Wyobraźcie sobie kobietę, która stawia pierwsze kroki na scenie zmagając się z przeciwnościami losu i ograniczeniami własnego ciała, a mimo tego potrafi zbudować własny świat – świat baletu, pasji i talentu. Taką kobietą jest Olga Kuźmina-Pietkiewicz. Od młodzieńczych lat w Kijowie, przez międzynarodowe projekty w Rzymie, Sztokholmie, po pracę pedagogiczną w Szczecinie – jej droga to opowieść o niezwykłej determinacji, sile charakteru i pasji, która nie zna granic.

Cecylia Wojnik: Jak wyglądała Pani droga do miejsca, w którym jest dziś – od baletnicy po choreografa, pedagoga i założycielkę własnej szkoły baletowej?

Olga Kuźmina-Pietkiewicz: W Szczecinie znalazłam się bardzo przypadkowo w momencie poszukiwania pracy. Od momentu ukończenia szkoły baletowej w Kijowie z którego pochodzę wiedziałam, że nie zostanę w tym mieście z różnych przyczyn. Moje wideo CV wysłałam gdzie się tylko dało poza granice Ukrainy. Niestety nie miałam jeszcze doświadczenia zawodowego a na tym rynku najbardziej są poszukiwani tancerze z praktyką, aby nie trzeba było ich uczyć obycia na scenie.

C. W.: Kiedy nastąpił moment przełomowy?

O. K.-P.: Po konkursie EYDP w 2007 roku miałam bardzo dobre nagranie, które dołączyłam do mojego CV, skutkiem czego dostałam dwie propozycje z Moskwy oraz telefon od Walery Niekrasowa, choreografa z Kijowa pracującego w tym czasie w Koszalinie w swojej szkole baletowej. Walery zbierał młode osoby tuż po szkole baletowej do swojego zespołu. W ten sposób otrzymałam propozycję zatańczenia roli Siostry w Kopciuszku w Operze na Zamku w Szczecinie.

C. W.: Czy już wtedy wiedziała Pani o tym, że zwiąże swoje losy właśnie z tym miastem?

O. K.-P.: Nie, w ogóle o tym nie myślałam w takiej dłuższej perspektywie. Chciałam po prostu spróbować swoich sił. To był dla mnie pierwszy rok życia bez rodziców, w wynajętym mieszkaniu, zdana totalnie na siebie. Pierwszy rok dorosłości. Wszystko było dla mnie nowe, nieznane. Mentalność ludzi na Ukrainie jest zupełnie inna niż w Polsce! Następnie dostałam propozycję ze Sztokholmu do udziału w projekcie „Dance Projekt” dla młodych tancerzy z całego świata. Odczułam to jako niesamowite wyróżnienie, szansę której nie mogłam stracić.

C. W.: Czy po udziale w tym międzynarodowym projekcie znowu powróciła Pani do Szczecina?

O. K.-P.: Tak, wróciłam do Szczecina, a chwilę później znalazłam się we Wrocławiu, gdzie dostałam miejsce w tamtejszym zespole. Okres pracy w tym mieście wspominam bardzo pozytywnie, ponieważ tam szybko rozwinęła się moja kariera, dostawałam dużo propozycji zawodowych. Po pewnym czasie pierwsza solistka Wrocławia zakończyła swoją karierę taneczną i podjęła pracę Kierownika Baletu Opery na Zamku w Szczecinie.

C. W.: I jak się domyślam znowu stanęła Pani przed wizją powrotu do Szczecina?

O. K.-P.: Na początek znów była to rola Siostry w wystawianym w tym czasie Kopciuszku, następnie otrzymałam umowę na okres próbny w tutejszym zespole baletowym.

