Dlaczego “Stedzia”?
Tak mówią na mnie, odkąd pamiętam. Moi przyjaciele.Trochę od panieńskiego nazwiska, ale bardziej od Edwarda Stachury, czyli Steda. Stedzia to żeńska forma. A ja zawsze uwielbiałam Stachurę.
Jak Pani trafiła do Pobożniaka?
O, to nie będzie jakaś nadzwyczajna historia. Poszłyśmy na spacer z mamą sprawdzić, do której szkoły mam bliżej. Czy do “piątki”, czy do “dwójki”. I właściwie ten dylemat “piątka” i “dwójka” miało wtedy wielu absolwentów. Może nawet nie chodziło o bliskość szkoły, ale wiele osób, z którymi rozmawiałam, czy wielu moich znajomych, brało pod uwagę jedną i drugą szkołę. Natomiast dla mnie, która lubi na ostatnią chwilę przyjść, ten czas potrzebny na dojście był bardzo ważny…
Rozumiem, że “dwójka” wygrała w tej klasyfikacji?
Nie! Okazało się, że do obu szkół ode mnie z domu jest tyle samo wolnym, niespiesznym krokiem - 15 minut. Zdecydowało więc co innego. Moja przyjaciółka, z którą siedziałam w ławce szkolnej od klasy pierwszej podstawowej powiedziała, że ona tylko do “dwójki” pójdzie, bo jej całe rodzeństwo tam chodziło. Więc i mój wybór padł na tę szkołę. I żeby było zabawniej, w ogóle nie zastanawiałam się, nie sprawdzałam nawet, jakie są profile. Po prostu założyłam z góry, że wszystkim się interesuję, ze wszystkim sobie radzę, taki człowiek renesansu, czyli najlepiej profil ogólny, z angielskim, bo to język, którego warto się uczyć. Okazało się, że nie było wtedy klasy ogólnej, w związku z czym zupełnie przypadkowo wylądowałam na profilu, który teraz jest takim obiektem westchnieniem i marzeń, czyli biologiczno-chemicznym z poszerzonym francuskim.
Czy w tamtym czasie miała Pani już sprecyzowane plany na przyszłość? Kim Pani chciała zostać?
Konkretne plany na przyszłość miałam już w podstawówce. Czyli tak gdzieś od piątej, szóstej klasy, kiedy intensywnie zaczęłam czytać literaturę klasyczną, Po prostu pominęłam wtedy literaturę dla młodzieży i dzieci całkowicie. Natomiast to wychowanie na dziewiętnastowiecznej literaturze spowodowało, że jedyną moją drogą mogła być filologia polska.
W którym roku zaczęła Pani naukę w liceum?
W 1980.
O, to historycznie wyjątkowo ciekawy czas.
Dokładnie! Cudownie dla nas zaczęliśmy strajkami. Myśmy przecież pierwsze półtora tygodnia po prostu siedzieli i tak jak normalnie były obozy integracyjne dla młodzieży wcześniej, tak myśmy mieli integrację spowodowaną karnawałem Solidarności. Nasza świadomość historyczna i polityczna była różna, ale ona w bardzo intensywnym tempie przyrastała i myśmy potem stali się klasą bardzo zaangażowaną. To nasza klasa wyprowadzała razem ze stoczniowcami pochód, który był kontrą dla tego pierwszomajowego po stanie wojennym.
Proszę o tym opowiedzieć.
Byłam w klasie między innymi z Jerzym Sieńką i Kasią Pakulską, z którymi się przyjaźniłam. To oni byli zawsze przy stoczniowcach i ich kontrpochodach. Zawsze dobrze przebrani. Kiedyś taka groteskowa sytuacja. Wszyscy zamaskowani i w ciemnych okularach. I tak doszli przed trybunę. A naprzeciwko te grzeczne dzieci, które poszły w oficjalnym pochodzie…
Może w tym miejscu powiedzmy, bo nie wszyscy te czasy pamiętają: pochody pierwszomajowe w okresie PRL służyły władzom do propagandy. Dla uczniów były obowiązkowe. A trybuna, o której pani wspomniała, to specjalne podwyższenie, z którego maszerujących pozdrawiali najważniejsi oficjele.
