– Wchodziło się od strony ulicy Tkackiej. Na najwyższym piętrze budynku był niewielki pokoik z kamerami. Historia szczecińskiej telewizji zaczęła się na 30 metrach kwadratowych – wspomina Teresa Modelska, nestorka szczecińskiego dziennikarstwa.
„Gimnastyka dla Pań” i „Kramik z Muzami” w pomieszczeniu przypominającym saunę
Kamery były przemysłowe, a wiszące nad głowami reflektory żarowe sprawiały, że w pomieszczeniu szybko robiło się gorąco jak w saunie. W takich warunkach, na początku lat 60. XX wieku, powstawały pierwsze audycje. Wszystkie realizowano „na żywo”.
„Program publicystyczny nosił tytuł Gość kamer, ponadto na antenie mówiono o sprawach społecznych, gospodarce, sporcie. Wyróżniały się audycje: Gimnastyka dla Pań [Gesundheit nach Noten, program telewizji NRD – red.] jak również Kramik z Muzami o tematyce kulturalnej” – wyliczał dr hab. Sławomir Iwasiów w artykule na łamach Przeglądu Zachodniopomorskiego z 2020 roku („Szczeciński ośrodek telewizyjny w latach 60. XX wieku. Estetyka i polityka”).
Inne przykłady programów? Emitowano poradnik dla widzów, jak obsługiwać telewizor – „Skrzynka techniczna”, a w cyklu „Z bocianiego gniazda” zajmowano się lokalnymi tematami. Z uwagi na brak telełączy, niektóre szczecińskie programy przeznaczone dla ogólnopolskiego odbiorcy były nadawane z Poznania, Gdańska, a nawet Rostocku.
„Wicek Marynarzyk” był szczecińską odpowiedzią na „Gąskę Balbinkę”
Dzieci ze Szczecina mogły oglądać nie tylko pierwsze wieczorynki przygotowywane w Warszawie, jak „Miś z okienka” czy „Gąska Balbinka”, ale też program realizowany specjalnie dla nich na Tkackiej – przygody „Wicka Marynarzyka”.
Głównego bohatera, czyli lalkę z mrugającymi oczami, zaprojektował Zbigniew Burkacki – scenograf Teatru Lalek „Pleciuga”. Wykonała ją Beata Furdel. Wicka animował ukryty za zasłonką Juliusz Kornacki, a głos użyczała mu Dagny Koczorowska – oboje byli aktorami „Pleciugi”, a prywatnie małżeństwem.
Ekranowym partnerem piegowatego Wicka został wujek Marian, w którego rolę wcielał się Marian Syganiec, pierwszy kierownik programowy Doświadczalnego Ośrodka Telewizyjnego w Szczecinie. Całość realizowała Alicja Maciejowska.
– „Wicek Marynarzyk” był wtedy jednym z najpopularniejszych programów szczecińskiej telewizji. Dowodem na to, że przy zaangażowaniu i pasji można realizować intersujące, ambitne audycje, bez względu na trudności techniczne związane z małą przestrzenią czy niedoborami sprzętu – podkreśla Teresa Modelska.
Na antenie pojawiały się również programy artystyczne. Jednym z pierwszych był wieczór poetycki, podczas którego aktorzy czytali wiersze Juliana Przybosia, Antoniego Słonimskiego, Mieczysława Jastruna i innych autorów.
„Mimo ciasnoty, mimo trudnych warunków lokalowych TV Szczecin coraz bardziej się rozwija. Przykładem tego była ostatnio ciekawa inscenizacja pt. Ślady wśród liści w opracowaniu i reżyserii Jana Maciejowskiego” – relacjonował „Głos Szczeciński” w wydaniu z 2 grudnia 1960 roku.
„Z dziecięcą ciekawością wsadziłem głowę przed kamerę i… znalazłem się na antenie”
Mała powierzchnia studia nie była jedynym wyzwaniem. Twórcy pierwszych szczecińskich programów musieli często mierzyć się z problemami, które nawet nie przyszłyby na myśl współczesnym realizatorom.
