– Jego głównym zadaniem było zbijanie lodu z sieci – opowiada Bartosz Grzegolec. Dlaczego stara eNka dała radę w trudniejszym warunkach, a nowsze Swingi już nie?
Żadnej elektroniki tylko długi sznurek
Pomógł przede wszystkim solidny, wzmocniony i pełny pantograf, który jest obsługiwany za pomocą… sznurka. Aby nim poruszać, trzeba po prostu odwiązać sznur i pociągać góra-dół.
– To solidna i prosta konstrukcja. W wagonie nie ma żadnej elektroniki. Nawet jeśli są spadki napięcia w trakcji, spowodowane na przykład oblodzoną siecią, to pojedzie. Trochę słabiej, ale pojedzie – opowiada motorniczy Tramwajów Szczecińskich.
Zamiast panelu sterowania są dwie korby – jedna służy do jazdy i hamowania, druga to hamulec postojowy. Jest jeszcze dźwignia do piasecznicy i dwie skrzynie z piaskiem.
– Jest też koło do lemiesza, które służy do sterowania, gdy są wzniesienia lub spadki. Wówczas do obsługi potrzebne są dwie osoby. Jedna prowadzi wagon, druga obsługuje lemiesz – dodaje Bartosz Grzegolec. – Nie ma joysticka, trzeba go za to dobrze wyczuć. Z jednej strony wybacza wiele, a z drugiej – niewiele.
Wagony mają jednak jedną wadę – podczas pracy są bardzo głośne.
Do Szczecina przyjechały z Warszawy
Tramwaje typu N były produkowane w latach 1948-1956 przez zakłady Konstal w Chorzowie, Stocznię Gdańską nr 3 i Sanocką Fabrykę Wagonów „Sanowag”. Prosta konstrukcja i mechanika oparte są w dużej mierze na niemieckim tramwaju KSW produkowanym podczas II wojny światowej.
Do Szczecina przyjechały z Warszawy - na początku służyły jako pasażerskie, dwukierunkowe tramwaje z czterema parami jednoskrzydłowych, przesuwnych drzwi. W latach 90. zostały wycofane z linii i przerobione na pojazdy techniczne.
W Zajezdni Golęcin są dwa – jeden z 1956 roku służy do holowania, a drugi z 1949 roku został przerobiony na pług.
„Były oblodzenia, ale nigdy nie stanęliśmy”
W ubiegły poniedziałkowy poranek wszystkie tramwaje w mieście stanęły. Winne były marznące opady i lód o grubości 1,5 cm, który pokrył sieci trakcyjne.
– Trudno sobie wyobrazić, ile wysiłku włożyli wszyscy pracownicy, aby ponownie uruchomić komunikację. Rozmawiałem ze starszymi motorniczymi i żaden z nich nie pamiętał takiej sytuacji. Oczywiście, były oblodzenia, ale nigdy nie stanęliśmy i nigdy nie było problemu z wyjazdem – podkreśla Bartosz Grzegolec.
Czy zdaniem motorniczego, czy tzw. przecieraki pomogłyby Szczecinowi w walce z oblodzeniem trakcji?
– Pewnie tak, ale nie oszukujmy się. PKP ma zaawansowane przecieraki, a jeszcze się nie odkuła – mówi.
Komentarze