Komisariat Policji Szczecin Dąbie otrzymał dwa zgłoszenia dotyczące ataków agresywnego psa – ustalił portal wSzczecinie.pl. Pierwsze jeszcze w kwietniu, drugie w tym tygodniu. Oba zdarzenia zakończyły się tragicznie: nie żyją dwa psy, jedna z właścicielek została pogryziona.
Pies zagryzł psa. Policja: to wykroczenie
– Jesteśmy zdruzgotani, to były sekundy, nic nie mogliśmy zrobić, nie możemy dojść do siebie po tym, co się stało – mówi nam jedna z poszkodowanych osób. Była razem ze swoim partnerem i jego psem, 12-letnim yorkiem o imieniu Flash, na spacerze w Puszczy Bukowej w okolicy Płoni. – Nagle zobaczyliśmy, że z naprzeciwka jedzie mężczyzna na quadzie i ma przypiętego dużego psa, wzięliśmy od razu naszego także na smycz. Niestety przy mijaniu tamten pies rzucił się na naszego… – opowiada kobieta. – Siedziałam nad nim i krzyczałam z rozpaczy. Tamten mężczyzna nie pomógł, odjechał. Nieśliśmy psa 3 km do auta, weterynarz mógł już tylko stwierdzić zgon. Nie umiemy się z tym pogodzić – mówi.
Sprawę kolejnego dnia zgłosili na policję. – Początkowo nie mieliśmy takiego zamiaru, ale pomyślałam, że trzeba to zrobić, bo być może nie jest to pierwsza taka sytuacja. Dzięki mediom społecznościowym udało się ustalić właściciela psa, podałam jego dane od razu policji – dodaje.
Zgłoszenie potwierdza asp. Paweł Pankau z Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie. – Zdarzenie na terenie Puszczy Bukowej, na podstawie ustalonych wówczas okoliczności, zostało zakwalifikowane jako wykroczenie. Materiały w tej sprawie przekazano zgodnie z właściwością miejscową do Komendy Powiatowej Policji w Gryfinie, celem dalszego procedowania – mówi.
Abi stanął w obronie swojej opiekunki, policja ustala fakty
Na tym się jednak nie skończyło. Doszło do kolejnej tragedii z udziałem tego samego zwierzęcia: zabił kolejnego psa i pogryzł właścicielkę. Wszystko wydarzyło się 12 maja przed południem, również na terenie Puszczy Bukowej, tuż przy Płoni, gdzie mieszka poszkodowana kobieta. Zgodziła się z nami porozmawiać.
– Poszłam z dwoma moimi psami na spacer do lasu. Oba były na smyczy. Nagle zobaczyłam, że na quadzie jedzie nasz sąsiad z osiedla i ma przypiętego psa. To pies rasy kangal, od dawna zachowuje się agresywnie, dlatego zatrzymałam się na ich widok. On zwolnił i wyminął nas w dużej odległości za drzewami. Po chwili usłyszałam jak właściciel krzyczy. Obejrzałam się, a ten pies, kolos, który waży jakieś 70 kilo, biegnie w moją stronę. Nawet nie było czasu myśleć, zeszłam na pobocze, a on po chwili gruchnął we mnie w pełnym pędzie. Nie pamiętam dokładnie tego momentu, wydaje mi się, że straciłam przytomność na chwilę, po chwili poczułam ogromny ból i szarpanie – opowiada. Jak mówi, pies gryzł ją głównie w okolicy biodra. – Na szczęście było zimno i miałam długą kurtkę, to trochę zamortyzowało jego siłę. Jednocześnie mój Abi bardzo zaczął szczekać, stanął w mojej obronie, mimo że to szpic miniaturowy, ważył ledwie trzy kilogramy. Nagle pies mnie zostawił, bałam się, że zaatakuje mnie teraz w okolice głowy, więc mocno się skuliłam. A on rzucił się na Abiego. Majtał nim jak chorągiewką, ja krzyczałam z bólu i strachu. Właściciel pojawił się, kiedy Abi już nie żył. Ten mały piesek uratował mi życie – nie ma wątpliwości mieszkanka Płoni.
Sprawę zgłosiła na policję. Asp. Paweł Pankau tłumaczy, że obecnie „prowadzone są czynności mające na celu wyjaśnienie okoliczności zdarzenia”. – Ostateczna kwalifikacja prawna zostanie dokonana po analizie całości zgromadzonego materiału – mówi.
Obie kobiety zastanawiają się, dlaczego policja nie podjęła bardziej radykalnych kroków już po pierwszym zagryzieniu. – Policja podejmowała czynności właściwe dla tego rodzaju sprawy, w granicach obowiązujących przepisów oraz adekwatnie do zgromadzonego na tamtym etapie materiału. Każde kolejne zdarzenie lub ujawnienie nowych okoliczności podlega odrębnej ocenie prawnej i może skutkować podjęciem dalszych czynności – mówi Paweł Pankau.
Właściciele zagryzionych psów podejrzewają, że podobnych sytuacji mogło być więcej, tyle że nie były zgłaszane na policję. – Ten sam pies dwa lata temu pogryzł dziecko. Skończyło się na szwach, ale ojciec nie zgłosił tego nigdzie. Znamy się, rozmawiałam z nim teraz, przepraszał mnie. Mówił, że gdyby wtedy poszedł na policję, dziś nie doszłoby do kolejnych tragedii – mówi opiekunka Abiego.
Kobiecie trudno opowiadać o całym zdarzeniu. – Co sobie pomyślę o tym, to łzy same płyną. W listopadzie byłyby trzy lata odkąd go mamy. Rano zawsze wskakiwał mi na kolana i czekał, aż wypiję kawę, spał ze mną. Przychodzi wieczór, a ja nie umiem sobie znaleźć miejsca. Abciu, Abi, mały bohater… – mówi.
Do sprawy będziemy wracać.
Komentarze