„W latach 60. był bardzo mocno zakrzewiony. Do tego stopnia, że złodziejaszki trzymali tam swoje łupy. Widziałam, jak zrobiono na nich nagonkę” – opowiada pani Barbara, która swoimi wspomnieniami chce wesprzeć akcję szczecińskich stowarzyszeń, przygotowujących się do poszukiwań w Parku Żeromskiego.

Zanim jednak Stowarzyszenia Denkmal Pomorze i Archegryf wyruszą w miasto, poprosili mieszkańców o podzielenie się swoimi wspomnieniami związanymi z tym miejscem.

– Każda z opowieści to mały fragment większej układanki, przez który codziennie przechodzimy: wracając z pracy, spiesząc się do szkoły czy na uczelnię, odpoczywając. Nawet najdrobniejsze wspomnienie ma znaczenie, pozwala nam odkrywać park na nowo, zobaczyć go oczami dawnych mieszkańców i poczuć, jak bardzo zmieniał się przez lata – mówi Damian Kolassa.

„Trudno sobie wyobrazić, że mógł tam być cmentarz”

Pani Barbara przeczytała nasz artykuł zachęcający do dzielenia się swoimi wspomnieniami. Redakcję wSzczecinie.pl postanowiła odwiedzić osobiście. Jak słyszymy, do 1976 roku mieszkała przy ulicy Kapitańskiej.

– Pamiętam, że były dwa cmentarze. Jeden z nich znajdował się przy Domku Grabarza. Teraz teren jest bardzo ładnie wyrównany i trudno sobie wyobrazić, że mógł tam być cmentarz. Drugi zajmował obszar od ulicy Malczewskiego aż do kościoła pw. św. Stanisława Kostki – wspomina Szczecinianka.

Mowa o Cmentarzu Grabowskim oraz francuskiej gminy reformowanej. Ten pierwszy zajmował teren pomiędzy obecnymi ulicami Jacka Malczewskiego, Jana Kazimierza, Jana Ch. Paska i Parkową. Drugi to obecnie teren parkowy pomiędzy ulicami Storrady. Kapitańską, Wawelską i Parkową.

„Można było oberwać w głowę i zostać okradzionym”

Jak jednak zaznacza pani Barbara, w tamtych latach park był omijany szerokim łukiem przez mieszkańców.

– Nikt nie chciał nim chodzić, bo można było oberwać w głowę i zostać okradzionym. Kiedy moja mama przyjechała do Szczecina w 1951 roku, to jedną z pierwszych usłyszanych wskazówek była ta, aby nie chodzić Wałami Chrobrego w dół – opowiada.

Pani Barbara pamięta również nagonkę, którą służby zorganizowały na „złodziejaszków” trzymających w Parku Żeromskiego swoje łupy.

– W latach 60. był bardzo mocno zakrzewiony. Pamiętam, jak pewnego dnia wjechało do niego z 5 gazików, każdy z wielkim reflektorem na dachu. To nie było proste zadanie, ale udało się ich wykurzyć – mówi.

„Nigdy nie przeprowadzono ekshumacji”

– Nie słyszeliśmy o tej historii, ale jest ciekawa, opowiada jak wykorzystywano park w latach 60., kogo można było spotkać albo jakich miejsc należało unikać. Właśnie takich opowieści szukamy – podkreśla Damian Kolassa.

Stowarzyszeniom Denkmal Pomorze i Archegryf zależy na ustaleniu, w jakich latach i w jakim stopniu uporządkowano teren, na którym kiedyś mieściły się dwa cmentarze.

– Należy przy tym zaznaczyć, że nigdy nie przeprowadzono ekshumacji – podkreśla Damian Kolassa. – O ile Niemcy, ponad sto lat temu likwidując groby, mogli część pochówków przenieść w inne miejsce, to po 1945 roku tego nie robiono. Co warto też zauważyć, porządkowanie terenu parku w latach 60-70. mogło mieć dwojaki charakter. Pomniki mogły zostać usunięte w całości i wtórnie wykorzystane na przykład do budowy murków otaczających park, ale również mogły zostać wrzucone do dołów i zasypane.

Z tą ostatnią sytuacją Denkmal Pomorze spotkało się kilka lat temu w parku w Dąbiu, gdzie w jednym miejscu zostało odnalezionych kilkanaście zakopanych pomników nagrobnych.

Pojedyncze pomniki mogły przetrwać nawet do lat 80.

Wśród historii mieszkańców prawie zawsze pojawia się informacja, że pomniki były widoczne do lat 70.

– Mamy dwie relacje mówiące o zachowanym pojedynczym pomniku, który jeszcze istniał w latach 80. Prawdopodobnie przedstawiał pruskiego generała. Otrzymaliśmy do tej pory jedynie dwa zdjęcia z 1949 i 1961 roku, na których widać poprzewracane pomniki na terenie cmentarza francuskiego. W trakcie prac zweryfikujemy, czy w oparciu o zdjęcie i zachowany drzewostan uda nam się odnaleźć jakieś pozostałości – mówi Damian Kolassa.

Członkowie Denkmal Pomorze i Archegryf liczą na to, że uda im się zdobyć jak najwięcej informacji na temat obu cmentarzy. W grę wchodzi także odnalezienie pomników i krzyży. Podczas weryfikowania planów miasta z I połowy XX wieku dostrzegli dwie duże kwatery oraz pojedyncze miejsca, w których zachowano pomniki nagrobne.

– Do tego na planach oznaczono usytuowanie budynku zarządu cmentarza, w miejscu – najprawdopodobniej – dawnej głównej bramy prowadzącej na teren cmentarza oraz budynku kaplicy cmentarnej położonej przy Domku Grabarza. Oba budynki nie istnieją. Ponadto, odnajdujemy również oznaczenia pomników: pomnik robotników poległych w marcu 1920 roku czy nagrobek nadprezydenta prowincji pomorskiej Johanna Augusta Sacka – mówi Damian Kolassa.

Jak dodaje, wartościowe byłoby również odnalezienie pomników bogatego przemysłowca Alberta E. Toepfera, Johanna Augusta Sacka czy malarza Eduarda Hildebrandta lub kolekcjonera Heinricha Stoltinga.

„Jesienią zmieniały się nie tylko kolory”

– Część parku od ulicy Starzyńskiego była obrośnięta magnoliami. Co więcej, jesienią zmieniały się nie tylko kolory, ale przede wszystkim zapach. I to było coś fantastycznego – dodaje pani Barbara.

Natomiast na placu Helskim, dziś placu Adama Mickiewicza, strażacy mieli plac ćwiczeń.

– W okolicy posadzone były bzy i konwalie. To z tego placu widać było jeden z tych dwóch cmentarzy. Był też wspaniały widok na Wały Chrobrego, a pewnego razu widziałam kolejkę mieszkańców chcących zobaczyć spektakle Józefa Grudy i Jana Maciejowskiego. Takich tłumów do teatru nie widziałam już nigdy w życiu – wspomina.