Jego zespół na zlecenie Urzędu Miasta diagnozował szczecińską kulturę w 2019 roku. Wnioski z badania “nie zaistniały wyraźnie w praktyce samego urzędu” – mówi Maciej Kowalewski, socjolog z Uniwersytetu Szczecińskiego. Twierdzi jednak, że nowa diagnoza i strategia kultury określająca kierunki do 2035 roku są potrzebne. Pozytywnie ocenia też zatrudnienie Hanny Wróblewskiej i Bogny Świątkowskiej w roli koordynatorek nowego opracowania. Naukowiec zauważa również nową energię w mieście: “Znakomicie, że powstaje oddolna inicjatywa taka jak Kultura Wolności. Mam wrażenie, że miasto próbuje jej wyjść trochę naprzeciw”.

O strategii kulturalnej Szczecina, częstotliwości badań w kulturze, uczestnictwie Szczecinian w wydarzeniach, spójnym informowaniu o inicjatywach kulturalnych oraz potencjale społecznym miasta z Maciejem Kowalewskim rozmawia Andrzej Kochański.

Andrzej Kochański: Co pan sądzi o zainicjowaniu przez Urząd Miasta prac nad strategią kultury dla Szczecina?

Dr hab. Maciej Kowalewski, prof. US: Ten ruch oceniam dobrze, tym bardziej, że jest dużo pracy do wykonania. Przede wszystkim nad tym, żeby wypracować jakieś kierunki strategiczne i odpowiedzieć sobie na pytanie, czego my chcemy od miejskiej kultury i dlaczego ta sfera jest istotna.

Przez lata nie mieliśmy w Szczecinie żadnej polityki kultury opartej na dokumentach strategicznych ani nawet kierunkowych. Teraz to się zmieni.

Wystarczy nam strategia tylko do 2035 roku?

Taki krótki horyzont czasowy jest typowy. Pewne kierunki, zwłaszcza demograficznych zmian, można zobaczyć już teraz. A innych, na przykład dotyczących kontekstu politycznego – w którym również działa kultura – nie da się mocno przewidzieć w dłuższej perspektywie niż 9-10 lat.

“Badania w kulturze raz na prawie 10 lat to wbrew pozorom jest bardzo, bardzo rzadko”

Pana zespół opracował dla miasta raport, który stanowił diagnozę kultury Szczecina w 2019 roku. Przed opracowaniem nowej strategii kulturalnej ma powstać kolejna diagnoza. Nie ma pan wrażenia, że ponownie badamy coś, co nie tak dawno było już zbadane?

Przede wszystkim spora część rekomendacji, które wtedy dołączyliśmy do naszego badania, nie została przedyskutowana. To, że nie zostały one wdrożone, jest jakoś zrozumiałe, bo zwykle nie wszystkie rekomendacje się wdraża. Ale one nie zaistniały w praktyce samego Urzędu Miasta. Albo inaczej: niektóre pomysły wprowadzono, ale bez wskazania, że wynikają one z przeprowadzonej wtedy diagnozy. To zresztą nie pierwszy raz, kiedy samorząd wprowadza w życie pomysły wypracowane przez kogoś innego, bez wskazania na źródło. 

Natomiast badania w kulturze raz na prawie 10 lat to wbrew pozorom jest bardzo, bardzo rzadko. Większość miast wojewódzkich w Polsce podobne badania prowadzi w sposób stały – nie zawsze sięgając do tych samych grup albo tych samych kategorii respondentów – ale poprzez opisywanie jakichś nowych, istotnych sfery powiązanych z kulturą. To na przykład próby odpowiedzi na pytania, w jaki sposób kultura pozwala przyciągać turystów do miasta, jak generuje zyski, jak pozwala integrować nowe osoby przybywające do miasta lub w jaki sposób ofertę kultury wytwarzają podmioty prywatne, niekoniecznie finansowane ze środków publicznych. Zresztą, prowadzenie polityki opartej na danych, a nie na politycznym “widzimisię” to jest standard zachodniej demokracji. 

Miasta, które chcą sensownie wykorzystywać kulturę do realizacji swoich celów, takich danych potrzebują. Więc dobrze, że w Szczecinie następuje krok w stronę nowej diagnozy. Tym bardziej, że pojawiły się też ruchy oddolne w tej sprawie, czego znakomitym przykładem jest inicjatywa Kultura Wolności. W jej ramach twórcy, ale też przedstawiciele miejskich instytucji i tak zwani zwykli mieszkańcy doszli do wniosku, że trzeba dać nowy impuls procesom związanym z zarządzaniem kulturą w mieście.

