Pierwszy konkursowy spektakl tegorocznego Kontrapunktu wzbudził spory, wzburzenie, a nawet niechęć. Widzowie, którzy zasiedli na widowni Teatru Współczesnego w wieczór, 18 kwietnia, i zobaczyli inscenizację Markusa Öhrna i Karola Radziszewskiego „Fobia”, pewnie zapamiętają ją na dłużej, bo wrażenia były niepowszednie…

Kolonializm na scenie Kany

Zanim zobaczyliśmy „Fobię”, tego samego dnia w Teatrze Kana odbyła się (pozakonkursowa) prezentacja „Łowców głów” – spektaklu/instalacji zrealizowanego przez Ludomira Franczaka. To opowieść o Janie Czekanowskim, który był pionierem antropologicznych i etnograficznych badań w Afryce Centralnej. W latach 1907-1909 brał udział w niemieckiej wyprawie naukowej na tereny obejmujące m.in. dzisiejszą Tanzanię i Kenię. Pod koniec życia – w latach 60. ubiegłego wieku – mieszkał w Szczecinie i tu zmarł w 1965 roku.

Jądro ciemności i kryzys na granicy

Przedstawienie dotyczy kwestii polskiego kolonializmu i rasizmu, znajdujemy w nim m.in. wypowiedzi nigeryjskiego polityka, Nnamdi Azikiwe, fragmenty „Jądra ciemności” Josepha Conrada czy reportaży Arkadego Fiedlera. Franczak wykorzystał autorskie kolaże przestrzenne, zaprojektowane na podstawie fotografii archiwalnych i prasowych, by zająć się w swej pracy nie tylko kwestią ingerencji Europejczyków w sytuację mieszkańców Afryki i zawłaszczeniem materialnym oraz kulturowym, które były tego jej efektem. W finale widzimy także nawiązania do kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej.

Quiz wzbudzający strach

„Fobia” to propozycja Nowego Teatru w Warszawie, którym jako dyrektor artystyczny kieruje Krzysztof Warlikowski. Na festiwalu Boska Komedia sztuka ta otrzymała Grand Prix oraz statuetkę Boskiego Komendanta. „Za odwagę w artystycznej prowokacji, która nakłuwa społeczną wrażliwość i rozszerza jej granice, każąc dostrzec tematy dotychczas ignorowane” – brzmi uzasadnienie jury.

Po obejrzeniu inscenizacji można stwierdzić, że słowo „nakłuwa” to eufemistyczna ocena, ponieważ Markus Öhrn i Karol Radziszewski (twórcy „Fobii”) są zdecydowanie ekstremalni w ujmowaniu kwestii, które w tym spektaklu zostały uwidocznione. W trzech epizodach, które składają się na to dwugodzinne przedstawienie, obserwujemy coraz bardziej radykalne działania Fag Fighters, czyli fikcyjnego oddziału partyzanckiego, wkraczającego do mieszkań dobrze sytuowanych ludzi, by przeprowadzić… quiz historyczny. Różowe kominiarki na głowach, kije baseballowe w rękach to ich akcesoria, zatem można się spodziewać, że to nie będzie zwykły konkurs wiedzy, a w przypadku złej odpowiedzi, kara raczej nie będzie łagodna.

Tata, mama i córka jedzą wegańskie potrawy, okrywają się tęczową flagą, opowiadają o paradach i krzyczą ,,love is love”, więc wydawałoby się, że są oświeceni i nowocześni, a jednak quiz obnaża ich braki w wiedzy o słynnych, nienormatywnych płciowo osobach. Fag Fighters nie są więc pobłażliwi i ochoczo zabierają się do rękoczynów.

Makabryczna satyra z klasyczną muzyką w tle

„Fobia” to teatr formy, w którym postacie są niemalże komiksowe (odwiedzani przez bojówkę ludzie na twarzach mają maski), a intencje i przekaz zostały celowo przerysowane.

To satyra wymierzona we współczesne społeczeństwa, nazbyt poprawne, tolerancyjne na pokaz. Nasuwają się tu skojarzenia z takimi dziełami jak „Mechaniczna pomarańcza”, serial „Hannibal” czy dramat „Funny Games”. Akcję na scenie ilustruje muzyka na żywo, wykonywana przez Bartka Wójcika i Michała Pepola (prezentują oni m.in. kompozycje Dworzaka, Debussy`ego czy pieśń „A któż to puka?” Karola Szymanowskiego).

Finał spektaklu to kulminacja agresji, której obiektem staje się… Markus Öhrn.
Fag Fighters (czyli Piotr Polak i Jan Sobolewski) uświadamiają mu, że popełnił poważny błąd, przyjeżdżając ze Szwecji do Polski, by zrobić tutaj inscenizację o homofobii i myśląc, że będzie mógł nauczać innych z pozycji lepiej wiedzącego… Urządzają więc krwawe misterium, wypisując na koniec, krwią na ścianie, napis „Bye Bye Poland”.

Zło, które niełatwo uzasadnić

Po prezentacji spektaklu głosy publiczności były podzielone. Przeważnie doceniano formę i grę aktorską, ale przekaz niekoniecznie. Padały opinie, że ironiczny dystans, z którym mamy do czynienia w dwóch pierwszych epizodach, później przekształca się w czyste i trudne do uzasadnienia zło. Bez wątpienia epilog „Fobii” wywołuje efekt, ale może tłumić refleksje, a nawet prowadzić do fałszywych wniosków. Gdzie jest granica naszej wrażliwości? Czy przemoc jest jedyną metodą, by kimś wstrząsnąć? Pewnie będziemy jeszcze na temat dyskutowali, choć kolejne propozycje festiwalowe już za chwilę przyniosą nam inne kwestie do rozstrzygnięcia…