Historia jego przyjazdu do Szczecina rozpoczęła się w… Singapurze. To tutaj Emilia Goch (jeszcze nie Salvador) brała udział w trasie koncertowej. Wówczas nie znała nikogo na miejscu, ale wiedziała, że jeden z kontrabasistów orkiestry jest Polakiem.
- Opowiadała mu, że w Szczecinie założyła orkiestrę kameralną i pracują bez dyrygenta. Co ciekawe, ten kontrabasista powiedział, że ma dla niej „bardzo dobrego koncertmistrza”. I polecił mnie, choć nigdy się nie poznaliśmy. Wiedzieliśmy o sobie tylko za sprawą wspólnych kontaktów - śmieje się najnowszy bohater cyklu „Ci, którzy zostali w Szczecinie”.
„Poznałem ludzi z orkiestry, poznałem Hormon”
Za sprawą tajemniczego kontrabasisty, Emanuel i Emilia nawiązali kontakt.
- Byłem bardzo zainteresowany graniem w Baltic Neopolis Orchestra. Już wcześniej grałem kilka razy w Polsce jako solista, ale wtedy nic nie słyszałem o Szczecinie. Emilia zaprosiła mnie, abym wystąpił razem z nimi w lutym 2014 roku podczas wydarzenia karnawałowego w Trafostacji - opowiada.
To czas, kiedy Emanuel po raz pierwszy przyjechał do Grodu Gryfa. Spędził tutaj tydzień.
- Energia tego tygodnia była fantastyczna. Było bardzo dużo fajnych momentów. Nie mówię tylko o czasie spędzonym z Emilią. Poznałem ludzi z orkiestry, poznałem Hormon, który jest bardzo ważnym miejscem w całej tej mojej historii - śmieje się Emanuel. - Byliśmy też w Piwnicy Kany, poznałem Szczecin od strony towarzyskiej. Przez cały ten czas mieszkałem w Trafostacji. To było naprawdę bardzo fajne doświadczenie.
Wtedy jednak nie myślał o tym, żeby przenieść się do stolicy Pomorza Zachodniego. - W Portugalii miałem poukładane życie, bardzo dobrą pracę w Orquestra do Norte. Nigdy nie myślałem o przeprowadzce, a jeśli już, to Polska była na ostatnim miejscu - przyznaje.
Jedna z tych chwil, które wpłynęły na decyzję o przeprowadzce
Emanuel Salvador został uznany przez brytyjski magazyn „The Strad” za jednego z najwybitniejszych portugalskich skrzypków swojego pokolenia. Koncertował w Tokyo Opera City, Jiangxi Arts Centre, Nezahualcóyotl Hall w Meksyku i National Auditorium w Madrycie. Jako solista współpracował z ponad 30 orkiestrami na świecie.
Ale jego zauroczenie działalnością Baltic Neopolis Orkiestra (i nie tylko) trwało, a wręcz przybierało na sile. Z czasem zaczęło mu brakować energii, której doświadczył podczas grania w Szczecinie.
- Cały czas bałem się zmiany, ale bardzo ważny punkt miał miejsce w maju tego samego roku. Grałem wtedy koncert w Bułgarii. Emilia postanowiła wtedy przyjechać i spotkaliśmy się na miejscu. To był dla mnie bardzo ważny moment i jedna z tych chwil, które z czasem wpłynęły na moją decyzję o przeprowadzce – wspomina Emanuel.
Orkiestra, w której muzycy sami o wszystkim decydują
W grudniu zdecydował - na pół roku opuszcza Portugalię i przenosi się do Szczecina. Jak wszystko się uda, to zostanie na stałe.
- Oczywiście gdy przyjechałem, to już wiedziałem, że nie wrócę - przyznaje. - Dużo punktów w moim życiu było połączonych z Polską, tylko wtedy nie zwracałem na to uwagi. Pracę magisterską w Londynie napisałem o Karolu Szymanowskim i Pawle Kochańskim. Wiem wszystko o Tatrach, Polsce, ale nigdy nie myślałem, że będę tutaj mieszkać.
Nie od razu został koncertmistrzem w Baltic Neopolis Orchestra. Za początku zaczął grać pod wodzą Filipa Lipskiego, który z czasem wyjechał do Bydgoszczy.
- To jest niesamowite, że mamy orkiestrę, w której muzycy sami decydują, co, kiedy i gdzie chcą zagrać. W Baltic Neopolis Orchestra mamy ogromną wolność artystyczną, a samo granie w orkiestrze kameralnej to najwyższe muzyczne doznanie - podkreśla Emanuel Salvador.
„Zyskują nie tylko młodzi muzycy, ale i Szczecin”
Za sprawą naszego bohatera, w 2016 roku szczecińska orkiestra wystartowała z autorskim programem stażowym i otworzyła Akademię BNO.
- To duży punkt zwrotny. Każdego roku, 5-6 muzyków otrzymuje roczne stypendium orkiestrowe. To ich pierwszy krok zawodowy, a my traktujemy ich jak profesjonalistów. Otrzymują wynagrodzenie za koncert, mają dużą swobodę w tworzeniu programu. Dostają nie tylko nasze wsparcie, ale i naszych gości. To fantastyczne doświadczenie dla młodych muzyków - mówi.
Jak podkreśla, nie tylko młodzi muzycy zyskują, ale i sam Szczecin.
- Mamy absolwentów, którzy grają teraz w Narodowej Orkiestrze Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, Filharmonii Narodowej, czy Orkiestrze Kameralnej Polskiego Radia Amadeus. Ostatnio na jednym z koncertów podszedł do nas koncertmistrz Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Częstochowskiej. Powiedział, że bardzo ceni, co robimy i gdy na przesłuchaniach widzi, że ktoś jest z Akademii BNO, to jest jego pierwszym wyborem. To naprawdę powoduje w nas dumę, Jesteśmy malutkim stowarzyszeniem, ale dajemy dużo dobrej energii - uśmiecha się Emanuel.
To połączenie byłoby „prawdziwym game changerem”
W Szczecinie jest już od ponad 10 lat. Bez czego nie wyobraża sobie Grodu Gryfa? Przede wszystkim zieleni i BNO.
- Mamy dziecko i w Szczecinie czujemy się bardzo komfortowo. Wszystko jest blisko, niczego nam nie brakuje. Mam siostrę w Lisbonie, która cały dzień traci na dojazdy i stanie w korkach. W Portugalii ludzie pracują dłużej niż w Polsce - porównuje.
To nie oznacza, że nie widzi żadnych wad w mieście. Główne związane są z komunikacją.
- Pierwsza rzecz, to brakuje mi dużego lotniska z dobrymi połączeniami z resztą Europy. Dlaczego Goleniów nie ma jednego lotu dziennie do Paryża albo Madrytu? Jest Londyn, ale to Stanseed, które jest bardzo daleko od centrum. Z drugiej strony mamy blisko Berlin, który ma dużo więcej połączeń. Tylko dlaczego nie mamy bezpośredniego połączenia komunikacyjnego? To też mnie dziwi, a na pewno wprowadzenie połączenia Szczecin-Berlin byłby prawdziwym game changerem - uważa.
Nasza rozmowa dobiega końca. Znalezienie terminu wcale nie było takie łatwe, bowiem Baltic Neopolis Orchestra koncertuje praktycznie bez przerwy.
Komentarze