“Czasami ludziom po prostu jest potrzebne miejsce, w którym mogą się spotkać z innymi”

Jakich informacji o obecnym stanie kultury w Szczecinie miasto powinno szukać przed stworzeniem strategii?

Na pewno nie chodzi tylko o poznanie, jakie opinie na temat kultury posiadają mieszkańcy albo jaki jest poziom uczestnictwa w wydarzeniach. Prawidłowości dotyczące tych zjawisk są podobne w całym kraju i z całą pewnością mają też zastosowanie dla Szczecina.

Wiemy na przykład z badań zespołu profesora Marka Krajewskiego, że ludzie coraz częściej uczestniczą w kulturze poza instytucjami i częściej indywidualnie niż grupowo: słuchają podcastów, muzyki lub oglądają filmy, najczęściej korzystając ze streamingu i urządzeń przenośnych. 

W związku z tym znaczenie instytucji kultury finansowanych ze środków publicznych się zmienia. One w mniejszym stopniu odpowiadają za znaczny odsetek uczestnictwa w kulturze, a w większym stopniu zaspokajają inne potrzeby. Jakkolwiek górnolotnie by to nie zabrzmiało: jesteśmy ludźmi dzięki wspólnemu przeżywaniu świata z innymi. Chodzi o poznawanie innych osób, tworzenie więzi, o “aktualizację wspólnoty”, której mieszkańcy bardzo potrzebują. I mimo że równolegle postępuje proces indywidualizacji i autonomizacji, to czasami ludziom po prostu jest potrzebne miejsce, w którym mogą się spotkać z innymi, żeby rozmawiać o kulturze, wspólnie praktykować. Nie tylko żeby uczestniczyć w wernisażu czy wysłuchać koncertu, ale także razem coś robić: uprawiać rękodzieło, wymienić się własną amatorską twórczością, dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego, co się dzieje w świecie. Żeby za tymi nowymi potrzebami nadążyć, potrzebne są badania.

Co z informowaniem o kulturze? “Mamy próby stworzenia systemu informacji przez miasto. Moim zdaniem nie do końca udane”

Czy Szczecin dobrze informuje mieszkańców o kulturze?

Już podczas opracowywania naszej diagnozy “Energia Szczecińskiej Kultury” przed 2020 rokiem respondenci zwracali uwagę na problemy z dotarciem do spójnej informacji na temat wydarzeń i instytucji kultury. I dzisiaj chyba jest podobnie. Oczywiście mamy prywatne inicjatywy, które nagłaśniają, co się dzieje w Szczecinie. Mamy próby stworzenia takiej informacji przez miasto. Moim zdaniem nie do końca udane. 

Chociaż narzędzia leżą na stole.

I narzędzia, i rozwiązania. Najczęściej w innych miastach w Polsce wygląda to tak, że jedna z miejskich lub marszałkowskich instytucji odpowiada za wydawanie informatora oraz sieciowanie i organizowanie współpracy między instytucjami. Jest też odpowiedzialna za upowszechnianie wiedzy o kulturze, edukację kulturową, za stały monitoring i prowadzenie badań. To zadania, które trudno powierzyć Wydziałowi Kultury, bo ta jednostka nie ma ani takiego budżetu, ani tak licznego zespołu, ani właściwego umocowania. My takiej instytucji w Szczecinie ciągle nie mamy.

Szczecińska Agencja Artystyczna ma kalendarz wydarzeń, a jej rolą jest promocja wydarzeń i inicjatyw kulturalnych.

Ale jest to głównie agencja impresaryjna. Ona nie jest zorientowana na to, żeby pole kultury poszerzać i żeby o nim informować w inny sposób niż poprzez promocję wydarzeń, które są jej zlecane.

Nie kreuje kultury, tylko reprodukuje informacje? 

Tak, przy czym też nie w odniesieniu do całego pola kultury w Szczecinie, tylko do jakiegoś jej wycinka. Nawet nie do tej pełnej sfery, którą zarządza miasto, bo nie wszystkie wydarzenia są promowane w jednakowy sposób przez Szczecińską Agencję Artystyczną. 

I nie wiadomo tak naprawdę, dlaczego jest tak, a nie inaczej. 

Tak, czego ostatnia inicjatywa o festiwalach szczecińskich (Szczecin Festival – przyp. red.) jest znakomitym przykładem dla kogoś, kto jest zorientowany w tym, co się w Szczecinie dzieje. Było to szokujące, jak niewielka część produkcji festiwalowej, która ma miejsce w mieście, znalazła się w tej ofercie.