Tak i proszę sobie wyobrazić zbuntowanych uczniów w tym wszystkim! To było naprawdę ciekawe doświadczenie. Następnego dnia pani profesor Mira Niemczyk zagadała do Jerzego Sieńki, że tak dobrze wyglądał tam na tym pochodzie i czy był już u dyrektora na dywaniku.
Był?
Oczywiście, ale tak naprawdę ówczesny dyrektor Edmund Fitas na wiele rzeczy przymykał oczy. Mogliśmy naprawdę dużo. Przecież to nie była jedyna akcja. Chodziliśmy z wpiętymi opornikami, z Matką Boską w klapie, wieszaliśmy z okazji 11 listopada portrety Piłsudskiego i Dmowskiego. W 1982 roku byłam przewodniczącą samorządu szkolnego. Poszłam do dyrektora prosić, żeby pochód nie był obowiązkowy dla uczniów. Powiedział, że nie ma takiej możliwości. No to wtedy przeleciałam się po całej szkole i powiedziałam: dobra, przychodzimy, ale wszyscy na czarno. I tak zrobiliśmy. Ubraliśmy się na czarno i wzięliśmy czarne parasole. Oczywiście też skończyło się dywanikiem u dyrektora. Ale była wtedy taka opinia, że “dwójka” jest szkołą, w której można więcej.
Cała klasa brała udział w tym buncie, czy jednak były wśród was podziały?
Cała klasa. Byliśmy bardzo zgrani. My przecież spotykamy się do dzisiaj. Oczywiście mieliśmy grupki takie przyjacielskie i te przyjaźnie zostały do dziś. Na przykład teraz moje dziewczyny przyjdą na dwie noce do mnie spać, w zeszłym roku spałyśmy u innej i tak po kolei u każdej.
Często spotykacie się w komplecie?
Umawiamy się co roku. Zjeżdżamy się, nieważne kto gdzie jest, w Polsce, za granicą. Ale nawet nasi profesorowie nam powtarzali, że byliśmy niesamowitą klasą. Taką, którą się potem wspomina po latach. Ja takie klasy obserwuję teraz jako bibliotekarka szkolna. Zdarzają się bardzo zżyte i zgrane grupy. Od razu to widać - bo zwykle uczniowie przychodzą pojedynczo lub w małych grupkach. A jeśli trafi się taka klasa zgrana, to wtedy cała mi przychodzi do biblioteki. Wszystko robią razem. Teraz to np. klasa IId.
Wróćmy jeszcze do szkoły z początku lat 80…
To muszę powiedzieć o dyskotekach i naszym klubie, w którym tańczyliśmy na przerwach…
Tańczyliście na przerwach?
Tak! Krzysztof Bobala miksował muzykę, był takim naszym szkolnym DJ-em. Nawet inne szkoły go na dyskoteki wypożyczały.
Mówi Pani o Krzysztofie Bobali, tym, którego dziś kojarzymy przede wszystkim z tenisem w Szczecinie?
Tym samym.
To co z tym tańczeniem na przerwach?
Mieliśmy klub szkolny, obok znajdowała się także ciemnia fotograficzna, w której też działał Krzysztof Bobala. Tam się toczyło szkolne życie towarzyskie. No i na długiej przerwie w tym klubiku można było w ciemności potańczyć. Naprawdę! Chodziliśmy na przerwach tańczyć!
Jakiej muzyki słuchaliście?
Pink Floyd, Chris de Burgh. I taka muzyka królowała na dyskotekach. To już były też czasy zespołów Maanam i Republiki.
Zdawała Pani maturę w 1984 roku?