C. W.: W tym czasie rozpoczęła Pani także swoją przygodę z pracą pedagogiczną?

O. K.-P.: Zaczęłam w tym czasie prowadzić zajęcia baletowe dla dzieci w różnych lokalizacjach w Szczecinie. Nowy Dyrektor Baletu Opery na Zamku Pan Karol Urbański poszerzył moje horyzonty, poznałam wspaniałych choreografów i rozwinęłam w pełni skrzydła. Już wtedy stwierdziłam, że nie ma sensu z tego miasta wyjeżdżać, że tu jest moje miejsce na ziemi. Do Szczecina przyjeżdżali w tym czasie choreografowie z całego świata, wiele się działo a i solówek dla mnie nie brakowało.

C. W.: Kiedy urodził się pomysł założenia własnej szkoły baletowej?

O. K.-P.: Ten pomysł niestety nie urodził się w mojej głowie. Stało się tak można rzec całkiem przypadkowo. Podejmowałam współprace z różnymi szkołami tańca w Szczecinie, byłam chętnie zapraszana jako pedagog i instruktor. Po urodzeniu mojej córki Pauliny dostałam propozycję pracy przy Studiu Musicalowym Prywatnej Szkoły Muzycznej Artyz w Szczecinie przy tworzeniu dwóch spektakli. Oba trwały półtorej godziny każdy i za całą choreografię w obu tych przypadkach odpowiadałam tylko ja. To właściciel tej szkoły zaproponował mi założenie własnej działalności. Wynajęłam księgową, znalazłam miejsce do ćwiczeń i tak to się zaczęło.

C. W.: Czy od samego początku powstania Pani szkoły miała Pani założenie, że będzie to szkoła na najwyższym poziomie tanecznym, kształcąca dzieci i młodzież nie tylko w praktycznym aspekcie ale i z teorii?

O. K.-P.: Absolutnie nie! Nie sądziłam, że to się tak rozwinie. Ale trudnym momentem okazała się pandemia COVID-19. Nauka tańca odbywała się przez kamerę internetową, powrót na salę był dla mnie dużą ulgą.

C. W.: Jedną z Pani uczennic jest Pani córka Paulina, która bardzo aktywnie uczestniczy w życiu szkoły baletowej. Jak odbiera Pani jej edukację w tym kierunku znając realne zagrożenia życia baleriny?

O. K.-P.: Jestem świadomym zagrożeń rodzicem po przejściu drogi do bycia baletnicą zawodową. Teraz dzieci mają wszystkiego nadmiar – zabawek, jedzenia i niestety niedomiar ruchu. Moja córka jest typem dziecka artystycznego. Nigdy nie namawiałam Pauliny do tańca. Swoją edukację taneczną nie rozpoczynała u mnie, a na zajęciach dla małych dzieci w Studiu Tańca Joy. Bardzo trudno jest uczyć swoją córkę, szczególnie w pierwszym okresie jej życia. Takie małe dziecko nie rozumie tego przejścia od roli mamy do roli nauczyciela, którego należy słuchać, wykonywać jego polecenia i że należy stać w szeregu razem z innymi dziećmi uczestniczącymi w zajęciach.

C. W.: Ale w momencie, kiedy zaczęła być bardziej świadomym dzieckiem jednak stała się Pani uczennicą?

O. K.-P.: Tak, miała cztery lata gdy rozpoczęła swoją edukację baletową w mojej szkole. Zauważyłam w niej predyspozycje charakteryzujące dobrego tancerza. Moja córka nie potrafiła usiedzieć na miejscu a z drugiej strony z lekkością przychodziło jej wymyślanie choreografii i tańczenie. Paulina jest typową artystką. Po pewnym czasie okazało się, że ten balet bardzo przypadł jej do gustu - tworzy wariacje baletowe, startuje w konkursach baletowych i wciąż ma apetyt na więcej.

C. W.: Gdzie widzi Pani siebie i szkołę za kilka lat?

O. K.-P.: Moim marzeniem jest dalej się rozwijać i tym samym podnosić prestiż szkoły. Bardzo bym chciała połączyć współpracą szkołę baletową Kuźmina z Państwową Szkołą Baletową, dlatego obecnie stawiam pierwsze kroki w tym kierunku. To byłby nowy etap. W tym roku mija sześć lat od kiedy prowadzę tę szkołę i czuję, że najwyższa pora na coś nowego.

