Statystyki urodzeń w Polsce są bezlitosne. W 2025 roku odnotowano rekordowo niską liczbę urodzeń — około 238 tysięcy. Jednocześnie liczbę zgonów szacuje się na blisko 406 tysięcy. Podobna tendencja widoczna jest także na poziomie lokalnym. W samym Szczecinie w ubiegłym roku odnotowano 4612 urodzeń przy 5838 zgonach.

5838 zgonów, 4612 urodzeń i… to nie jest najgorszy wynik. W Sosnowcu rodzi się 500 dzieci, a umiera 2500 osób

Niż demograficzny przestaje być prognozą, staje się faktem i postępuje szybciej niż zakładano.

– To nie jest trend roczny, a długofalowy. I niestety będzie się on tylko pogłębiał. Niż demograficzny niesie za sobą duże skutki ekonomiczne, społeczne, kulturowe. Należałoby znaleźć systemowe rozwiązania, aby poprawić tę sytuację. Dlatego wspólna polityka prorodzinna jest tak ważna. W tym kontekście przykładowe rozwiązanie jak 800+ to za mało. Nie przyczynia się do postawy prokreacyjnej i decyzji o większej liczbie potomstwa. Tutaj potrzeba rozwiązań takich jak darmowe przedszkola czy większe zaangażowanie ojców. Wiele kobiet ze względu na karierę i bezpieczeństwo ekonomiczne decyduje się późno na dzieci albo wcale – zwraca uwagę dr Magdalena Lazarek-Janowska, pełnomocnik rektora ds. badań i współpracy Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.

Przyczyn spadku liczby urodzeń jest wiele. Składają się na nie zarówno kwestie finansowe i bytowe, jak i medyczne oraz społeczne. Eksperci zwracają uwagę, że obecnie brakuje kompleksowych rozwiązań, które realnie zachęcałyby młode osoby do zakładania rodzin.

– Podłoże ekonomiczne jest ważne. Po drugie, mówimy o stworzeniu warunków. Dzisiaj, mówiąc wprost, nie ma trendu na bycie rodzicem. Medialnie macierzyństwo nie jest atrakcyjne. Mamy także poważny problem socjologiczny, nie tylko z brakiem chęci bycia rodzicem, ale w ogóle bycia w związku – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie.

Zmieniają się również postawy społeczne i kulturowe. Coraz częściej decyzja o bezdzietności przestaje być tematem tabu, a staje się świadomym wyborem.

– W tej chwili mamy trend postawy neoliberalnej, indywidualistycznej, gdzie każdy decyduje o swoim życiu i chce je wykuć jak najbardziej „na bogato”. Możemy także zauważyć korelację – nie tylko u nas, ale w wielu krajach – że im społeczeństwo jest bogatsze i lepiej wyedukowane, tym spada dzietność. Czynnik „ja” w odniesieniu do perspektywy feministycznej jest bardzo ważny. Kobiety coraz odważniej mówią, że po prostu nie chcą mieć dzieci. Jeszcze kilka lat temu było to tabu, dziś staje się normalnością – mówi Bogna Czałczyńska, pełnomocniczka Kongresu Kobiet.

35 lat? Kiedyś późny wiek na macierzyństwo, dzisiaj standard

Niż demograficzny niesie ze sobą daleko idące konsekwencje systemowe. Od lat pojawiają się ostrzeżenia dotyczące przyszłej wydolności Narodowego Funduszu Zdrowia oraz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Coraz częściej mówi się również o ryzyku niewypłacalności systemu emerytalnego w perspektywie kilkunastu lat.

– System emerytalny opiera się na solidarności pokoleń. Jeśli przeniesiemy to na poziom jednostkowy i okaże się, że systemy emerytalny, ochrony zdrowia i inne powiązane mechanizmy będą niewydolne, konsekwencje odczuje każdy z nas. Musimy zastanowić się, jak się na to przygotować, by zachować jakość i komfort życia. Przy obecnym modelu finansowania świadczeń za kilka lat będą one tragicznie niewydolne – mówi dr Rafał Iwański, naukowiec w dziedzinie nauk społecznych.

– Konsekwencja dla systemu będzie taka, że im więcej osób starszych, tym większe zapotrzebowanie na opiekę. A osób, które mogłyby ją zapewnić, po prostu nie będzie. Ekonomiści mówili o problemach ZUS-u już w latach 80. – dodaje Michał Bulsa.

Dlaczego jeszcze kobiety rezygnują z macierzyństwa? Poza obawami o stabilność zatrudnienia i sytuację finansową coraz częściej wskazuje się również kwestie zdrowotne. Dotyczą one zarówno problemów z zajściem w ciążę, trudów samej ciąży, jak i potencjalnych komplikacji okołoporodowych. Dodatkowo niepokój budzą zapowiedzi likwidacji kolejnych oddziałów położniczych.

– Problem z zajściem w ciążę narasta wraz z wiekiem. Kiedyś 35 lat uznawano za bardzo późny wiek na macierzyństwo, dziś to norma. Nie zmienia to jednak faktu, że późna ciąża wiąże się z większym ryzykiem zdrowotnym. Jeśli chcemy bardziej zrównoważonego społeczeństwa, kobiety powinny decydować się na macierzyństwo wcześniej. Medycznie zazwyczaj nie ma przeciwwskazań, ale kobiety wskazują głównie na bariery ekonomiczne i mieszkaniowe – mówi Michał Bulsa.

Rozwiązania systemowe 

Istotnym elementem debaty pozostaje również sytuacja finansowa młodych dorosłych. Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów przeciwko posiadaniu dzieci jest brak możliwości utrzymania siebie i rodziny. Zdaniem wielu młodych osób obecne systemy wsparcia oraz poziom wynagrodzeń są niewystarczające.

– Istnieje mit, że nie stać nas na dzieci, choć nigdy nie byliśmy bogatsi. Historycznie żyjemy w bardzo dobrych warunkach. Ekonomicznie dziecko jest „nieopłacalne”, ale emocjonalnie bezcenne. Pojawiają się jednak pytania: czy zdecydować się na drugie dziecko, czy zmienić mieszkanie na większe, czy poświęcić czas na wychowanie, czy na rozwój zawodowy. Żyjemy w czasach, w których posiadanie dziecka wiąże się z dużymi nakładami finansowymi. Chcemy jak najlepiej zabezpieczyć przyszłość dzieci – mówi Rafał Iwański.

– Przede wszystkim musimy stworzyć jak najlepsze warunki dla tych, którzy się zdecydują. Kilkaset złotych wsparcia zmniejsza poziom ubóstwa, ale nie rozwiązuje problemu. Kobiety chcą czuć się bezpiecznie, również zawodowo, bez obaw, że ciąża oznacza utratę pracy. Należy zachęcać, ale nie zmuszać – podkreśla Michał Bulsa.

– Zmiany muszą mieć charakter systemowy i kompleksowy. Nie jesteśmy w stanie rozwiązywać problemów pojedynczo. To proces na lata, a czasu już nie mamy – system jest niewydolny dziś. W najbliższej przyszłości prawdopodobne jest wydłużenie wieku emerytalnego, bo po prostu nie będzie innego wyjścia – dodaje Magdalena Lazarek-Janowska.