„Niesamowicie trudne urazy”
Temat konsekwencji nieodpowiedzialnego używania pirotechniki zgłosił prof. Jerzy Sieńko, który namówił do zaangażowania się w kampanię społeczną Okręgową Izbę Lekarską w Szczecinie, a Izba zwróciła się o merytoryczne wsparcie do USK nr 1 przy ul. Unii Lubelskiej w Szczecinie.
Ważne jest, by temat był obecny w przestrzeni publicznej częściej niż jeden tydzień w roku.
– Temat pirotechniki jest aktualny przez cały rok. A raczej jego konsekwencje – w szpitalach przyjmowani są pacjenci z urazami od petard i fajerwerków od stycznia do grudnia. To problem, który w swojej skali wykracza poza sylwestrowy czas zabawy – mówi prof. Jerzy Sieńko, chirurg.
– Jako lekarz co roku widzę, że liczba pacjentów z uszkodzonymi dłońmi nie maleje. Urazy są dramatyczne i często kończą się amputacją całej dłoni czy ręki. To problem, który jest aktualny przez cały rok – tłumaczy prof. Jerzy Sieńko.
Urazy od materiałów pirotechnicznych są bardzo charakterystyczne. Skupiają się w zdecydowanej większości na rękach i dłoniach – porozrywane tkanki, pourywane części ciała, np. palce. Wymagają skomplikowanego leczenia, które z kolei potrzebuje czasu, a w wielu przypadkach i tak kończy się amputacją.
– To są bardzo trudne urazy i nasze możliwości są ograniczone. W pierwszym etapie walczymy o to, co faktycznie da się uratować, a dopiero później o odzyskanie sprawności kończyny. O ile to jest w ogóle możliwe. To urazy mechaniczne, termiczne i mechaniczne, masywne z amputacjami. Czasami ta droga leczenia trwa miesiące albo i lata – mówi dr n. med. Ireneusz Walaszek, chirurg ręki USK nr 1 PUM w Szczecinie.
Artykuł zilustrowany jest zdjęciami doktora Ireneusza Walaszka. Pokazują one siłę urazu i skalę pracy, jaką muszą wykonać chirurdzy, by uratować dłoń poszkodowanego.
Dr Kaja Giżewska-Kacprzak o rutynie sylwestrowych zdarzeń
Duża część pacjentów przyjmowanych z urazami od fajerwerków to są dzieci. Z ich historii leczenia wynika, że czasami do tragedii dochodzi w towarzystwie rodziców, a czasami jedynie przy rówieśnikach.
– Pamiętajmy, że dzieci nie posiadają same z siebie fajerwerków. Musi być w to zaangażowana osoba dorosła, czy to kupując, czy przekazując, czy też bawiąc się nimi z dzieckiem. Każda z tych form jest niebezpieczna. Dorośli także nie zdają sobie sprawy z tego, że skóra dziecka jest o wiele delikatniejsza i bardziej narażona na urazy. Mam w głowie wiele tragicznych historii. Niektóre dzieci doznały naprawdę dużych urazów jak utrata kciuka czy nawet całej dłoni – tłumaczy dr n. med. Kaja Giżewska-Kacprzak, chirurg ręki, chirurg dziecięca USK nr 1 PUM w Szczecinie. Lekarka mówi wręcz o pewnej rutynie niebezpiecznych zachowań w czasie sylwestra i Nowego Roku.
– Wiele przypadków urazów wynika np. z ponownego odpalania petard, gdy w Nowy Rok nastolatki spacerują po ulicach i widzą petardę, która wydaje się nieużywana, a tak naprawdę jest niewybuchem. Problemem jest także ponowne odpalanie petard, gdy te za pierwszym razem nie eksplodowały, lub uziemianie ich w niestabilnych podstawach np. w zmrożonej ziemi. Taka raca traci stabilność i często po odpaleniu np. leci w inną stronę niż zamierzaliśmy – dodaje dr Kaja Giżewska-Kacprzak. – Gorsze są petardy hukowe niż rozbłyskowe, bo mają większą siłę. Te rozbłyskowe są często powodem np. oślepienia – dodaje ekspertka.
„Nie jest naszym celem delegalizacja, ale coś w systemie dystrybucji pirotechniki ewidentnie nie działa”
Od wielu lat organizacje non-profit z różnych pobudek walczą o wprowadzenie zakazu fajerwerków. Obecnie do tego apelu włącza się coraz więcej specjalistów i lekarzy, którzy każdego dnia widzą dramatyczne skutki obcowania z tymi niebezpiecznymi dla życia i zdrowia materiałami.
– Uważam, że jedną z form zabezpieczenia pacjenta i jego zdrowia jest wprowadzenie zakazu fajerwerków. I to nie tylko w sylwestra, ale przez cały rok. Świat się zmienia i ewoluuje i skoro cywilizacja postępuje do przodu, to właśnie to powinna być jedna ze zmian – mówi prof. Jerzy Sieńko.
– Chcemy całorocznej dyskusji o konsekwencjach pirotechniki. Jestem daleki od tego, by apelować o delegalizację, nie o to chodzi. Mamy jednak przepisy, że dzieci nie mogą kupować pirotechniki. Dlaczego więc na Izbach Przyjęć w sylwestra i Nowy Rok jest najwięcej dzieci i nastolatków z poparzeniami i rozerwanymi dłońmi? Coś tu ewidentnie nie działa, a my jako samorząd lekarski zapowiadamy dyskusję w tej sprawie – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie.
Komentarze