Sytuacja miała miejsce na ogrodach działkowych w zachodniej części Szczecina. Altana pana Mariana wymagała napraw, których będący już w wieku emerytalnym gospodarz nie był w stanie samodzielnie wykonać. Wtedy pojawił się obcy mężczyzna ze wschodnim akcentem, który zaoferował pomoc.
– Zaproponował, że za 250 złotych wymieni mi zniszczone rynny. Pracę wykonał, ale bardzo się zdziwiłem, gdy zażądał dużo większych pieniędzy – opowiada senior.
Było dużo nerwów, ale doszło do porozumienia
Wykonawca tłumaczył, że owszem, miało być 250 złotych, ale od metra wymienianej rynny. W porozumieniu mogła przeszkodzić bariera językowa, a także brak czasu na zastanowienie, bo prace rozpoczęły się niemal natychmiast.
Ostatecznie pan Marian nie zapłacił. Skończyło się kłótnią i nerwowymi rozmowami przez telefon (przy wsparciu znajomych właściciela działki), w czasie których wykonawca w ostrych słowach domagał się zapłaty.
Sprawdziliśmy, czy to nie zorganizowany proceder oszukiwania starszych ludzi, ale nic na to nie wskazuje. Nie było bowiem innych zgłoszeń dotyczących podobnych spraw. Panowie zresztą ostatecznie znaleźli kompromis, a wykonawca jeszcze wróci na działkę, by zająć się wymagającym remontu dachem.
Cała sytuacja kosztowała obie strony sporo nerwów. Pan Marian opowiadał nam o dużym stresie i nieprzespanych nocach. Jak więc można uniknąć takich problemów?
„Jeśli ktoś nie zgodzi się na podpisanie umowy, to najlepiej poszukać innego wykonawcy”
Przemysław Łuczak ze szczecińskiej Kancelarii Machowski podkreśla, że rozwiązanie jest tylko jedno – nie zaczynać żadnych prac bez podpisania umowy.
– To zawsze najlepsze rozwiązanie. Umową może być nawet kilka zdań spisanych na kartce papieru. Dzięki temu jest jasność co do warunków, które później można egzekwować od drugiej strony. Nie wchodząc tutaj już w kwestię rozliczeń związanych z koniecznością odprowadzania podatków od wykonanych usług – słyszymy.
Rzeczywistość jest jednak taka, że bardzo często zlecamy wykonanie prac remontowych znajomemu, czy fachowcowi z polecenia, bez formułowania warunków na papierze.
– Oczywiście nie mówię, że trzeba spisywać umowę, gdy wpada sąsiad, żeby wbić nam gwóźdź w ścianę i wypić kawę. Natomiast szczególnie warto o to zadbać, gdy wykonawcą ma być obca nam osoba. Zwłaszcza, jeśli wartość prac do wykonania przekracza 850 złotych. Wtedy, gdyby doszło do oszustwa, mówimy już o przestępstwie a nie wykroczeniu. Jeśli ktoś nie zgodzi się na podpisanie umowy, to najlepiej poszukać innego wykonawcy – mówi Przemysław Łuczak.
Ustna umowa też jest wiążąca, ale powinna zostać zawarta przy świadkach
Wiążące są też umowy ustne. Ale w przypadku sporu, którego nie uda się załatwić polubownie, gdy sprawa trafi do sądu, niezwykle trudno udowodnić, kto mówi prawdę.
– Jeśli decydujemy się na ustną umowę, to powinna zostać zawarta przy świadkach. Dla sądu ważne będzie jednak, żeby byli to bezstronni świadkowie. Mniej wiarygodna będzie żona zamawiającego usługę czy dobry kolega wykonawcy – tłumaczy nasz rozmówca.
Sprawa sądowa to ostateczność. Mając jednak umowę, można wcześniej zwrócić się do wykonawcy o usunięcie wad, czy załatwić polubownie sprawę z pomocą prawnika. Im dokładniejsza umowa, tym lepiej. Można w niej na przykład dokładnie określić, kto ponosi koszty materiałów niezbędnych do wykonania remontu.
– Najważniejsza jest zasada ograniczonego zaufania – podsumowuje Przemysław Łuczak z Kancelarii Machowski.
Komentarze