Tak, ale tu muszę się przyznać, że ja do takich bardzo pilnych uczennic nie należałam. Wszystko zostawiałam na ostatnią chwilę. Ale to na maturę zaczęłam intensywnie uczyć się francuskiego, brałam nawet korepetycje. Z polskiego nastawiłam się na pisanie o poezji: wtedy do wyboru były cztery tematy, a ostatni to była analiza i interpretacja wiersza. Pamiętam, że na egzaminie pisemnym napisałam pracę na czternaście stron. Historię zdawałam ustnie. Uczyłam się zbyt krótko i nie zdążyłam przerobić XIX wieku. Oczywiście wylosowałam właśnie pytanie z XIX wieku. Uratowało mnie pytanie ze współczesności. Zdałam i poszłam na wymarzoną filologię polską na Uniwersytecie Szczecińskim.
Jak to się stało, że wróciła Pani do swojej szkoły?
Po studiach urodziłam dzieci i długo nie chciałam ich zostawiać. Kiedy podrosły, przygotowałam sobie CV i zaczęłam chodzić po liceach i szukać pracy.
Jako polonistka?
Tak. I oczywiście poszłam też do mojej “dwójki” z tym podaniem, ale zanim je zostawiłam w sekretariacie to drep, drep, do mojej biblioteki ukochanej, do moich ukochanych pań. I mówię: słuchajcie chodzę z tymi podaniami ale jednak ciężko mi będzie, tym bardziej, że ciągle zajmuję się dziećmi, a jednak polonista ma taką pracę, że ona nie kończy się na szkole, pełno prac do sprawdzenia, konspekty, jest naprawdę trudno, szczególnie jak się zaczyna. A one do mnie, że jedna z nich właśnie odchodzi na emeryturę. To ja dzikim galopem, aż dymiło się za mną, pobiegłam do sekretariatu i skończyło się tak, że niemal natychmiast zostałam przyjęta pod warunkiem, że podyplomowo jeszcze skończę bibliotekarstwo. I tak też się stało. Był 1997 rok, kiedy zaczęłam pracę.
Czyli biblioteka to trochę przypadek.
To było bardzo spontaniczne, ale mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że ta biblioteka i ta szkoła to moje miejsce na ziemi.
Czym różni się biblioteka z tego końca lat 90. od tej, która jest teraz?
Zmieniło się bardzo wiele. Jak zaczęłam pracować to były takie tytuły, które po prostu nie schodziły, po które uczniowie ustawiali się w kolejce…
Co wtedy czytali?
Oczywiście Tolkiena, sensacyjnego Carolla, wielką miłością czytelników w Polsce był Wharton, jego książki były dosłownie zjedzone od czytania. Dodam jeszcze Sapkowskego, ale też Harrego Pottera.
Dziś też ustawiają się kolejki?
Nie, teraz to niestety wygląda gorzej. Nie ma kolejek do książek, nie ma tej takiej zachłanności czytania.
A sama biblioteka się zmieniła?
Ze swoich czasów szkolnych i potem początków pracy pamiętam taki długi, dębowy stół. Niestety po remoncie w 1998 roku go zlikwidowano. Teraz moja biblioteka to jest ok. 160 metrów kwadratowych. I traktuję je jak mój drugi dom. Postawiłam tam nawet kanapy, są kocyki, uczniowie przychodzą i mogą w komfortowych warunkach poczytać, posiedzieć w telefonie, czy po prostu odpocząć, zrobić sobie herbatę. Jedna kanapa to moja domowa. Szczególna, bo na niej czytałam książki swoim dzieciom. Ona stoi w takim niszowym miejscu, mówię, że to energetyczna kanapa.
Muszę zapytać: można się w bibliotece zdrzemnąć?
Oczywiście. Uczniowie śpią na moich kanapach. Miałam np. taką uczennicę, Martę, która przychodziła i mówiła: proszę mnie obudzić za 20 minut. I ona miała cudowną zdolność: po prostu kładła się i spała, nic jej nie przeszkadzało. Potem bardzo pięknie z dobrym wynikiem zakończyła u nas edukację. Ale pamiętam jak przez pomyłkę przyjechała dwie godziny wcześniej na egzamin. No to przyszła do mnie pospać, w tej galowej bluzce po prostu się położyła, ja 15 minut przed egzaminem obudziłam i poszła tam wypoczęta. Uczniowie mogą się czuć u mnie naprawdę swobodnie.
