Według legendy został posadzony na mogile upiora, aby zjawa nie mogła wyjść spod ziemi. Podobno dawni mieszkańcy Jezierzyc woleli omijać to miejsce po zmroku. Nawet nie znając tych historii, kikut potężnego, spróchniałego dębu wygląda po prostu niepokojąco. Na starych, niemieckich mapach można znaleźć jego nazwę. „Spuk Eiche” – „Nawiedzony dąb”.

Historię charakterystycznego drzewa z Jezierzyc przypomniał ostatnio dr Marek Łuczak z Pomorskiego Towarzystwa Historycznego. Natknął się na nie dość przypadkowo, gdy pod jego kierownictwem prowadzone były poszukiwania innych historycznych pomników przyrody w tej części Puszczy Bukowej.

– Drzewo znika z mapy w 1936 roku. Prawdopodobnie wtedy przestało rosnąć i zaczęło obumierać. Obecnie pień dębu ma wysokość ponad 20 metrów – relacjonuje Marek Łuczak. – Jeżeli przestał rosnąć w latach 20. XX wieku i miał wówczas około 155 lat, oznacza to, że pochodzi z około 1765 roku.

Legenda o upiorze

Dąb był już wcześniej znany miłośnikom Puszczy Bukowej. Mocno zainteresował się nim zwłaszcza Mirosław Wacewicz, autor legend, dziejących się bardzo często właśnie w podszczecińskiej kniei.

– Gdy spoglądałem na starą mapę, nazwa „Spuk Eiche” zawsze mnie intrygowała. Zacząłem szukać i znalazłem ten wybielony pień – opowiada „Legendziarz”.

Oczywiście tak nietypowe drzewo musiało zostać bohaterem ułożonej przez niego legendy, inspirowanej słowiańskimi wierzeniami. Na jej potrzeby zyskało nazwę – „Dąb upiora”.

– Upiory zawsze grzebano na rozstaju dróg, albo gdzieś daleko od wsi, aby już na pewno nie wróciły. W tym przypadku na jego mogile posadzono dodatkowo dąb. Święte drzewo wielu kultur, które swoimi korzeniami miało przytrzymywać upiora pod ziemią – opowiada w olbrzymim skrócie Mirosław Wacewicz.

„Uważam, że to nie było bezmyślne działanie wandala”

Co ciekawe, faktem jest, że zachowany spróchniały pień jest drugim z „Nawiedzonych Dębów” rosnących w tej okolicy. Pierwszy obumarł w XIX wieku. W październiku 2016 roku nasz rozmówca zorganizował sadzenie trzeciego.

– Sadzonkę dostaliśmy od nadleśnictwa. Trochę ludzi się zebrało, posadziliśmy drzewko, wznieśliśmy toast i podlaliśmy miodem. Był też czas, żeby opowiedzieć legendę. Powołaliśmy grupę „Strażników dębu” – wspomina Mirosław Wacewicz.

Powstały okolicznościowe kartki z „Dębem upiora” narysowanym przez Marcina „Yperyta” Przydatka, artysty tworzącego w wielu niespotykanych technikach, m.in. malując ziołami, herbatą i kawę. Jego ilustracje można znaleźć w książkach autorstwa Mirosława Wacewicza, wspólnie działają w Fundacji Drzewiej, promującej słowiańską kulturę.

Co najmniej raz w roku organizowane były „Rajdy upiora”, których ważną częścią było sprawdzanie, jak przyjął się nowy dąb. Do czasu aż któregoś dnia miłośnicy Puszczy Bukowej znaleźli na miejscu połamane drzewko.

– Wyrwany był też płotek, a tabliczkę z nazwą „Dąb upiora” przewrócono napisem do ziemi. Uważam, że to nie było bezmyślne działanie wandala. Komuś nie podobało się to, co robimy. Trzeba było rozwiązać grupę „Strażników dębu” – opowiada „Legendziarz”.

„Nawiedza je duch i straszy nocnych wędrowców” „Włosy stanęły nam dęba”.

No dobrze. Ale skąd nazwa „Nawiedzony dąb”, którą wymyślono przed laty? Wyjaśnienie można znaleźć w książce „Buchheide Sagen" prof. Alfreda Hassa z 1924 roku.

„Wcześniej w pobliżu rósł inny, znacznie starszy i silniejszy dąb, który jest uważany za prawdziwy i pierwotny «Nawiedzony dąb». Mówiono, że to miejsce jest nawiedzone, że nawiedza je duch i straszy nocnych wędrowców.”

Mamy nawet opis takiego „straszenia”. W książce Wilhelma Kotzde „Die Geschichte des Stabstrompeters Kostmann – Meinzer Volks– u. Jugendbücher" z 1910 roku, przypomniano historię z drugiej połowy XIX wieku. Rodzina muzykantów wracała w nocy z wesela przez las i w Jezierzycach zobaczyło coś, co zmroziło im krew w żyłach.

„Gdy byliśmy głęboko w lesie, zobaczyliśmy przed nami na ścieżce olbrzymią postać ubraną w ciężki, drapowany płaszcz futrzany, która patrzyła na nas groźnie z przerażającym wyrazem twarzy. Ojciec zatrzymał się z nami na chwilę. Włosy stanęły nam dęba”.

Jest racjonalne wytłumaczenie

Wystraszeni wędrowcy ominęli to miejsce szerokim łukiem, ale rano wrócili. Okazało się, że jest racjonalne wytłumaczenie tego, co zobaczyli w nocy. I najprawdopodobniej związane jest z „Nawiedzonym dębem”.

„Stał tam stary pień dębu, pusty z jednej strony. Gąbczaste drewno było kiedyś spalone, ale zgnilizna z powrotem się w nie wgryzła. Drewno zawilgotniało od deszczu, a ten sękaty kawałek drewna świecił niebieskawo w ciemną noc. Przerażeni, pomyśleliśmy, że widzimy twarz” – opisuje autor.

Podobno jeszcze w polskich czasach okoliczni mieszkańcy woleli omijać to miejsce po zmroku i wybierali dłuższą drogę na przystanek kolejowy w Zdunowie.

Ciekawych miejsc w okolicy Jezierzyc jest zdecydowanie więcej. – Wciąż szukamy głazu, który miał stać w miejscu Dębu olbrzymiego, oraz próbujemy zlokalizować Dąb Friedrich Carl Eiche, położony około 3 km na wschód od niego – zapowiada Marek Łuczak.

[1/13]
[2/13]
[3/13]
[4/13]
[5/13]
[6/13]
[7/13]
AUTOR ZDJĘCIA: kartki wykonane przez Marcina Yperyta Przydatka
[8/13]
AUTOR ZDJĘCIA: kartki wykonane przez Marcina Yperyta Przydatka
[9/13]
AUTOR ZDJĘCIA: kartki wykonane przez Marcina Yperyta Przydatka
[10/13]
AUTOR ZDJĘCIA: kartki wykonane przez Marcina Yperyta Przydatka
[11/13]
AUTOR ZDJĘCIA: kartki wykonane przez Marcina Yperyta Przydatka
[12/13]
AUTOR ZDJĘCIA: kartki wykonane przez Marcina Yperyta Przydatka
[13/13]
AUTOR ZDJĘCIA: kartki wykonane przez Marcina Yperyta Przydatka