Jak rozwiązać problem spójnego informowania o kulturze i wydarzeniach w Szczecinie?

Wydaje mi się, że powierzenie tego zadania Szczecińskiej Agencji Artystycznej lub jakiemuś biuru w strukturach Urzędu Miasta nie jest dobrym rozwiązaniem. Te instytucje nie pokazały do tej pory, że to im wychodzi. Urząd Miasta ma zmultiplikowanych kilka stron, nie wiadomo, która pełni jaki charakter. Osobno jest strona bardziej urzędowo-proceduralna, osobno jest strona informująca o tym, dlaczego warto odwiedzić Szczecin. Jest jeszcze strona prezydenta. Nawet ja, mieszkaniec Szczecina od urodzenia, się w tym gubię. 

I profile na Facebooku. 

Jest to zmultiplikowane do granic możliwości. 

Więc jak z tego wybrnąć?

Wydaje mi się, że to mogłoby działać w modelu, o którym wcześniej rozmawialiśmy w kontekście innych miast. Czyli prowadzenia takiej informacji przez nowo powstałą instytucję – nie impresaryjną, tylko zorientowaną na badania i opiekę nad sferą kultury w mieście. 

Brakuje nam takiej instytucji-hubu? 

Absolutnie. Tym bardziej, że instytucje, jakkolwiek je nazwiemy – parasolowe, o charakterze hubu, sieciujące – zwykle też same produkują swoje własne wydarzenia.

Praktyka innych miast pokazuje też, że to dzięki kadrom takich instytucji udaje się profesjonalizować w ogóle wszystko to, co się dzieje w sferze kultury.

Oczywiście ich pracownicy zmagają się niedofinansowaniem, problemami organizacyjnymi, ale trudności można przezwyciężać nieco łatwiej, kiedy ma się przekonanie, że praca ma sens, jest doceniana, zauważalna i istotna z punktu widzenia priorytetów miasta. 

Bez takiej instytucji ciągle musimy też przypominać, że każda złotówka zainwestowana w kulturze przynosi kolejne środki do budżetu miasta i że bez pracy nad kulturą w wymiarze miejskim trudno o integrację mieszkańców i spójną tożsamość. Zawsze mówię osobom studiującym: jeśli ktoś planuje oszczędzać na polskiej kulturze, to warto przyjrzeć się, interesy jakiego kraju ten ktoś reprezentuje. 

Nową strategię skoordynują ekspertki spoza Szczecina: “Myślę, że to jest dobry kierunek”

Co jeszcze jest pilnym wyzwaniem dla szczecińskiej kultury?

Żeby nie dopuścić do równoległych obiegów kultury i do wzajemnego obrażania się na siebie instytucji i ich użytkowników.

Znakomicie, że powstaje oddolna inicjatywa taka jak Kultura Wolności. I mam wrażenie, że miasto próbuje jej wyjść trochę naprzeciw, bo zadeklarowało wykorzystanie niektórych z jej postulatów do tworzenia nowego dokumentu strategicznego.

Urząd Miasta zaprosił też do prac nad strategią zewnętrzne koordynatorki, Bognę Świątkowską i Hannę Wróblewską. Pierwsza z nich miała swoje wystąpienie na Kulturze Wolności, a tam słuchał go między innymi prezydent Piotr Krzystek. Postanowił jej zaufać i zaprosić do współpracy nad strategią.

Myślę, że to jest dobry kierunek. Dostrzegam tutaj koncyliację i wyciągnięcie ręki do ruchu oddolnego. I pewnie w drugą stronę także to zadziała. 

W mieście słychać już głosy, że takie koordynowanie strategii można było powierzyć specjalistom, którzy działają stale na miejscu, w Szczecinie. A nie posiłkować się ekspertkami z zewnątrz, nawet jeśli mają dobrą renomę.

Wydaje mi się, że proces tworzenia dokumentów strategicznych powinien opierać się o autorytety. Oczywiście autorytety mogą też działać lokalnie i regionalnie, ale powoduje to często kłopotliwe sytuacje. No bo jak skrytykować na przykład funkcjonowanie jakichś instytucji albo jakiegoś podmiotu w strukturach urzędu miasta, jeśli dalej chce się mieszkać w tym samym mieście?

