniczek, powinny jednak kosztować tyle samo.

– Nie mam pojęcia, dlaczego muszę płacić podwójnie, jeśli chcę dojechać jednym autobusem. Rozumiem, gdybym miała ten komfort, że dojadę szybciej, ale tak wcale nie jest. Dlaczego nie mamy zwykłego autobusu, który zatrzymuje się na każdym przystanku? – pyta Katarzyna.

– Jestem wielkim fanem komunikacji miejsko-rowerowej. Z Bukowego do centrum jest łatwiej. Gdy dojedziemy autobusem na Turkusową, to przeważnie mamy tramwaj. One co chwilę odjeżdżają. Gorzej jest w drugą stronę. Gdy wracam z miasta, muszę naprawdę długo czekać na autobus. Czasem lepiej iść pieszo, na skróty – dodaje Anna.

Granica osiedla to zarazem początek leśnej przygody

Zbliżamy się do miejsca, gdzie widać zarówno lokalny patriotyzm, jak i miłość do miejskiego klubu. Szare garażowiska przy ul. Kolorowych Domów pokryte są dwoma kolorowymi muralami. Ich autorzy to członkowie Grupy MB’17 i Pogoń Szczecin Prawobrzeże.

– Pierwszy powstał 10 lat temu i przedstawia nasze bloki ze szczecińskimi akcentami. To jest po prostu piękne. Drugi to typowo pogoniarski mural, który niedawno odmalowali. I to jest super. Nie malują po ścianach bloków, tylko kreują ciekawe inicjatywy – ocenia Anna.

Dodajmy, że z Bukowego pochodzi były reprezentant Polski w piłce nożnej, kapitan Pogoni Szczecin - Kamil Grosicki.

Jesteśmy już na końcu osiedla, gdzie znajdziemy najłatwiejsze wejście do Puszczy Bukowej.

– Od tej strony mamy także przejście pod autostradą, gdzie dzieje się magia w upalne dni. Gdy zalewa nas pot, jest gorąco, a wręcz nie do wytrzymania, wystarczy tędy przejść, aby poczuć kilka stopni mniej. W weekendy spacerują tutaj całe grupy seniorów – mówi Katarzyna.

Jak podkreśla, puszcza jest tu dosłownie na wyciągnięcie ręki. – Nie trzeba jechać nie wiadomo jak daleko, idziemy 10 minut i już jesteśmy – zachwala.

– A ja zimą chodzę tylko w weekendy, ale latem biorę kawę w termos, siadam na jakiejś gałązce i po prostu odpoczywam – dodaje Anna.

– Pamiętam, jak kiedyś poszłyśmy razem na spacer. Ania wzięła ze sobą kuchenkę turystyczną i przygotowała nam świeżą kawę. Przyjemne wspomnienie – odpowiada Katarzyna.

Do Puszczy Bukowej po leśny obiad

Warto dodać, że Puszcza Bukowa to nie tylko miejsce spacerów i odpoczynków. Mąż Katarzyny śmieje się, że chodzi tam „po obiad”.

– Jest dużo grzybów. Przede wszystkim prawdziwków. W sezonie zawsze rano zabieram ze sobą niewielki plecak i idę z psem na spacer. Po drodze zbieram kilka grzybów. Uwielbiam również siedzunie sosnowe i żółciaki siarkowe, z których możemy zrobić nuggetsy.

Na grzybach jednak nie koniec.

– Mało kto wie, ale młode liścia buka są bardzo dobre do jedzenia. W Puszczy mam swoje miejsca z leśnym szczypiorkiem. Buczynę też można jeść. Podobno, gdy zjemy kilogram, to poczujemy się jak na haju – śmieje się Kasia. O, spójrzcie na te niepozorne liście. Zobaczcie, jak pachnie – rwie listki młodego czosnaczku i przykłada nam do nosów. Pachnie jak czosnek i również jest jadalny.

Kiedy można było tutaj dojechać pociągiem

Gdybyśmy kilkadziesiąt lat temu spacerowali tą samą trasą, po drodze mijalibyśmy właśnie Mittelmühle – pierwotnie jeden z trzech młynów nad strumieniem Chojnówka, z czasem przekształcony w restaurację. Młyn Środkowy był jednym z najpopularniejszych miejsc na trasie niedzielnych spacerów po Puszczy Bukowej.

– Co więcej, kiedyś Szczecinianie mogli przyjechać do Puszczy Bukowej pociągiem – dodaje Anna.

Po restauracji nie pozostał prawie żaden ślad, poza ruinami fontanny Rudolfa Brunnen, o które zadbali miłośnicy historii.

Na chwilę zatrzymujemy się przy zasypanym korycie rzeki. Gdyby nie działania Anny, prawdopodobnie dziś trwałyby tutaj prace budowlane.

– Pewnego razu zauważyłam, że ktoś dosypuje gruntu, prawdopodobnie aby utwardzić ziemię pod budowę. Zgłaszałam na policję i do RDOS-iu zniszczenie miejsca cennego przyrodniczo, ale nie podjęli żadnych działań. Poszłam wyżej, do GDOS-iu, który wznowił postępowanie – opowiada.

Wychodząc z puszczy, mijamy worek na śmieci, który regularnie opróżnia pani Renia. – Chodzi i sprząta ten teren. Denerwuje się, że ludzie nie potrafią zabrać ze sobą śmieci – słyszymy.

„Mówiłam, że na Bukowym są najlepsze place zabaw”

Do osiedla należy niewielki fragment Puszczy Bukowej. Ale wśród zielonych terenów na uwagę zasługuje Park Leśny Klęskowo, przy którym znajdziemy także Obiekt Sportowy „Bukowe” z boiskiem, na którym rozgrywane są mecze niższych lig.

– Jest wolna tyrolka! Chodźcie szybko – Anna szybko znika nam z oczu.

Za chwilę oglądamy, jak wskakuje na niewielkie podwyższenie i zaczyna się zabawa. – Tylko bez zdjęć – krzyczy. Za późno.

– Widzę, że ją odnowili. Mówiłam, że na Bukowym są najlepsze place zabaw – śmieje się Katarzyna.

Choć to park, bardziej przypomina las. Przeważa tutaj stuletni starodrzew bukowy z domieszką dębów szypułkowych i bezszypułkowych. Nie ma tutaj takich górek jak w puszczy, a na trasie mijamy biegaczy, spacerowiczów z nordic walking. Nie brakuje także miejsc na ogniska – mamy godzinę 13, a większość jest już zajęta.

„Zaraz wszyscy będą chcieli tutaj zamieszkać”

Spacer kończymy przy torach, na styku trzech osiedli – Bukowego, Słonecznego i Majowego.

– Nie możemy tak reklamować naszego osiedla. Zaraz wszyscy będą chcieli tutaj zamieszkać – podsumowuje Anna Bielecka.