– Dla nas to jest niezrozumiałe – mówi poszkodowana kobieta, która została pogryziona i straciła psa. – Ja nie jestem w stanie pozbierać się po tym wszystkim, fizycznie czuję się lepiej, rany się goją, ale psychicznie jest fatalnie. Boję się chodzić sama na spacery, boję się, że sytuacja może się powtórzyć – mówi. Kobieta oczekiwała, że agresywny pies zostanie zabezpieczony przez policję, aby nie dochodziło do kolejnych tragedii. Specjaliści rozkładają ręce: nie ma narzędzi w polskim prawie, które pozwoliłyby odebrać psa w takich sytuacjach.
„Jaką mamy gwarancję, że nie dojdzie do kolejnej takiej sytuacji?”
Przypomnijmy: pies rasy kangal jeszcze pod koniec kwietnia zagryzł w Puszczy Bukowej w okolicy Płoni yorka, a trzy tygodnie później zaatakował kobietę, która wyszła z psami na spacer. Jej pies, Abi, został zagryziony, ale kangal najpierw rzucił się na nią. Sprawę opisywaliśmy na portalu wSzczecinie.pl – oba zdarzenia zostały zgłoszone na policję. Zagryzienie psów jest rozpatrywane jako wykroczenie, pogryzienie człowieka – jako przestępstwo. Zarzuty dotyczą narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz spowodowania uszczerbku na zdrowiu.
– Osobie tej przedstawiono zarzuty, osoba ta przyznała się do winy – mówi st. sierż. Nikola Podzińska z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie. Jak podkreślała już wcześniej: policja nie ma narzędzi, aby automatycznie odebrać psa lub skierować go na obserwację. Właściciel został jedynie zobowiązany przez policję, aby prowadzić psa na smyczy i w kagańcu.
– Postępowanie w takich przypadkach zależy od stanu epizootycznego zwierzęcia – mówi Maciej Prost, Zachodniopomorski Wojewódzki Lekarz Weterynarii. Jak tłumaczy, zawsze o fakcie pogryzienia musi być powiadomiony Powiatowy Lekarz Weterynarii, który m.in. analizuje historię obowiązkowych szczepień przeciwko wściekliźnie.
Według informacji, jakie przekazała redakcji policja, pies z Płoni ma wymagane szczepienia. – Jeśli procedura jest zachowana, pies jest szczepiony co roku, a województwo jest dodatkowo wolne od wścieklizny, zwykle nie ma podstaw, aby skierować psa na obserwację pod tym kątem – dodaje lekarz.
Taka obserwacja może wyglądać różnie: także w ten sposób, że to właściciel doprowadza psa do wskazanego weterynarza. Gdyby okazało się, że podejrzenie wścieklizny jest prawdopodobne, zwierzę jest poddawane eutanazji w celu pobrania tkanek do badań laboratoryjnych, a osoba pogryziona musi się poddać szczepieniom. Maciej Prost podkreśla, że takiej sytuacji w regionie nie było od lat.
– Jeśli wykluczamy wściekliznę, mamy też możliwość działania w zakresie Ustawy o ochronie zwierząt, a dokładnie artykułu 6., który mówi o zakazie zabijania i znęcania się nad zwierzętami. Ten artykuł ma jeden wyjątek: kiedy zwierzę stanowi zagrożenie dla otoczenia i nie można tego zmienić np. pracą z behawiorystą. Wówczas zwierzę można poddać eutanazji. Tu decyzję o eutanazji podejmują właściciel oraz lekarz weterynarii – tłumaczy.
W sprawie psa z Płoni policja kontaktowała się także ze szczecińskim TOZ-em.
– TOZ Szczecin przyjmuje głównie psy odebrane podczas interwencji, np. ze złych warunków bytowania, nieleczone lub takie, nad którymi znęcał się ich właściciel. Przebywają u nas również psy w trakcie leczenia. Nie prowadzimy natomiast i nigdy nie prowadziliśmy obserwacji psów w kierunku agresji lub wścieklizny – mówi Radosław Jączek, wiceprezes Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce, oddziału w Szczecinie.
Jak dodaje, obserwacja psa agresywnego powinna być prowadzona przez specjalistów, biegłych sądowych z zakresu behawiorystyki lub zoopsychologii. – Z naszych informacji wynika, że jedynym podmiotem mogącym przeprowadzić obserwację psa agresywnego jest Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Szczecinie. Należy jednak zaznaczyć, że schronisko nie ma wynikającego z przepisów prawa obowiązku przyjęcia takiego psa – dodaje.
Maciej Prost o sytuacji z Płoni mówi bez ogródek: – Uważam, że dla bezpieczeństwa wszystkich, ten pies powinien być skierowany na obserwację behawioralną. Możliwość podjęcia takich decyzji mają organa ścigania. Ten pies zagryzł dwa inne psy, pogryzł człowieka. Szczerze? Gdyby to był mój pies, zdecydowałbym o eutanazji. Jaką mamy gwarancję, że nie dojdzie do kolejnej takiej sytuacji? – pyta.
