Dyskusji nie było, za to głośne „NIE CHCEMY” ze strony mieszkańców w sprawie planowanego centrum ośrodków jeździeckich. „Inwestycja nie zagrodzi dostępu do Jeleniego Stawu ani do ścieżki. Nie chcemy przeszkadzać mieszkańcom" - podkreśla Aurelia Andrzejewska ze spółki Equinity. "Wychowałam się wśród koni. Mój tata je hodował, dziadek, który był kowalem, również. Sama byłam zawodniczką w skokach przez przeszkody”.

Protestujący mieszkańcy nie byli w stanie pomieścić się w budynku przy ulicy Pawiej 1 na zapleczu osiedlowego boiska. Część musiała znaleźć miejsce poza budynkiem, a dyskusji przysłuchiwali się przez okna.

„Zainteresowanie przerosło wszelkie oczekiwania” - przyznał Wojciech Wesołowski, mieszkaniec Kijewa, który podjął się prowadzenia spotkania. Również przeciwny inwestycji. 

„Odbiera nam się jedyny teren rekreacyjny”

Emocjonalność protestujących utrudniała jednak sprawne prowadzenie spotkania. Część z nich przyszła uzbrojona w plakaty i banery jasno wskazujące, że nie chcą w Kijewie tego typu inwestycji. Są przekonani, że „odbiera im się jedyny teren rekreacyjny”.

„Nikt z mieszkańców o tym nie wiedział. W dodatku to sam zarząd osiedla wydał pozytywną opinię, a nie cała rada” - komentują. „Może inwestorzy mają dobre intencje, ale tak duża inwestycja zabija nam teren rekreacyjny i kameralny osiedla”.

Ich obawy dotyczą także uciążliwych zapachów, wzmożenia ruchu samochodowego związanego z organizacją zawodów na terenie planowanego ośrodka. Miastu z kolei zarzucają brak konsultacji społecznych i realne pogorszenie jakości życia. 

„Co będzie się działo, gdy koń będzie na wybiegu? Nie nauczymy go, aby chodził do pisuaru. To wszystko będzie wpływać do naszego ukochanego Jeleniego Stawu” - mówili. „W okolicy mamy podłoże piaszczyste. Wszelkie odchody powstające poza terenem ośrodka, przesiąkną prosto do Jeleniego Stawu. Już tam widzę to wielkie bajoro”. 

„Jako mieszkańcy przespaliśmy 2006 rok”

„Kocham Kijewo, mieszkam 500 metrów od Jeleniego Stawu. Ta otulina jest piękna, włożono tyle pracy mieszkańców, pieniędzy. Teraz chce nam się to wszystko zabrać. Czy dzieci nadal będą mogły przyjść i nadal bawić się nad stawem?” – pytali kolejni.

Architekt i rzeczoznawca Ryszard Długopolski zwrócił uwagę, że jako mieszkańcy Kijewa przespali 2006 rok, w którym trwały prace nad miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. To według jego zapisów na terenie możliwe są usługi sportu i rekreacji, w tym ośrodek jeździecki ze stadniną koni. 

Na spotkaniu obecni byli również radni miejscy. Krzysztof Romianowski, choć głosował za realizacją inwestycji, na spotkaniu podkreślał, że popełnił błąd i jest razem z mieszkańcami. Sam jest mieszkańcem Kijewa. "Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie nigdy się nie pomylił" - mówił.

Radni Wojciech Dorżynkiewicz i Małgorzata Wleklak zapewnili, że porozmawiają z miastem i inwestorem, aby znaleźć jak najlepsze rozwiązanie. Dyskusji przysłuchiwał się także radny Marek Duklanowski.

Nie chcemy „upychać” tutaj na co dzień 300 koni, bo to niemożliwe

O tym, że na Kijewie powstanie Centrum Ośrodków Jeździeckich lokalne media po raz pierwszy informowały w listopadzie ubiegłego roku po komisji ds. budownictwa i mieszkalnictwa Rady Miasta. Wówczas większość rajców pozytywnie zaopiniowała koncepcję inwestycji. Jak argumentują mieszkańcy, o sprawie nic nie wiedzieli, choć w maju zarząd Rady Osiedla Kijewo pozytywnie zaopiniował inwestycję. Akcję protestacyjną rozpoczęli  w lutym tego roku. 

- Nie chcemy „upychać” tutaj na co dzień 300 koni, ponieważ to niemożliwe. Zależy mi na ich dobrostanie. Planujemy stajnie, budynki gościnne, które będą przyjmowały konie uczestniczące w zawodach. Pięć budynków po 50 boksów. Konie będą przyjeżdżać do nich w czwartek przed zawodami, wystartują, a w niedzielę, najpóźniej w poniedziałek, wyjadą. Sprzątamy po nich, dezynfekujemy i boksy stoją puste - przedstawia Aurelia Andrzejewska.

W grudniu spółka Equinity zawarła z miastem umowę na bezprzetargowe wydzierżawienie na 30 lat działek w okolicy Jeleniego Stawu. Aurelia Andrzejewska zapewnia, że „inwestycja nie zagrodzi dostępu do Jeleniego Stawu, ani do ścieżki”. 

- Nie będziemy wozić koni ciężkimi samochodami drogą do stawu. Jest droga równoległa, wewnętrzna, którą będziemy musieli urządzić i tędy poprowadzić komunikację - tłumaczy.

Dodaje przy tym, że konie również nie mogłyby swobodnie poruszać się po terenie w trakcie zawodów. - Zakazują tego nawet przepisy sportowe. Muszą stać w boksach. Stajnią codzienną, którą planujemy poza działalnością sportową, jest stajnia hotelowa, pensjonatowa. Mowa o budynku na 50 boksów. Nie wiem, czy od razu wpuszczę tyle koni. Zależy mi, żeby była o podwyższonym standardzie. Żeby korzystały z niej osoby prywatne, trenerzy i jeźdźcy na różnym poziomie zaawansowania.

Dla koni potrzebny jest padok i wybieg. Oprócz tego na terenie miałaby znaleźć się kryta ujeżdżalnia, karuzela do treningów i lonżownik. Połowa boksów ma mieć wymiary 3 na 3 metry, a druga - 3 na 4 metry.

„Nie chcemy przeszkadzać mieszkańcom. Miejsca parkingowe będą u nas, ponieważ wymagają tego przepisy”

Aby otworzyć centrum ośrodków jeździeckich, inwestorzy muszą spełnić szereg przepisów.

- Płyta obornikowa musi być szczelna, dostosowana do liczby zwierząt i do ilości zanieczyszczeń. Zostanie zlokalizowana w maksymalnym oddaleniu od zabudowań. To nie konie brzydko pachną. Jedyne, co czuć to obornik, ale tylko w zamkniętym, brudnym boksie przed sprzątaniem. Po zawodach szybko wywozimy obornik na płytę obornikową. Przy niej zlokalizowane będą jeszcze specjalne zbiorniki na odciek. To stamtąd gospodarz będzie zabierać obornik, który wykorzysta w swoim gospodarstwie jako nawóz. Nic nie będzie zalegać, nic nie spłynie do stawu – opowiada Aurelia Andrzejewska.

Jak dodaje, zaplanowano cały system retencji. 

- Chcemy te wody wykorzystywać do utrzymywania zieleni, podlewania placu. Robimy wszystko, żeby mieszkańcy nie odczuli uciążliwości, bo ona jest naprawdę znikoma. Miejsca parkingowe będą u nas, na wewnętrznym terenie, ponieważ wymagają tego przepisy. Będzie miejsce dla dużych samochodów przywożących konie i na samochody osobowe. Wszystko u nas. Nikt nikomu pod domem nie zaparkuje – zapewnia.

„Jestem zaskoczona skalą protestu”

Jednocześnie Aurelia Andrzejewska podkreśla, że projekt nie zrodził się z pobudek biznesowych. 

- Wychowałam się wśród koni. Mój tata je hodował, dziadek, który był kowalem, również. Sama byłam zawodniczką w skokach przez przeszkody i całkiem nieźle mi szło. Zakończyłam karierę sportową, gdy poszłam na studia. Wtedy byłam święcie przekonana, że już nie wrócę do tego tematu, nie widziałam perspektyw - mówi Aurelia Andrzejewska. - Tak trwałam do momentu, gdy moja starsza córka nie została zaproszona na urodziny koleżanki do pobliskiego ośrodka jeździeckiego. Wtedy konie wróciły do mnie ze zdwojoną siłą. Jako mama zawodniczki odwiedzam różne ośrodki w Polsce.

Jak dodaje, w regionie nie ma ośrodka lub hali, w którym można organizować zawody. 

- Pomyślałam, że mam doświadczenie i wielowymiarowy punkt widzenia, by to zmienić. Jestem zaskoczona skalą protestu. Brałam pod uwagę, że znajdą się osoby, którym ten pomysł się nie spodoba. Wszystko wydarzyło się tak nagle – mówi.