– O fajerwerkach i sztucznych ogniach głośno jest zwykle w przestrzeni publicznej przez jeden czy dwa dni w roku. Mówimy o tym, że zwierzęta boją się huku, młodzież jest narażona na urazy, a potem jeszcze policyjne statystyki i 12 miesięcy spokoju. Nie ma naszej zgody na takie działanie, bo widzimy, że konsekwencje nieodpowiedzialnej zabawy pirotechniką znacząco przekraczają czas sylwestrowy. Przykład? Dziecko, które ulegnie urazowi mechanicznemu 31 grudnia, będzie naszym pacjentem przez wiele miesięcy, a walka o sprawność np. jego dłoni to godziny pracy chirurgów na salach operacyjnych – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie. – Czas na dyskusję w tej sprawie – dodaje prezes ORL.

„Niesamowicie trudne urazy”

Temat konsekwencji nieodpowiedzialnego używania pirotechniki zgłosił prof. Jerzy Sieńko, który namówił do zaangażowania się w kampanię społeczną Okręgową Izbę Lekarską w Szczecinie, a Izba zwróciła się o merytoryczne wsparcie do USK nr 1 przy ul. Unii Lubelskiej w Szczecinie.

Ważne jest, by temat był obecny w przestrzeni publicznej częściej niż jeden tydzień w roku.

– Temat pirotechniki jest aktualny przez cały rok. A raczej jego konsekwencje – w szpitalach przyjmowani są pacjenci z urazami od petard i fajerwerków od stycznia do grudnia. To problem, który w swojej skali wykracza poza sylwestrowy czas zabawy – mówi prof. Jerzy Sieńko, chirurg.

– Jako lekarz co roku widzę, że liczba pacjentów z uszkodzonymi dłońmi nie maleje. Urazy są dramatyczne i często kończą się amputacją całej dłoni czy ręki. To problem, który jest aktualny przez cały rok – tłumaczy prof. Jerzy Sieńko.

Urazy od materiałów pirotechnicznych są bardzo charakterystyczne. Skupiają się w zdecydowanej większości na rękach i dłoniach – porozrywane tkanki, pourywane części ciała, np. palce. Wymagają skomplikowanego leczenia, które z kolei potrzebuje czasu, a w wielu przypadkach i tak kończy się amputacją.

– To są bardzo trudne urazy i nasze możliwości są ograniczone. W pierwszym etapie walczymy o to, co faktycznie da się uratować, a dopiero później o odzyskanie sprawności kończyny. O ile to jest w ogóle możliwe. To urazy mechaniczne, termiczne i mechaniczne, masywne z amputacjami. Czasami ta droga leczenia trwa miesiące albo i lata – mówi dr n. med. Ireneusz Walaszek, chirurg ręki USK nr 1 PUM w Szczecinie.

Artykuł zilustrowany jest zdjęciami doktora Ireneusza Walaszka. Pokazują one siłę urazu i skalę pracy, jaką muszą wykonać chirurdzy, by uratować dłoń poszkodowanego. 

Dr Kaja Giżewska-Kacprzak o rutynie sylwestrowych zdarzeń

Duża część pacjentów przyjmowanych z urazami od fajerwerków to są dzieci. Z ich historii leczenia wynika, że czasami do tragedii dochodzi w towarzystwie rodziców, a czasami jedynie przy rówieśnikach.

– Pamiętajmy, że dzieci nie posiadają same z siebie fajerwerków. Musi być w to zaangażowana osoba dorosła, czy to kupując, czy przekazując, czy też bawiąc się nimi z dzieckiem. Każda z tych form jest niebezpieczna. Dorośli także nie zdają sobie sprawy z tego, że skóra dziecka jest o wiele delikatniejsza i bardziej narażona na urazy. Mam w głowie wiele tragicznych historii. Niektóre dzieci doznały naprawdę dużych urazów jak utrata kciuka czy nawet całej dłoni – tłumaczy dr n. med. Kaja Giżewska-Kacprzak, chirurg ręki, chirurg dziecięca USK nr 1 PUM w Szczecinie. Lekarka mówi wręcz o pewnej rutynie niebezpiecznych zachowań w czasie sylwestra i Nowego Roku.

– Wiele przypadków urazów wynika np. z ponownego odpalania petard, gdy w Nowy Rok nastolatki spacerują po ulicach i widzą petardę, która wydaje się nieużywana, a tak naprawdę jest niewybuchem. Problemem jest także ponowne odpalanie petard, gdy te za pierwszym razem nie eksplodowały, lub uziemianie ich w niestabilnych podstawach np. w zmrożonej ziemi. Taka raca traci stabilność i często po odpaleniu np. leci w inną stronę niż zamierzaliśmy – dodaje dr Kaja Giżewska-Kacprzak. – Gorsze są petardy hukowe niż rozbłyskowe, bo mają większą siłę. Te rozbłyskowe są często powodem np. oślepienia – dodaje ekspertka. 

„Nie jest naszym celem delegalizacja, ale coś w systemie dystrybucji pirotechniki ewidentnie nie działa”

Od wielu lat organizacje non-profit z różnych pobudek walczą o wprowadzenie zakazu fajerwerków. Obecnie do tego apelu włącza się coraz więcej specjalistów i lekarzy, którzy każdego dnia widzą dramatyczne skutki obcowania z tymi niebezpiecznymi dla życia i zdrowia materiałami.

– Uważam, że jedną z form zabezpieczenia pacjenta i jego zdrowia jest wprowadzenie zakazu fajerwerków. I to nie tylko w sylwestra, ale przez cały rok. Świat się zmienia i ewoluuje i skoro cywilizacja postępuje do przodu, to właśnie to powinna być jedna ze zmian – mówi prof. Jerzy Sieńko.

– Chcemy całorocznej dyskusji o konsekwencjach pirotechniki. Jestem daleki od tego, by apelować o delegalizację, nie o to chodzi. Mamy jednak przepisy, że dzieci nie mogą kupować pirotechniki. Dlaczego więc na Izbach Przyjęć w sylwestra i Nowy Rok jest najwięcej dzieci i nastolatków z poparzeniami i rozerwanymi dłońmi? Coś tu ewidentnie nie działa, a my jako samorząd lekarski zapowiadamy dyskusję w tej sprawie – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie.