Choć od lat właściciel wraków nie odpowiada na wezwania i zalega z opłatami, to gdy na „Darii” wybuchł pożar, na chwilę pojawił się na miejscu. „Gdy stwierdził, że sytuacja jest pod kontrolą, ulotnił się z miejsca. Mimo najszczerszych chęci, nie mamy na dzisiaj żadnych podstaw prawnych, aby je odholować” – mówi dyrektor Urzędu Żeglugi Śródlądowej w Szczecinie Piotr Durajczyk.

Stwarzają realne zagrożenie dla ludzi i środowiska, szpecą Bulwar Piastowski, ale nikt nie może ich usunąć. Od lat holownik „Konrad” i statek wycieczkowy „Daria” bezprawnie cumują przy Moście Długim. Nie posiadają ważnych dokumentów, a ich stan techniczny pozostaje nieznany. 

„Nie chciałbym, aby ten statek zatonął”

W ubiegłym roku na „Darii” wybuchł pożar.

– Przecież ta sytuacja zagraża bezpieczeństwu, zdrowiu i życiu mieszkańców. A co, gdyby pożar był większy, a statek zatonął? Też nie będziemy mogli go usunąć? – pyta radny Wojciech Kępka. Temat wraków został poruszony na Komisji ds. Gospodarki Morskiej, Rozwoju i Promocji.

Wówczas na miejscu byli obecni przedstawiciele Urzędu Żeglugi Śródlądowej, funkcjonariusze policji oraz właściciel obu statków. Jednostki należą do Jerzego Deca, członka Związku Polskich Armatorów Śródlądowych. Mężczyzna od lat zalega z opłatami za bezprawne cumowanie statków, nie odpowiada na pisma ani wezwania.

– Nie chciałbym, aby ten statek zatonął. To skrajnie niekorzystny wariant. Jest zły dla środowiska, nie wygląda dobrze medialnie i są to kwoty dużo wyższe niż w przypadku odholowania – mówi Piotr Durajczyk.

Ma do zapłaty już ponad 100 tysięcy złotych

Za bezumowny postój przy Bulwarze Piastowskim armator ma sądowy nakaz zapłaty 120 tysięcy złotych. Do tego trzeba doliczyć grzywny nałożone przez Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki – 2 razy po 10 tysięcy złotych. Razem 140 tysięcy złotych.

Sprawą zajmują się Żegluga Szczecińska, Urząd Żeglugi Śródlądowej, Wody Polskie i Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki. Przedstawiciele wszystkich instytucji zgodnie mówią o konieczności usunięcia z nabrzeża szpetnych wraków.

Obecnie działania prowadzi Wojewoda Zachodniopomorski na wniosek Urzędu Żeglugi Śródlądowej. Jak słyszymy, w pierwszej kolejności stosuje środki o najmniejszej szkodliwości – grzywny.

– Od 2003 roku jeden ze statków nie ma dokumentów, a co za tym idzie – nie może cumować w tym miejscu, bowiem to droga o znaczeniu międzynarodowym. I to tak naprawdę nasz jedyny punkt zaczepienia. Gdyby nie to, bylibyśmy zupełnie bezradni – przyznaje dyrektor Urzędu Żeglugi Śródlądowej.

Kolejnym krokiem ma być uzyskanie wykonania zastępczego na odholowanie wraków i obarczenie kosztami ich właściciela. Wówczas ich nowym miejscem cumowania byłby Kanał Leśny niedaleko kąpieliska Dziewoklicz. Teren należy do Wód Polskich i jest wskazany jako miejsce dla odholowanych jednostek.

„Wiemy o kolejnych statkach, które mogą znaleźć się w podobnej sytuacji”

Jak jednak zaznacza Piotr Durajczyk, potrzebne są przede wszystkim zmiany w przepisach prawnych. Bez nich tego typu sprawy będą ciągnąć się latami.

– To nie jest zła wola urzędników czy brak kompetencji. Dzisiaj problem polega na podstawach prawnych. Ten problem dotyczy teraz dwóch statków, ale wiemy o kolejnych, które mogą znaleźć się w podobnej sytuacji. Mamy armatora z Niemiec, który kupił polski statek. Stoi w mniej reprezentatywnym miejscu, dlatego o nim się nie mówi – mówi.

Jak dodaje, w przypadku właściciela „Darii” i „Konrada” stosowane były zarówno formalne, jak i nieformalne metody. – Rozmawiamy z różnym osobami, rodziną armatora, najbliższymi z jego kręgu. Tymi, którzy potencjalnie mogą mieć na niego wpływ – dodaje dyrektor UŻŚ.

Koszt odholowania jednego statku to około 5 tysięcy złotych.

– Liczymy na zdrowy rozsądek armatora. Wynajęcie firmy i prywatne odholowanie statków jest dużo tańsze niż płacenie grzywien. Jeśli tylko będzie chciał, to wydamy mu tymczasowe świadectwo, które umożliwi odholowanie – mówi Piotr Durajczyk.

I dodaje: – Mówimy o prywatnym majątku. Na dzisiaj nie ma podstaw, aby wejść komuś na statek i go przestawić. Nie chcę takiej sytuacji, że ktoś z urzędu odholuje ten statek, a potem armator będzie mówić, że miał super nowoczesny statek i chce kilka milionów odszkodowania za zniszczenia. Przy obecnych ramach prawnych nie ma prostego rozwiązania.