– W żałobie połączył wszystkich, od lewicy przez prawicę – mówi nam jeden z radnych Szczecina. – Postać nietuzinkowa, choć u nas w Szczecinie raczej nie był chyba nigdy, nie pamiętam żadnej konferencji z jego udziałem – dodaje. Owszem konferencji nie było, ale poseł wziął udział w jednej akcji Ligi Superbohaterów w Klinice Świętego Mikołaja. Odwiedził dzieci w szczecińskim szpitalu, ale nie chciał się z tym afiszować. Dziś cała Polska żegna Łukasza Litewkę.

Poseł zginął we wstrząsającym wypadku samochodowym niespełna tydzień temu. Polityk jechał na rowerze, gdy został śmiertelnie potrącony przez kierowcę auta jadącego z naprzeciwka. Poseł z Sosnowca zaangażowany był w sprawy zwierząt i chorych dzieci. Złożył zawiadomienia do prokuratury i na policję, gdy podejrzewał, że fundacja Gieniutkowo działa niezgodnie z prawem.

Mocno wspierał Ligę Superbohaterów. Jak mówi Tomasz Gierwiatowski, interesował się fundacją i pracą szczecińskich wolontariuszy.

– Przyśniło mi się, że Łukasz napisał do nas wiadomość, że mamy robić to, co robimy. Niestety, jak się obudziłem, to sytuacja, która się wydarzyła, nadal była rzeczywistością. Ciężko w to wszystko uwierzyć – mówi Tomasz Gierwiatowski. – Połączył nas świętej pamięci Wojtuś. Łukasz Litewka napisał o chłopcu, który marzy o spotkaniu z Lordem Vaderem. Skontaktowaliśmy się, udało nam się zorganizować spotkanie, było w tym wszystkim mnóstwo życzliwości. Zrobiliśmy dla Wojtusia super akcję. Poseł napisał do nas, dziękował za akcję, zrobił o nas piękny wpis, który spowodował, że wiele osób się o nas dowiedziało i zaczęło nas wspierać – wspomina lider Ligi Superbohaterów.

I dalej: – Odwiedził nas w naszej siedzibie, ofiarował nam defibrylator, poszedł z nami na misję na oddział w Szczecinie. Rozdawał prezenty, obserwował, pomagał, ale nie pozował do zdjęć. Był szczery, autentyczny, skromny i na drugim planie. 

Poseł z Sosnowca, pomoc dla kotów ze Szczecina

Stowarzyszenie KociArka zaangażowane było w Zwierzogranie. Również bardzo znaną inicjatywę Łukasza Litewki, która miała być zwierzęcym odpowiednikiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pomysł okazał się sukcesem, a sprzęt medyczny trafił do stowarzyszeń oraz fundacji w całej Polsce.

– Wiadomość o jego niespodziewanej śmierci była potwornym ciosem, dla wszystkich. Jego fundacja, dzięki wsparciu darczyńców i dzięki komentarzom naszych obserwatorów, kupiła dla naszych podopiecznych pompę strzykawkową, która ratuje życie. I choć już go nie ma, to jego cząstka będzie żyła w każdej istocie, której pomoże sprzęt od niego – mówi Anna Stajuda ze stowarzyszenia KociArka. – Social media dają ogromne możliwości, które Łukasz bardzo dobrze wykorzystywał, by zmieniać losy ludzi i zwierząt. Ale był ofiarą wielu ataków. Nie udawał, że jest inaczej, pisał, co czuł i porywał tłumy. Nie był tylko liderem, ale i przyjacielem tych, którym pomagał. I to się czuło. On potrafił wsiąść w auto i jechać do tego psa czy rodziny, która potrzebowała pomocy. On tam był z nimi, nie tylko posty, zasięgi i klikanie. Kupił pralkę, to jechał z nią do ludzi. Łukasz pokazał, że można zrobić bardzo dużo dobrego ponad podziałami i poza schematami – dodaje.

Poseł zmarł w wieku 36 lat. Dzisiaj zaplanowano uroczystości pogrzebowe z udziałem m.in. prezydenta Karola Nawrockiego i marszałka sejmu Włodzimierza Czarzastego.