Więc ruch związany z zatrudnieniem ekspertek jest moim zdaniem dobry. Ich umowy nie mają jakichś wygórowanych stawek, jeśli się uwzględni liczbę miesięcy, przez które praca jest wykonywana (Hanna Wróblewska otrzyma wynagrodzenie w wysokości 70 tys. złotych, Bogna Świątkowska w wysokości 42 tys. zł – przyp. red.).

Ważne jednak, żeby te ekspertki potrafiły wykorzystać lokalny potencjał badawczy, który mamy w Szczecinie. 

Studenci w Szczecinie “nie potrafią wskazać swoich miejsc”

Jak jest z naszym potencjałem społecznym? Mamy niewielką liczbę studentów jako miasto. Gołym okiem widać, że to ma duży wpływ na uczestnictwo w kulturze i na jej kreowanie.

Pytaliśmy swego czasu naszych studiujących, które miejsca w Szczecinie można uznać za miejsca dla studentów. W odpowiedziach, bardzo rzadko, pojawiały się dwa: Kana i Pinokio. Studenci w Szczecinie nie potrafią wskazać swoich miejsc związanych z kulturą, ale też po prostu z czasem wolnym. To jest naprawdę duży problem. 

Miasto chlubi się tym, że ma dużo instytucji kultury. Tymczasem studenci nie mają dla siebie miejsca? 

Oni mają problem z identyfikacją miejsc “swoich”, związanych ze światem studiowania. Jeżeli chce się być miastem akademickim, to trzeba takie miejsca wspierać i to jest duże wyzwanie. Najłatwiej się to robi przez ofertę kultury, ale możliwe są też inne rozwiązania –  ze sportem czy czymkolwiek innym. Absolwenci mówią też często, że podczas studiów nie poczuli w Szczecinie atmosfery miasta akademickiego.

Jak to zmienić? 

Myślę, że trzeba zacząć od lepszej współpracy między szczecińskimi uczelniami, bo bardzo mało o sobie nawzajem wiemy. Mało inicjatyw robimy razem.

Super krokiem w tym kierunku jest wspólna inauguracja roku akademickiego, która w zeszłym roku po raz pierwszy się odbyła w amfiteatrze. To pokazuje siłę akademickiego miasta.

Jest też nowy festiwal Przepływy, którego inauguracja odbyła się niedawno. Jego misją jest między innymi “sieciowanie się” uczelni. 

Tego jest jeszcze za mało, ale dajmy szansę festiwalowi, żeby rozkwitnął. Myślę, że też powinniśmy sami wyciągać rękę w stronę Akademii Sztuki, bo za mało z nimi współpracujemy i pewnie takiej jeszcze ciągle młodej uczelni trudno jest zaistnieć w mieście.

Krytycy Akademii Sztuki powiedzieliby pewnie, że to jest instytucja trochę za mało obecna w przestrzeni miasta i w jego życiu kulturalnym, a z kolei admiratorzy powiedzą, że to był czynnik naprawdę znaczący dla rozwoju kultury w mieście, bo pozwolił przyciągnąć inne, nowe osoby, których tutaj nie było.

A jak jest w rzeczywistości? 

Obie tezy są poprawne.

“Jesteśmy w grupie takich miast jak Bydgoszcz i Kielce”

Szczecin ma duży potencjał, by być miastem akademickim, czy średni? 

Jesteśmy średni. Liczba studentów, która oczywiście będzie się zmniejszać w związku z nadchodzącymi rocznikami niżowymi, nie będzie nam w tym pomagać.

W tej chwili, jeśli chodzi o udział liczby studentów w stosunku do populacji mieszkańców miasta, jesteśmy w grupie takich miast jak Bydgoszcz i Kielce. I to jest nasz punkt odniesienia. Ale siła tkwi nie tylko w liczbach, ale też w sposobie pracy z tymi zasobami, które się posiada.

Znam dużo takich przypadków miast, w których ta liczba studentów nie jest wielka, a obecność instytucji a obecność uczelni publicznych w życiu miasta jest większa, więc to na pewno też jest kolejne wyzwanie przed nami.

Część środowisk siedzi na kanapie zamiast inicjować coś w mieście? 

Trochę tak jest. Potrzebujemy pewnego impulsu, bo nie wszyscy są urodzonymi działaczami i animatorami. Zachętą do aktywności mogłoby być uruchomienie takiego programu, który umożliwiałby, jak to się ładnie mówi, transfer wiedzy z akademii – do miasta. Mogłoby to mieć na przykład formę otwartych warsztatów lub krótkich kursów z jakiejś dziedziny wiedzy. 