„Trudność polegała na tym, że obie kamery przemysłowe nie miały wizjerów. Operator ustawiał na ślepo kamerę przed obiektem, który miał pokazać, a obraz sprawdzał na monitorze kontrolnym, zainstalowanym na przystosowanym do tego celu wózku popychanym przez inspicjenta” – opisywał po latach Andrzej Androchowicz, prowadzący i twórca wielu programów oraz filmów dokumentalnych, w wydanej na 50-lecie szczecińskiego dziennikarstwa książce „Słowem i piórem”.
Wspomnienia o pionierskich czasach telewizji chroni dziś przed zapomnieniem jego syn – również Andrzej. Publikuje merytorycznie opracowane artykuły na stronie pomeranica.pl, czyli w Encyklopedii Pomorza Zachodniego.
– W studiu przy ulicy Tkackiej byłem bodaj raz. Pamiętam, że z dziecięcą ciekawością wsadziłem głowę przed kamerę, żeby z bliska obejrzeć planszę ze zdjęciem portu i… znalazłem się na antenie. Szybko dostałem reprymendę – opowiada.
Do stworzenia sygnału dźwiękowego, który znają wszyscy szczecinianie, potrzebna była butelka taniego wina
Wspominana wcześniej plansza to jeden z symboli pierwszych lat szczecińskiej telewizji. Znajdowało się na niej zdjęcie wykonane przez Witolda Chromińskiego z jednego ze stoczniowych dźwigów. Była to panorama portu z dominującą bryłą elewatora „Ewa”.
Plansza pojawiała się na ekranach telewizorów wraz z charakterystycznym motywem muzycznym. Kompozycję Stanisława Modelskiego, w lekko zmodyfikowanej wersji, wciąż można usłyszeć w TVP Szczecin. Co ciekawe, oryginalny sygnał dźwiękowy został nagrany na dwóch waltorniach i… butelce po tanim winie J-23.
– Stasiowi Modelskiemu i Marianowi Woźniakiewiczowi czegoś brakowało w pierwszej wersji sygnału, próbowali dograć syrenę statku, ale nie brzmiało to dobrze. Przysłuchiwał się temu kierowca radiowego wozu transmisyjnego. Zaproponował, ze odegra syrenę na butelce po winie. Okazało się, ze w nagraniu zabrzmiało to oryginalniej niż prawdziwa syrena okrętowa – opowiada Grzegorz Jarmuła, pierwszy kierownik produkcji Doświadczalnego Ośrodka Telewizyjnego w Szczecinie.
Autor kompozycji muzycznej, która po 65 latach nadal stanowi znak rozpoznawczy szczecińskiej telewizji – Stanisław Modelski – był radiowcem, dziennikarzem oraz muzykiem. I mężem pani Teresy.
– Połączyła nas muzyka. Mąż przyjechał z Krakowa zarażony bakcylem jazzu, który przywiózł do Szczecina. Często gościliśmy na jazzowych spotkaniach w klubie usytuowanym w piwnicy „Odzieżowca”. Natomiast do studia telewizyjnego na ostatnim piętrze byłam wtedy tylko „dochodząca” – opowiada Teresa Modelska, która najpierw pracowała w radiu, a do telewizji przeniosła się nieco później, gdy studio mieściło się przy ówczesnej ul. Armii Czerwonej, czyli dzisiejszej ul. Monte Cassino.
Radiowcy byli bardzo mile widziani w powstającej telewizji
Taką drogę – z radia do telewizji – przeszła większość z najbardziej znanych postaci ówczesnej telewizji. Dzięki swojemu doświadczeniu przychodzili już przygotowani do pracy na antenie.
– Gdy skończyłam studia, zaczęłam szukać pracy. Miałam dobrą dykcję, bo moja mama reżyserowała spektakle amatorskiego teatru i angażowała nas często do nich egzekwując poprawność wymowy i przekazu tekstu. Wygrałam konkurs na spikerów i lektorów organizowany przez poznańską rozgłośnię. Z takim glejtem i licencjatem historii sztuki w kieszeni znalazłam ostatecznie pracę w szczecińskim radiu – opowiada o swoich dziennikarskich początkach Teresa Modelska,
Radiowcy byli bardzo mile widziani w powstającej telewizji, której pierwszym kierownikiem programowym został wspomniany wcześniej Marian Syganiec. Za Redakcję Publicystyki i Informacji odpowiadał Stefan Ciochoń, Redakcją Filmową zajmował się Bogusław Zyblewski.