C. W.: Niewątpliwie wielkim sukcesem można nazwać to, że każdy semestr nauki w Pani szkole kończy się już tradycyjnie przedstawieniem wszystkich grup w jednym spektaklu baletowym na deskach oper, teatrów i innych miejsc kulturalno-rozrywkowych. Rok 2025 zakończył się przedstawieniem „Dziadek do orzechów” dzieła wybitnego Piotra Czajkowskiego w Teatrze Polskim w Szczecinie. Jak udaje się Pani spleść pracę pedagoga, choreografa, kostiumologa oraz tancerza?

O. K.-P.: Ja żyję baletem, wręcz oddycham nim od początku mojego życia. Szanuję osoby, które są jedynie tancerzami i nie prowadzą swoich zajęć, nie układają swojej choreografii. Moje ciało miało granice ale moje marzenia nie. Mam wizję artystyczną i chyba smykałkę do tego. Ciężko jest to wytłumaczyć, bo to się czuje w sobie, ta praca wypływa z wnętrza. Trzeba znać spektakle baletowe, ale nie tylko z pozycji tancerza. Znajomość twórczości baletowej od podszewki bardzo pomaga. Przedstawienie „Dziadek do orzechów” stworzyłam w miesiąc a pozostały czas jaki upłynął do spektaklu to było doskonalenie całości. Balet klasyczny jest ciekawy, bo można traktować go wielowymiarowo i co roku do jednego spektaklu można bez problemu tworzyć różne choreografie.

C. W.: Czyli czekamy na kolejne przedstawienia?

O. K.-P.: Tak, w tym roku również będziemy wystawiać przedstawienie „Dziadek do orzechów”, które można będzie zobaczyć już w grudniu 2026 roku. Mimo tego, że spektakl będzie wznowiony, to tak naprawdę dzięki tej różnorodności baletowej będzie to coś zupełnie nowego. Dzieci z poszczególnych grup będą już grały nowe role, stworzymy coś zupełnie niepowtarzalnego.

C. W.: Plany na najbliższą przyszłość?

O. K.-P.: To przede wszystkim udział moich uczennic w indywidualnych konkursach baletowych. To pokazuje wielki prestiż naszej szkoły. Takie konkursy to wielka szansa nie tylko dla tych dzieci, które wiążą swoją karierę zawodową z tańcem. To też rozwój dla tych, którzy chcą zająć się czymś zupełnie innym. Nie każde dziecko w wieku 10 lat jest psychicznie gotowe do opuszczenia rodzinnego domu i zamieszkania w internacie szkoły baletowej. I nie każdy rodzic jest gotów na to, aby swoje dziecko do takiej szkoły posłać. Ale każde z dzieci, które chce spróbować tańca klasycznego zapraszam na moje lekcje baletu, które mogą stać się początkiem dla ich kariery baletowej.

C. W.: Dziękuję za rozmowę.

 

Po lekturze inspirującej rozmowy z założycielką szkoły, czas zobaczyć efekty tej pasji na własne oczy! Już wkrótce scena Miejskiego Ośrodka Kultury w Policach wypełni się magią ruchu, precyzją klasyki i energią tańca współczesnego.

  • Data: 23 czerwca o 17:00

  • Miejsce: Miejski Ośrodek Kultury w Policach, ul. Siedlecka 1A

Dlaczego warto się wybrać? To wyjątkowa okazja, by zobaczyć widowisko Ballet and Contemporary w wykonaniu utalentowanych tancerzy Profesjonalnej Szkoły Baletowej Balet Kuzmina. Czeka na Państwa wieczór pełen artystycznych wzruszeń i najwyższego poziomu choreografii. Więcej informacji na stronie https://kuzmina.pl/ 

Wywiad przeprowdziła Cecylia Wojnik