Stworzyć spektakl o postaci tak wyrazistej, tak bardzo obecnej w świecie i przekazach medialnych, unikając powielania dobrze już znanych treści, to niełatwe zadanie. Paweł Miśkiewicz, reżyser inscenizacji „Trump. Królewski szlak” wraz z dramaturżką Joanną Bednarczyk, przeniósł na scenę Teatru Współczesnego w Szczecinie teksty Elfriede Jelinek – „Am Königsweg” i „Endsieg” (w tłumaczeniu Karoliny Bikont i Emilii Leszczuk) i efekt jest poruszający.

Noblistka w Waszyngtonie

Na scenie widzimy zdarzenia z niedalekiej przyszłości… Jest rok 2028. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump rozpoczyna kampanię na rzecz zniesienia poprawki do konstytucji, ograniczającej liczbę możliwych kadencji prezydenckich do dwóch. Austriacka pisarka, Elfriede Jelinek, dotąd unikająca kontaktów społecznych i przestrzeni publicznej, przeprowadza się do Waszyngtonu. Kupuje bar, który zamienia w miejsce spotkań swoich zwolenniczek. Wypowiedzi Jelinek transmitowane są na żywo w sieci, a rosnąca popularność pisarki irytuje Trumpa, który dostrzega w niej poważnego przeciwnika.

Będziemy wiercić i wiercić

Artystka ustawia przed Białym Domem namioty protestacyjne, które widzimy w prawej części sceny. W centrum ulokowano duże litery składające się na napis DRILL. Jest to zapewne nawiązanie do sloganu, który często był kolportowany podczas ostatnich, zwycięskich wyborów prezydenckich. Słowa „drill, baby, drill”, wygłaszane przez Trumpa, zwiastowały zmiany w polityce energetycznej USA i odwrót od strategii Bidena. Będziemy „wiercić, kochanie, wiercić” i obniżymy ceny, eksportując amerykańską energię na cały świat – zapowiadał polityk, który w spektaklu jest nazywany Królem.

Świat powielany przez ekrany

Tytułową rolę reżyser powierzył… Beacie Zygarlickiej, która doskonale odtwarza gesty i mimikę prezydenta, przebierając się w coraz efektowniejsze, coraz bardziej błyszczące garnitury, „udekorowane” barwnymi krawatami (kostiumy to dzieło Anastasiji Gippenreiter).

Przekaz kierowany w stronę widowni jest powielany na ekranach umieszczonych nad sceną, na których można obserwować to, co się dzieje w spektaklu w powiększeniu, ale też materiały archiwalne ze stacji telewizyjnych oraz sekwencje wideo, ukazujące przyszłość niczym z filmów s-f, stworzone przy pomocy AI (przygotował je Sergiusz Wasilewski). Oglądamy też na nich zabawną animację z tańczącym Trumpem, zrealizowaną przez Oliwię Szanajcę-Kossakowską.

Gabinet z widokiem na Odrę

Nie zabrakło też Gabinetu Owalnego, który został umieszczony w… teatralnej loggii z widokiem na Odrę (przestrzeni rzadko wykorzystywanej). Mowy prezydenckie transmituje operator kamery Miłosz Nawrotek, który niewątpliwie wykonał świetną i jakże ważną pracę w tym spektaklu, bo te projekcje na żywo są bardzo znaczącą częścią całości. Autorem scenografii jest Mikołaj Małek. Artysta zaprojektował m.in. strefę produktów dobrze znanych z kampanii wyborczej Trumpa – gadżetów z logo „Make America Great Again” (umieszczonych w sklepiku-wózku sklepowym). Ulokował też z boku sceny gablotę z topniejącą bryłą lodu, która kojarzyć się może z planami zajęcia Grenlandii.

Cztery twarze Elfriede

Cztery aktorki kolektywnie tworzą postać Jelinek. To Anna Januszewska, Ewa Sobiech, Maria Dąbrowska oraz Magdalena Wrani-Stachowska. Każda z nich przekazuje niejako inną twarz autorki. Najbardziej pamiętna jest surowa, momentami apodyktyczna i groźna Elfriede w wydaniu Januszewskiej, ale także Ewa Sobiech pokazuje bardzo energetyczne i intrygujące oblicze tej kobiety. 

W mniejszych rolach – „wyborców” Trumpa – widzimy m.in. Arkadiusza Buszko w czapce z rogami przypominającej tę noszoną przez Szamana Qanona (najbardziej znanego z uczestnictwa w ataku na Kapitol). Widzimy też Macieja Litkowskiego, który wygłasza dłuższe, ekspansywne wystąpienie. W tej grupie jest też, gościnnie występujący w spektaklu, Adam Paczkowski, który ma również swoje dwie znaczące solowe sceny. Dostaje się na fotel prezydenta w Gabinecie Owalnym i wygłasza bardzo nietypowe „orędzie”, a poza tym kreuje także… Melanię Trump – w sukience i butach na wysokich obcasach.

Bardzo dobra jest Nina Potapowicz jako Iwanka Trump. Choć początkowo zdaje się tylko uległą wykonawczynią poleceń prezydenta, jednak doradza mu później, co zrobić z nieustępliwą austriacką pisarką, a wreszcie zyskuje własny, indywidualny głos, interpretując bardzo emocjonalnie monolog, przemieniający się w pieśń, rozpoczynający się od słów „Ojcze nasz…”.

Opresyjna, intensywna muzyka

W spektaklu muzyka ma duże znaczenie. Autorką oprawy dźwiękowej jest Anna Zaradny, artystka sztuk wizualnych, kompozytorka, improwizatorka, artystka sound artu, urodzona w Szczecinie, od wielu lat działająca w Warszawie. Stworzyła kompozycje opresyjne, intensywne, uwypuklające to, co się dzieje na scenie. Poza tym mamy jeden instrument grający na żywo – theremin, towarzyszący transmisjom ze studia Elfriede i otrzymujemy też pastisz pewnego amerykańskiego szlagieru. W ostatnim kwadransie przedstawienia pojawia się natomiast apokaliptyczna piosenka śpiewana przez cały zespół aktorski (z refrenem „My zatopieni”), która mogłaby by być dobrym finałem, ale twórcy zdecydowali się dorzucić jeszcze jedną (moim zdaniem niepotrzebną) scenę.

Dwugodzinny spektakl jest wypełniony po brzegi dialogami i obrazami, które odzwierciedlają cały negatywizm polityki Trumpa, ale też jego stylu bycia, w konfrontacji z poetyką tekstów Elfriede Jelinek. Urozmaicona sfera wizualna (w jednej ze scen pojawia się nawet lalka „Muppet”) absorbuje naszą uwagę i daje oddech w dość gęstym potoku słów.

Jednak ironiczna wymowa tego dzieła zdecydowanie nie jest lekka. Agresywna, egoistyczna, zachłanna postawa Trumpa i jego popleczników jest skrajnie niebezpieczna…

W tym sezonie przedstawienie zostanie pokazane jeszcze 24 i 28 maja.