Po burzliwym spotkaniu mieszkańców z pomysłodawcą Centrum Ośrodków Jeździeckich, radni miejscy zaczęli mówić, że inwestycja nie może powstać w okolicy Jeleniego Stawu. Choć podczas komisji ds. budownictwa i mieszkalnictwa nie było nikogo, kto zagłosowałby przeciw i zezwala na to miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego.
„W Kijewie nikt nie chce słuchać ani rozmawiać”
– Niektórzy radni, w szczególności nad wyraz aktywny teraz pan Romianowski, w przedziwny sposób próbują przypisać sobie „zasługę powstrzymania rozwoju inwestycji”, argumentując swoje postępowanie wsłuchiwaniem się w głosy (a raczej krzyki) mieszkańców – mówi Aurelia Andrzejewska. – To mimo wszystko inwestor decyduje o wyborze miejsca swojego biznesu, mając na uwadze oczywiście przepisy prawa, w tym miejscowy plan, jak również opinię mieszkańców.
Inwestorzy nie kryją rozczarowania przebiegiem wtorkowego spotkania. Z jednej strony mieszkańcy Kijewa pokazali, że potrafią zmobilizować się w ważnej dla nich sprawie. Z drugiej – ich emocjonalność i krzyki utrudniały prowadzenie dyskusji. Jak argumentowali, „odbiera im się jedyny teren rekreacyjny”.
– To naprawdę wyjątkowy projekt. Mają tam przebywać żywe stworzenia. Skala agresji, niechęci, sprzeciwu została zdecydowanie przekręcona – w Kijewie nikt absolutnie nie chce słuchać ani rozmawiać. Po drugie, gdyby nie zachowania mieszkańców, szkalowanie, obrażanie, zarzuty braku kompetencji, zarzuty postępowania w sposób nielegalny, nie obawiałabym się zwyczajnie o bezpieczeństwo tego miejsca i przede wszystkim o bezpieczeństwo koni – również swoich. Moje stanowisko wówczas, moja odpowiedź na ten protest wyglądałaby zupełnie inaczej. Absolutnie nie można pozwalać na takie barbarzyństwo – podkreśla Aurelia Andrzejewska.
„Wszystko wyglądało jak początek fantastycznych relacji sąsiedzkich”
Pierwsza informacja o tym, że w okolicy Jeleniego Stawu ma powstać Centrum Sportów Jeździeckich, pojawiła się w maju ubiegłego roku, kiedy to zarząd Rady Osiedla Kijewo pozytywnie zaopiniował projekt.
– Nie jest prawdą, wbrew temu co twierdzi obecnie pani przewodnicząca, że w momencie kiedy inwestor przyszedł na dyżur przedstawić projekt, ukrył jego zakres i zasięg. Oficjalny wniosek, szczegółowo opisany, z mapą i zaznaczonym terenem, ze wskazaniem celu – organizacji zawodów jeździeckich w tym tej najwyższej rangi – otrzymała od nas 13 maja 2025 roku. Więc to nie my zapomnieliśmy o mieszkańcach. Nie jest naszym obowiązkiem wnikać w wewnętrzne procedury informowania mieszkańców przez ich przedstawicieli. Nie mieliśmy pojęcia, że pani przewodnicząca mogła to zrobić to w sposób niewystarczający – podkreśla Aurelia Andrzejewska.
Na tym jednak nie zakończyła się komunikacja na linii inwestorzy – rada osiedla. Aurelia Andrzejewska dodaje, że w sierpniu zostali poproszeni o wsparcie organizacji osiedlowego festynu dla dzieci.
– Wsparcie oczywiście otrzymała. Naprawdę, wszystko wyglądało dla mnie jak początek fantastycznych relacji sąsiedzkich – mówi.
„To miejsce miało być i będzie otwarte dla wszystkich, w tym mieszkańców”
Pierwsze sygnały o sprzeciwie „kilku osób” inwestorzy otrzymali w lutym tego roku.
– Nie mogliśmy pojawić się na pierwszym dyżurze, bo w tym czasie przebywaliśmy w Poznaniu konsultować projekt ośrodka z wybitnym specjalistą, dyrektorem sportowym najważniejszych imprez jeździeckich w Polsce – tłumaczy Aurelia Andrzejewska. – W ten sposób do spotkania doszło we wtorek. Nie zostaliśmy poinformowani przez nikogo o jego harmonogramie, o zamierzonym sposobie jego prowadzenia, o przygotowywanym scenariuszu na to przedstawienie.
Jak informują inwestorzy, na pewno nie wycofają się z realizacji inwestycji. Zdecydowanie jednak rozważają zmianę lokalizacja, zwłaszcza, że otrzymują propozycje rozmów od władz okolicznych gmin.
– Nie podjęliśmy jeszcze żadnych ostatecznych decyzji. To nie jest kwestia wyboru miejsca na przedsięwzięcie, które można zamknąć i odciąć. Wręcz przeciwnie, to miejsce miało być i będzie otwarte dla wszystkich, w tym również mieszkańców – podkreśla Aurelia Andrzejewska.
„Mając na uwadze optymizm, otwartość, przychylność projektowi na każdym etapie…”
Jak informuje radny Krzysztof Romianowski, „miasto nie przewiduje aneksowania umowy”. Choć najpierw był za inwestycją, to podczas burzliwego spotkania prezentował odmienne zdanie.
– Dla nas to najlepsza z możliwych informacji. Wiemy, że do 28 lutego inwestor musi przedstawić pozwolenie na budowę oraz decyzję środowiskową. Wiemy też, że tych kluczowych dokumentów nie posiada. Dodatkowo wiemy też, że nie ma nawet złożonych wniosków o wydanie tych decyzji – komentuje.
Spółka Equinity pierwszy wniosek o zmianę terminu dostarczenia dokumentów złożyła w styczniu. Powodem była niemożność wykonania niektórych prac ze względu na trudne warunki pogodowe.
– Mając na uwadze optymizm, otwartość, przychylność projektowi na każdym etapie – od opinii rady osiedla, po uzgodnienia międzywydziałowe, aż po głosowanie komisji ds. budownictwa i mieszkalnictwa nie rozpatrywaliśmy tego problemu w kategorii „nie do przejścia". Raczej jako element do dalszych rozmów, stąd nasz wniosek o zmianę. Jak się okazało, przysłowiowa „mina” ukryta była nawet nie w tym terminie, a pozytywnej opinii rady osiedla wydanej przez panią przewodniczącą Monikę Michalik – dodaje Aurelia Andrzejewska.
Komentarze