„Dopłacamy kilkadziesiąt groszy do litra”
„Cuda na pylonach” przerażają zarówno przewoźników drogowych, jak i konsumentów. Ceny diesla na niektórych stacjach przekraczają już 8 złotych za litr. Co ważne, 24 marca cena benzyny 98 w województwie zachodniopomorskim była najwyższa w całej Polsce.
– Powinniśmy dorzucić przynajmniej złotówkę do tego, co jest na pylonach, by zarabiać na paliwie. To, co się dzieje od miesiąca, jest szaleństwem i mówiąc szczerze, to w hurcie ceny są obecnie wyższe niż w detalu. Nie możemy podać jednoznacznie różnic, bo one są bardzo zmienne. Zastanawiamy się, jak sobie w tych czasach radzić. Przewija się wątek nawet wstrzymania sprzedaży diesla. To nie jest kwesta demonstracji, a ekonomii. To się nie zdarzyło nigdy wcześniej. My do każdego litra dokładamy kilkadziesiąt groszy. Tak można dla klientów wytrzymać kilka dni, ale nie miesiąc czy dwa – mówi Wojciech Teszner. – Kiedy ceny wzrastają, to zawsze jest lekkie przyhamowanie u konsumentów, ale potem klienci wracają i tankują. Najgorzej oczywiście mają przedsiębiorcy, którzy są zmuszeni do tankowania.
Według naszego eksperta, to „najgorsza sytuacja od 1990 roku”.
– Epicka furia Donalda Trumpa wywołuje chaos w gospodarce światowej. Ceny paliw skoczyły. Jeszcze niedawno baryłka ropy kupowana była za 60 dolarów, a teraz ta kwota oscyluje wokół 100 dolarów. Zatoka Perska daje obecnie 30% światowego zapotrzebowania na ropę. Rynki zareagowały wzrostem cen, hurtownicy zareagowali wzrostem cen, a detaliści są gotowi rezygnować z marży, by przetrwać. Jednoznacznie nie da się jednak ocenić gospodarczej wytrzymałości detalistów. W dłuższej perspektywie tak się nie da pracować – mówi prof. Aneta Zelek, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.
Jednocześnie profesor Zelek przyznaje, że ceny paliw mają bardzo duży wpływ na ceny niemal wszystkich produktów i usług – zaczynając od transportu przez budownictwo, a kończąc na usługach i produktach spożywczych. Ekspertka dodaje, że od 2020 roku żyjemy w permanentnym kryzysie gospodarczym.
„Cena rośnie piorunem, a spada piórkiem”
Gościem programu był także Dariusz Matulewicz z Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych. Jak mówił, przedsiębiorcy nie myślą jeszcze o proteście, ale sytuacja jest bardzo poważna.
– Pierwszego dnia konfliktu na Bliskim Wschodzie cena wzrosła w hurcie o 40 groszy, a drugiego o 29 groszy. Obecnie to jest już 50% wzrost miesiąc do miesiąca. Ceny rosną radykalnie i nic nie wskazuje na to, by paliwo miało być tańsze. Nie ma żadnej konsekwencji w tym, co się dzieje. Cena rośnie piorunem, a spada piórkiem – uważa Dariusz Matulewicz. – Nie jesteśmy w stanie przetrwać z dotychczasowych marż. Wzrosty cen są nieuniknione. Dla nas to jest kryzys porównywalny do kryzysów z czasu pandemii czy wybuchu wojny w Ukrainie – dodaje.
W tym tygodniu do premiera Donalda Tuska wysłano pismo przewoźników drogowych wspieranych przez Północną Izbę Gospodarczą w Szczecinie. Celem jest interwencja rządowa np. poprzez wprowadzenie ulg dla przedsiębiorców sektora TSL, którzy najmocniej odczuwają obecnie drastyczny wzrost cen paliwa.
Komentarze