„Szacuje się, że w mieście może być nawet 3 miliony metrów kwadratowych chodników. Część nie należy do miasta, ale i bez tego budżet zimowego oczyszczania musiałby urosnąć wielokrotnie. I z czegoś musielibyśmy zrezygnować” – pisze prezydent Szczecina Piotr Krzystek.

Lodowisko zamiast chodników na Placu Rodła, Placu Grunwaldzkim, ulicy Wyszyńskiego, Rynku Nowym. Chodniki przy ulicy Łabędziej, Rayskiego, w okolicach pętli na Pomorzanach, alei Wojska Polskiego. To tylko niewielki fragment Szczecina, po którym piesi nie są w stanie normalnie przejść.

I choć mija tydzień, od kiedy miasto nawiedziły marznące opady deszczu a chodniki zamieniły się w lodowiska, problem nie jest rozwiązany. 

„Nie ma dnia, gdy na ulicach nie pracowałyby ekipy interwencyjne ZDiTM. Jednak ze względu na skalę, proces trwa” – próbuje tłumaczyć prezydent Szczecina Piotr Krzystek. Wpis opatrzył zdjęciami, na których widać posypane piaskiem chodniki przy ul. Piłsudskiego czy zjazd dla wózków przy ul. Wyszyńskiego. W stałym utrzymaniu Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego jest prawie 365 tysięcy m kw. chodników i dróg rowerowych.

Argumenty Piotra Krzystka nie przekonały jednak komentujących Szczecinian, którzy mają dość obecnej sytuacji w mieście.

„Pewnie, że taniej przeczekać do plusowych temperatur. Szkoda, że nie każdy jest sprawny i daje radę na tym lodogryfie. Miasto powinno stanąć na wysokości zadania”. „Kompromitacja i wstyd szanowny panie prezydencie. Taktyka na przeczekanie i pełna degrengolada”. „To już nawet nie jest śmieszne”. „Proszę wysłać kogoś na Dworzec Główny, zejście ze schodów od strony Słowianina grozi śmiercią” – czytamy wpisy poirytowanych Szczecinian.

Czekamy na odpowiedzi ze strony magistratu, ile pieniędzy w budżecie przeznaczonych jest na odśnieżanie dróg i chodników należących do miastam oraz ile zostało już wydanych.