Czy wielki głaz leżący przy ruinach domu dziecka przy ul. Podbórzańskiej to przewrócony pomnik? W sobotę sprawdzili to pasjonaci z Pomorskiego Towarzystwa Historycznego. - Nie było łatwo, ale udało się zweryfikować następną zagadkę - mówi dr Marek Łuczak.

- Wszyscy mówili, że ten głaz to pomnik. My postanowiliśmy to sprawdzić - tłumaczy w rozmowie z wSzczecinie.pl dr Marek Łuczak, prezes Pomorskiego Towarzystwa Historycznego. 

Marek Łuczak przypomina, że w XIX wieku w tym miejscu było gospodarstwo rolne, przebudowane w końcu wieku na restaurację Waldschlossien. - W 1924 roku restaurację przebudowano na dom dziecka. Obiekt był kilkakrotnie przebudowywany m.in w 1929 i 1941 roku - mówi. 

Unieśli głaz, aby znaleźć inskrypcję

Jego zdaniem, możliwe jest, że głaz wydobyto z ziemi podczas rozbudowy z 1941 roku. Jednocześnie leży on na tarasie głównego budynku domu dziecka (w odległości 10 metrów od dawnego budynku). 

- Głaz faktycznie miał dobrą formę i wyglądał na leżący na boku głaz pomnikowy - tłumaczy dr Łuczak. 

Podobny przepołowiony głaz znajduje się po drugiej stronie ulicy - to pomnik poległych sportowców z Dżetowa. Z kolei kilka kilometrów dalej, w Leśnie Górnym, jest głaz pisarza i poety Hermanna Lönsa. To pozwalało przypuszczać, że domysły o kolejnym pomniku są słuszne.

- Po uzyskaniu zgody Zakładu Usług Komunalnych w Szczecinie i po konsultacjach z Lasami Miejskimi Szczecina, postanowiłem obrócić głaz - mówi dr. Łuczak. 

Zadanie wymagało dobrze zaplanowanej logistyki i wspólnego działania kilkunastu osób: wykorzystano system bloczków, wyciągarek ręcznych i podnośników tubowych. - Zrobiliśmy tunel i unieśliśmy głaz na tyle, aby móc obejrzeć jego spodnią stronę głównie przy pomocy kamer - mówi dr Łuczak. 

Głaz nie był pomnikiem

Jak trudnego zadania dokonała cała grupa, świadczą liczby. - Głaz ma objętość ponad 4 m³, co oznacza, że stosując przelicznik wagi dla granitu 2,7 ton dla na m³ daje nam wagę ponad 10 ton - podaje historyk. 

Na głazie nie było żadnych inskrypcji, ale dzięki całej akcji odkryto mniejsze łupane głazy, które podpierały kamień od strony północnej. To ważna wskazówka. 

- Najprawdopodobniej głaz wydobyto w 1941 roku podczas budowy schronu i przygotowano pod pomnik ustawiając go bardziej ekspozycyjnym bokiem w stronę budynku nr 1 - czyli dawnego Waldschlossien. Okres wojny nie służył stawianiu pomników, lecz prawdopodobnie mógłby on upamiętniać utworzenie w tym miejscu domu dziecka w 1924 roku. To najbardziej racjonalne wyjaśnienie - uważa Marek Łuczak. 

Cała akcja trwała ok. dwóch godzin. Potem cała grupa posprzątała teren, a głaz wrócił na miejsce. - Nie było łatwo, ale udało się zweryfikować następną zagadkę - podsumowuje prezes PTH.