Samochód dachował na ul. Przestrzennej i wpadł do rowu z wodą. Kierowca – połamany i przemarznięty – próbował zatrzymać inne auta, aby ktoś wezwał pomoc. Nikt się nie zatrzymał. Matka mężczyzny: – Mój syn cudem przeżył.

Do zdarzenia doszło w nocy ze środy na czwartek. Pan Michał na ul. Przestrzennej w Dąbiu stracił panowanie nad autem (to słynny Ford Fiesta z filmiku „Ale urwał”). – Samochód wpadł w poślizg, wyjechał z drogi, najechał kołem na kamień, odbił się od drzewa i dachował w rowie z wodą – mówi pani Agnieszka, mama kierowcy. I ona, i jej syn, zamieścili w mediach społecznościowych poruszający apel. – Mój syn, połamany, pokaleczony, przemarznięty, jakoś wydostał się z auta, ale nie mógł znaleźć telefonu. Wychodził na drogę, próbował zatrzymać saamochody, żeby ktoś wezwał pomoc, ale nikt się nie zatrzymał, mimo że jadąc od strony centrum doskonale było widać rozbite auto z włączonymi światłami, bo potem sama pojechałam to sprawdzić. Wiadomo, to środek nocy, ale mojego syna minęło jakieś siedem samochodów – mówi pani Agnieszka. 

Po wypadku szedł do domu w mrozie

Pan Michał całą sytuację opisał na serwisie X. 

 

 

„Na szczęście jedne z pięciu drzwi dały się otworzyć, na szczęście nie zakleszczyłem się w żaden sposób, na szczęście jedyny uraz jakiego doznałem, to złamanie obojczyka, na szczęście nie straciłem przytomnosci. Na szczęście MIAŁEM ZAPIĘTE PASY. Niestety jednak straciłem pod wodą telefon.

Kiedy o własnych siłach wyszedłem z auta, stanąłem na drodze i machałem do aut żeby ktoś pomógł mi zadzwonić po pomoc - przez kilkanascie minut NIKT tego nie zrobił. Jedyna opcja jaka mi pozostała to 40 minut iść do domu w którym spali rodzice, żeby ich obudzić i wezwać pogotowie. Na zewnątrz było -10C°, a ja wszystkie ubrania miałem chwilę wcześniej zanurzone w wodzie, więc nie trudno się domyślić że momentalnie się zamroziły” – napisał i zakończył swój wpis ważnym apelem. 

„Na szczęście w moim przypadku wszystko skończyło się szczęśliwie - żyję, ale wystarczyłoby żebym nie był w stanie wyjść z auta, albo żebym nie był w stanie iść przez tak długi czas i mogłoby się skończyć inaczej, bo nikt nie zatrzymał się żeby pomóc. Bardzo ważny apel - jesli widzicie kogoś kto do was macha w nocy na środku drogi przy takiej temperaturze to zatrzymajcie się, otwórzcie szybę i spytajcie co się stało. Czasem tyle wystarczy by uratować komuś życie…” – czytamy.

Podobny wpis w mediach społecznościowych zamieściła pani Agnieszka. Chce, aby ta historia dotarła do jak najwiekszej liczby osób. – Być może to kiedyś komuś uratuje życie. Nie bądźmy obojętni na takie sytuacje. Nie każdy może mieć tyle szczęścia, co mój syn – prosi.

Fort Fiesta z „Ale urwał!” poszedł do kasacji

Naszą uwagę zwróciły zdjęcia roztrzaskanego forda. – Tak, to jest to kultowe auto – potwierdza pani Agnieszka. – Syn jest studentem, dorabiał, żeby je kupić, bardzo się cieszył, miał plany, żeby je jakoś okleić. Niestety nie było szans, żeby je uratować, poszło do kasacji – mówi i dodaje: – Samochód to tylko przedmiot. Najważniejsze, że syn to przeżył.

Jedno z najbardziej rozpoznawalnych nagrań polskiego Internetu powtało 15 lat temu. Na zaśnieżonej ulicy Kusocińskiego samochody sunęły, jak po lodzie – a czerwony Ford Fiesta miał stłuczkę. Komentarz „Ale urwał!” słyszany w tle stał się kultowy.