Patowa sytuacja w sąsiednim regionie: nikt nie chce psów, które zagryzły człowieka
Praktyka pokazuje jednak, że nie jest to takie proste. Sprawdziliśmy, co stało się z psami z Raculi z głośnej sprawy z województwa lubuskiego: tam w październiku ubiegłego roku trzy owczarki belgijskie zaatakowały i dotkliwie pogryzły kierowcę tira, który zatrzymał się na odpoczynek i poszedł do pobliskiego lasu na spacer. Mężczyzna zmarł wskutek odniesionych obrażeń.
– Od początku byliśmy w patowej sytuacji – przyznaje Ewa Antonowicz, prokurator Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze. – Powiatowy Lekarz Weterynarii odmówił zajęcia się psami, dlatego zostały zabezpieczone przez nas i trafiły na obserwację behawioralną do ośrodka w Wielkopolsce. Proszę przy tym pamiętać, że my nie prowadzimy postępowania w sprawie psów, tylko postępowanie co do ludzi. Jednak mieliśmy świadomośc, że mieszkańcy się po prostu boją – mówi.
Prokuratura uznała, że doszło w tym przypadku również do znęcania się nad psami: w takich sytuacjach można orzec w wyroku przepadek zwierząt. – To jednak nie oznacza władztwa i tego, że my możemy zdecydować o ich losie – tłumaczy prokurator. Psy, jeśli tracą właściciela, stają się własnością gminy. Obecnie trwa przepychanka na pisma pomiędzy prokuraturą a urzędnikami z Zielonej Góry, ponieważ ci nie chcą przyjąć psów z taką historią do miejskiego schroniska. W tym momencie za pobyt psów w ośrodku w Wielkopolsce nadal płaci prokuratura.
O zmianę przepisów walczy Justyna Oleś-Bernacka, inicjatorka obywatelskiej akcji Stop Agresji Psów. – W Polsce nie ma możliwości odebrania psa, który stwarza zagrożenie i ma na koncie udokumentowane ataki. To ewenement prawny w skali Europy – mówi. Raport przygotowany w ramach akcji zwraca uwagę na to, że psy, odpowiedzialne za śmierć ludzi i które zostały uznane przez biegłych sądowych za stwarzające zagrożenie – wracają do właścicieli lub trafiają do nowych domów. – Bez procedur, bez żadnego nadzoru. Taki pies trafia często w nowe miejsce i można powiedzieć, że ma czystą kartę – mówi.
Podkreśla również, że w całej Polsce dochodzi do wielu zagryzień psów. Nikt nie prowadzi statystyk takich zdarzeń. – To dramaty właścicieli, a prawo uznaje to za wykroczenie, które kończy się zwykle mandatem wysokości 500 zł. Mało kto ma siły i środki, żeby walczyć o sprawiedliwość przed sądem cywilnym – mówi.
Potrzebne konkretne zmiany w prawie
Justyna Oleś-Bernacka domaga się konkretnych zmian w ustawie o ochronie zwierząt. – Wystarczą dwa zapisy w obowiązującej ustawie, aby znacząco poprawić bezpieczeństwo – uważa.
To, jak czytamy na stronie stopagresjipsow.pl, dodanie zapisu „pozwalającego na usuwanie osobników skrajnie niebezpiecznych” oraz możliwość odebrania psa, który „wskutek zaniedbania behawioralnego i braku socjalizacji stwarza zagrożenie dla siebie i otoczenia”. Pierwsza propozycja to nic innego, jak możliwość uśpienia agresywnych psów, szczególnie tych z historią śmiertelnego ataku – jak podkreśla inicjatorka akcji – w oparciu o opinię biegłego lub lekarza weterynarii.
O potrzebie zmian w prawie mówi też Radosław Jączek ze szczecińskiego TOZ-u. – W pełni rozumiemy oczekiwanie społeczne dotyczące zabezpieczenia psa w sytuacji, w której niestety dwa psy straciły życie, a człowiek został pogryziony – mówi odnosząc się do sytuacji z Płoni. – W naszej ocenie stanowi to pewną lukę w przepisach, która w podobnych sytuacjach może skutkować dojściem do kolejnych tragedii. Każdorazowo organ ścigania powinien dokonać porozumienia z podmiotem przeprowadzającym specjalistyczną obserwację i sporządzającym opinię w sprawie. Innymi słowy ustalana jest wysokość wynagrodzenia za przeprowadzane obserwacje, testy behawioralne i za sporządzoną opinię biegłych. Powinno się zatem wypracować takie zmiany legislacyjne, które wprost będą stanowić o sposobie działania w przypadku psów agresywnych – mówi.
Ma też ważny apel do wszystkich opiekunów psów. – Podejmujmy decyzję o przygarnięciu psa świadomie i odpowiedzialnie. Realnie i rzetelnie oceńmy swoje możliwości. Przygarniając psa konkretnej rasy, weźmy pod uwagę jej specyfikę. Jeśli u naszego podopiecznego pojawiają się problemy behawioralne – reagujmy od razu, zwróćmy się o pomoc do specjalisty, nim sytuacja ulegnie eskalacji. I pamiętajmy o jednej, bardzo ważnej rzeczy – zwierzę nigdy nie jest winne, winny jest człowiek – podsumowuje.
Komentarze