W latach 1963-65 na czele ośrodka stał Tadeusz Kurek. To wówczas przeprowadzono pierwszą transmisję programu na odległość bez użycia wozu transmisyjnego z klubu EMPiK przy al. Wojska Polskiego, a na antenie zaczęły pojawiać się pierwsze audycje o tematyce niemieckiej, często realizowane we współpracy z TV NRD.
Reżyserem montażu był Bogdan Kondratt. Operatorami kamery Stefan Pleśnierowicz i Lech Rydliński, a operatorami filmowymi: Janusz Pietrzykowski, Aleksander Gonczarow, Konrad Kamiński, Witold Chromiński, Andrzej Kobyliński. Rolę spikerki pełniły Nina Mazgajska i Malwina Nowak.
Windę towarową obsługiwał pan Jasiu. Jeśli tylko był w stanie
Pionierów szczecińskiej telewizji można zobaczyć w filmie dokumentalnym pt. „Powtórki nie będzie”, którego pomysłodawcą była Teresa Modelska. Nestorka szczecińskiego dziennikarstwa ma 95 lat i wciąż dba, aby „stare telewizory”, jak mówi o kolegach z telewizyjnych czasów, regularnie się spotykały. A takie spotkania to okazja do wspomnień i anegdotek. Wśród tych utrwalonych na wspólnie zrealizowanym filmie są również opowieści ze studia przy ul. Tkackiej.
– Studio mieściło się na najwyższym piętrze. Była tam winda towarowa, którą dowodził pan Jasiu. Tylko przeważnie był… nietrzeźwy. Najczęściej wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowaliśmy. Kończyło się tak, że trzeba było ciężkie rzeczy targać po schodach. Zazwyczaj pięć minut przed emisją – wspominał Grzegorz Jarmuła.
To był wtedy najwyższy budynek w Szczecinie
Szczecińska telewizja zainaugurowała działalność 27 kwietnia 1960 roku. Nadawała wówczas trzy dni w tygodniu. Program zaczynał się około 18:00 i trwał cztery godziny. Prace nad uruchomieniem Doświadczalnego Ośrodka Telewizyjnego zaczęły się już 5 lat wcześniej.
To wtedy grupa inżynierów-zapaleńców, na czele ze wspomnianym wcześniej Jerzym Fedorowskim, rozpoczęła budowę nadajnika telewizyjnego według własnego pomysłu. Pomagali im członkowie Towarzystwa Miłośników Telewizji, którzy walczyli z ówczesnymi władzami miasta o lokal i sprzęt niezbędny do uruchomienia ośrodka.
Do realizacji projektu wybrano gmach domu towarowego przy ul. Tkackiej, gdyż był to wówczas najwyższy budynek w Szczecinie. Najlepsze miejsce, żeby umocować na dachu antenę.
Na początku docierali do nielicznych właścicieli telewizorów
Nadajnik o mocy 1 kW nie dawał dużych możliwości. „Zasięg programów obejmował zaledwie obszar Szczecina, a jego odbiór pozostawiał wiele do życzenia. Nieliczni właściciele telewizorów mieli jeszcze wprawdzie możliwość odbioru programów z NRD, ale nie o to przecież im chodziło” – wspominał Andrzej Androchowicz w książce „Słowem i piórem”.
Warunki techniczne z czasem się poprawiały. Telewizja przeniosła się w 1965 roku do willi przy dzisiejszej ul. Monte Cassino, w której udało się zmieścić większe studio, rozbudowane zaplecze techniczne oraz powiększające się grono dziennikarzy.
W 1980 roku oddano do użytku wieżowiec przy ul. Niedziałkowskiego 24, w którym pomieściły się redakcje radiowe i telewizyjne, zaplecze administracyjne, baza filmowa, sala kinowa oraz nowoczesne studio radiowe. Od 1996 roku programy telewizyjne są nadawane z budynku postawionego tuż obok wieżowca.
W zeszłym roku szczecińska telewizja obchodziła 65. urodziny.
Budynek „Odzieżowca” został właśnie zlicytowany przez syndyka. Jak informuje szczecińska „Gazeta Wyborcza”, nowym właścicielem jest litewska grupa handlowa Maxima, znana w Polsce z prowadzenia sklepów sieci „Stokrotka”.
Komentarze