Seniorzy na ratunek kulturze

Skoro jesteśmy średnim miastem studenckim, to może potencjał kulturalny mamy większy wśród innych grup wiekowych? 

Demografia nie napawa nas optymizmem. W tej chwili liczba osób powyżej 60 roku życia w Szczecinie jest blisko trzykrotnie większa niż liczba studentów w stosunku do łącznej liczby mieszkańców miasta. Ale starzenie się populacji to nie jest problem społeczny, tylko zmiana, do której trzeba się zaadaptować.  

Z drugiej strony wiemy, że w skali całego kraju jest też tak, że czasami łatwiej jest osoby w wieku 60 plus namówić na uczestnictwo w kulturze niż studentów. Za około 10 lat będziemy mieć też innych seniorów. Bo to będą dzisiejsi 55-latkowie, którzy mają już trochę inne nawyki uczestnictwa w kulturze niż nasi obecni dziadkowie i seniorzy, którzy też przecież są aktywni, ale nie tak bardzo jak będą ci następni. Więc na pewno będzie to wyglądało inaczej. Bo jeżeli ktoś już ma ten nawyk wychodzenia z domu i uczestnictwa w wydarzeniach plenerowych, w wydarzeniach kulturalnych, to będzie to robił także za 10-15 lat.

Więc tych potencjalnych odbiorców będzie znacznie więcej i oni będą mieć też zupełnie inne oczekiwania niż dzisiejsi seniorzy. Będą też bardziej swobodnie czuć się w ofercie instytucji kultury. Musimy trochę zaprojektować ten świat z myślą o pokoleniach roczników siedemdziesiątych już teraz.

Na koniec jeszcze zapytam Pana w kontekście tego, o czym rozmawiamy: będzie w Szczecinie dobrze czy źle? 

Miasta są bardziej odporne niż się nam wydaje i o ile nie następuje znaczący kryzys ekonomiczny związany z upadkiem całej gałęzi przemysłu albo z zapaścią sektora finansów publicznych, to zwykle sobie dają radę. Nawet jeżeli to zajmuje kilkanaście lat, żeby podbudować swoją pozycję. 

Kiedy myślimy o tym, jak wyglądał Szczecin w 2002, czy 2004, czy 2005 roku i widzimy, jak wygląda Szczecin dzisiaj, to łatwiej nam to zrozumieć.

Sytuacja ekonomiczna, społeczna i funkcja miasta była wtedy zupełnie inna, byliśmy w gorszej sytuacji niż jesteśmy teraz. 

To nie znaczy, że wszystkie miasta będą się tylko i wyłącznie rozwijały i wszystkie będzie spotykał postęp, bo nie może się tak wydarzyć z wielu powodów.

Po pierwsze, pula populacji jest ograniczona i jest to niemożliwe, żeby wszystkie miasta przyrastały w liczbę ludności, bo skądś ta liczba ludności musi się wziąć. 

Po drugie, wszystkie miasta przeżywają swoje okresy wzlotów i upadków. I paradoksalnie często te wzloty nie są związane z obiektywną sytuacją – kondycją gospodarki czy demografią lub innymi, twardymi zasobami. Wielokrotnie ma to związek z zasobami miękkimi –  uporem mieszkańców i osób odpowiedzialnych za miasto. Aktywnością, pomysłowością, innowacyjnością.

Oczywiście nie da się wszystkiego załatwić zapałem i pomysłem, ale zwłaszcza w czasach trudnych, inicjatywy oddolne są potrzebne. Miasto powinno też zapobiegać “zwijaniu” tego, co działa dobrze i skupić się na rozwijaniu dziedzin z potencjałem. Żeby po sobie pozostawić rzeczywistość w lepszym stanie

Dr hab. Maciej Kowalewski, prof. US – dyrektor Instytutu Socjologii Uniwersytetu Szczecińskiego. Od 2022 roku jest kierownikiem UNESCO Chair for Social Sustainability na Uniwersytecie Szczecińskim. Zajmuje się badaniami miast, polityką protestu i kulturą miejską. Jego zespół kierował tworzeniem dokumentu “Energia Szczecińskiej Kultury”, który był diagnozą sektora kultury w Szczecinie i został opublikowany w 2019 roku. Autor i współautor trzech książek, kilkudziesięciu artykułów w czasopismach naukowych. Członek Komitetu Socjologii PAN w kadencji 2024-2027. Jest członkiem rady programowej Narodowego Centrum Kultury w kadencji 2024-2028.