Wyjdźmy z samej biblioteki. Wiem, że do obchodów 80-lecia szkoły szykuje się Pani w sposób szczególny.
Pracuję nad publikacją, ale proszę nie wyciągać ze mnie szczegółów, bo chcę, żeby to był efekt zaskoczenia, niespodzianki. Jeździłam po całej Polsce, żeby spotkać się z absolwentami i nauczycielami i z nimi porozmawiać. Oczywiście z wybranymi, ale mam nadzieję, że każde pokolenie znajdzie w tym swój głos. Moi rozmówcy poniekąd będą na swoich barkach nieść ciężar historii swojego pokolenia. To godziny rozmów, 70 godzin nagrań, udało mi się też zdobyć unikatowe fotografie.
Skąd taki pomysł?
To nie jest pierwsza publikacja, którą szykuję na jubileusz szkoły, ale wcześniejsze skupiały się bardziej na takiej klasycznej historii. Próbowałam np. odtworzyć listę wszystkich dyrektorów, bo wie pani, że tego nie było? Były luki i szukałam wtedy absolwentów i nauczycieli, którzy pomogliby mi je wypełnić. To było 20 lat temu i na szczęście ja te rozmowy też nagrałam. Bo mimo że rozmawialiśmy o dyrektorach, to wiadomo, że przy okazji było mnóstwo innych dygresji i opowieści. I nagle, po latach dotarło do mnie, że jeśli ja natychmiast nie zrobię czegoś, jeśli nie porozmawiam z tymi ludźmi, to te wspomnienia odejdą razem z nimi. I dlatego to wszystko. Tym razem nie skupiam się na historii jako takiej, ale na ludziach, ich emocjach, ich pamięci o szkole.
Rozumiem, że będzie tam i o tańcach na przerwie i o czarnym pochodzie pierwszomajowym.
Oczywiście. Wszystko będzie. Ja sama, będąc osadzona w tej szkole tak bardzo mocno, znając te różne historie, wchodzę w to i czuję się, jakbym wchodziła do jakiegoś filmu i brała w nim udział. Jakby te czasy w ogóle nie zniknęły i że wszystko trwa. Odczuwam to nieraz tak, że znalazłam właśnie Świętego Graala. Sposób na nieśmiertelność.
Mam na koniec prośbę: aby opisała Pani w kilku zdaniach szkołę komuś, kto niczego o niej nie wie albo wie bardzo mało.
Powiem to, co zawsze mówię młodym ludziom, którzy przychodzą do nas na dni otwarte. Próbuję im wtedy przekazać, że niezależnie od rankingów i dobrych wyników to przede wszystkim jest taka szkoła, gdzie każdy może znaleźć swoje miejsce. Ten, który jest takim aktywistą, ekstrawertykiem, będzie miał przestrzeń do działania, będzie mógł się wyszaleć. A ten, który jest introwertykiem, szuka swojej niszy, szuka spokoju - również to u nas znajdzie.
OBCHODY 80-LECIA
INFORMACJA O OBCHODACH
Uroczystości jubileuszowe odbędą się 16–17 października 2026 r. w siedzibie szkoły przy ul. Henryka Pobożnego 2. To okazja do spotkania wielu pokoleń uczniów, nauczycieli i przyjaciół II LO oraz wspólnego przypomnienia najważniejszych momentów z historii szkoły. Już teraz można rezerwować miejsca, zapisać się na Bal Jubileuszowy, ale też wykupić pakiet sponsorski.
Wszystkie informacje znajdują się na stronie:
https://lo2.szczecin.pl/80-lecie-szkoly/informacja
Portal wSzczecinie.pl jest patronem medialnym jubileuszu.
Komentarze