Przez blisko pół wieku kilka pokoleń Szczecinian kupowało ubrania w sklepie „Junior&Senior” na Placu Żołnierza Polskiego. Po raz ostatni głośno zrobiło się o nim w grudniu gdy ogłoszono, że zostanie zlikwidowany. Media społecznościowe wypełniły wspomnienia mieszkańców z zakupów w tym miejscu i modzie sprzed lat.
Dla nastolatków i mężczyzn
Otwarty w 1978 roku sklep Powszechnej Spółdzielni Spożywców Społem w Szczecinie oferował wyłącznie odzież męską - garnitury, marynarki, swetry, kurtki, spodnie, płaszcze oraz różnego rodzaju dodatki od zegarków przez spinki do koszul po parasole.
- To nie były masowo produkowane ubrania jednorazowego użytku, ale dobrej jakości odzież od głównie polskich producentów. Jako Powszechna Spółdzielnia Spożywców Społem w Szczecinie mieli jeden sklep z taką ofertą - mówi wiceprezes ds. handlu w szczecińskim PSS Społem Mariusz Gadomski.
W innych Spółdzielniach Społem sytuacja wygląda różnie - są takie, które w swojej ofercie w ogóle nie miały lub nie mają takich sklepów. Szczeciński „Junior&Senior” oferował także dodatkowe usługi doradztwa oraz poprawki krawieckie.
- Rodzice zabierali mnie do tego sklepu, gdy byłem nastolatkiem. Potem zrobiłem sobie dłuższą przerwę i wróciłem na początku XXI wieku. W „Juniorze” kupowało się koszulki i koszule, a w „Seniorze” głównie kurtki, koszule i spodnie, które były naprawdę świetnie skrojone - opowiada nam pan Marek. - To były naprawdę dobre jakościowo ubrania, klasyczne, dobrze zrobione. Fakt, droższe niż w sieciówkach, ale lepsze.
Wzór produkcyjny odzieży przedstawiający spodnie młodzieżowe, widać na nich dodatki w postaci guzików i nitów, których często brakowało na spodniach szytych w PRL-u - APSz, ZPO „Odra” w Szczecinie, sygn. 152.
Do bycia modnym potrzebne były albo znajomości, albo dolary
Gdy „Junior&Senior” pojawił się na szczecińskiej mapie odzieżowej, w mieście działało raptem kilka sklepów, w których nastolatkowie mogli kupić ubrania w zachodnim stylu. Wówczas pożądany był jeden materiał - dżins. I to najlepiej taki, który się ścierał.
- W Pewexie za 7 dolarów można było kupić najtańsze ścieralne dżinsy, którymi były włoskie Rifle. W tego typu spodniach bawełna była farbowana barwnikiem indygo, który po prostu schodził w czasie prania - opowiada pan Marek.
Ale nie każdy mógł sobie pozwolić na zakupy w Pewexie. Do tego były bowiem potrzebne dolary.
Wzór produkcyjny odzieży przedstawiający spodnie młodzieżowe męskie - APSz, ZPO „Odra” w Szczecinie, sygn. 151.
- W połowie lat 70. jeden dolar kosztował nieco ponad 3 złote. Wtedy nie było kantorów i swobodnej wymiany walut. A dolary można było dostać na dwa sposoby. Kiedy człowiek wyjeżdżał za granicę, dostawał niewielką kwotę w ramach książeczki walutowej.
Drugim, nielegalnym sposobem było kupienie zielonych banknotów od… cinkciarzy. – Stali po bramach w centrum i mieli bardzo dużą przebitkę – słyszymy.
Najchętniej „dyżurowali” niedaleko banków, drogich hoteli, w których bywali obcokrajowcy zza żelaznej kurtyny, dworca, lokali gastronomicznych.
Znak towarowy ZPO „Odra” w Szczecinie obowiązujący od 1966 r. - APSz, ZPO „Odra” w Szczecinie, sygn. 155.
Oczywiście, można ich było dostrzec także opodal Peweksu czy Baltony. Walutę proponowali również w rejonie targowisk – w przypadku Szczecina był to Turzyn. Jak wspominają starsi mieszkańcy, w tamtych latach handlowali wszyscy i wszystkim.
„Odra” prezentuje polskie „arizony”
Rifle, z czasem Wranglery i Montany były z jednej strony pożądane, ale z drugiej - trudno dostępne. Czasem można było je dostać na wspomnianym już targowisku, ale i tutaj kosztowały swoje.
Na pomoc nastolatkom spragnionym zachodniej mody przyszła „Odra”. To w szczecińskich zakładach odzieżowych produkowano najpopularniejsze dżinsy w Polsce - „arizony”.
- Nie było dostępu do zachodnich tkanin, brakowało odpowiednich barwników i technologii, więc nie do końca wyglądały jak te z zachodu. Ale i tak były wielkim hitem - opowiada nam pani Maria, maszyniarka z „Odry”. - Szyliśmy spodnie z polskiej tkaniny zwanej potocznie „arizoną” (bawełna z dodatkiem sztucznego włókna).
Choć popularne, miały jedną wadę - nie wycierały się. A jak słyszymy, to o to chodziło w ówczesnej modzie. Dodatkowo nie miały oryginalnego, ciemnoniebieskiego koloru, tylko zielony, beżowy lub czarny. - Nawet pumeks nie dawał sobie z nimi rady - wtrąca pan Marek.
Wzór produkcyjny odzieży przedstawiający kombinezon dwuczęściowy, szyty na podobieństwo odzieży roboczej - APSz, ZPO „Odra” w Szczecinie, sygn. 153.
Na „teksasy” już działała szczotka ryżowa
- Z czasem bardzo popularne stały się „teksasy”, które bardzo mocno farbowały, ale można było już je wycierać domowymi sposobami. Jedną z metod było szorowanie ryżową szczotką lub pumeksem - opowiada pani Maria. - Zdecydowana większość produkcji szła na eksport, głównie do ZSRR. Trafiały tam całe komplety złożone z dżinsowych spodni i bluz.
- Pamiętam te jednolite kolorystycznie komplety – granatowe lub jasnoniebieskie. Spodnie z prostą nogawką i bluzy koszulowe, które na plecach miały wyhaftowane kwiaty - wspomina pan Marek.
Wzór produkcyjny odzieży przedstawiający modne wówczas spodnie ogrodniczki, wprowadzone z odzieży roboczej - APSz, ZPO „Odra” w Szczecinie, sygn. 153.
W okolicach „Odry” i sklepu ”Junior” działał jeszcze jeden sklep, do którego ustawiały się kolejki młodzieży. W „Nastolatku” przy alei Niepodległości można było kupić spodnie z legnickiej fabryki „Elpo”. Uszyte z błękitnego płótna żeglarskiego, bez obrobionych nogawek, z miejsca stały się popularne.
W latach 80. miejsce „arizon” i „teksasów” zajęły „marmurki”, czyli spodnie szyte z powycieranej, wybielonej tkaniny.
Wzór produkcyjny odzieży przedstawiający spodnie młodzieżowe damskie - APSz, ZPO „Odra” w Szczecinie, sygn. 151.
Komentarze