– Moja babcia ma teczkę. Moja ciotka ma teczkę. Mój ojciec ma teczki, mój dziadek ma teczki. I ja mam też teczki – mówi Roman Czejarek.
A historia jego rodziny brzmi jak gotowy scenariusz filmowy.
Dziadek ze Śląska, Berlin i miłość w… piekarni
Rodzinna opowieść zaczyna się jeszcze przed II wojną światową. Dziadek Romana Czejarka pochodził ze Śląska. Wyjechał do Niemiec za pracą i zrobił tam akademicką karierę.
– Jest filologiem języków słowiańskich, pracuje na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie, na bardzo prestiżowej placówce. Ale ma fatalny rodowód, bo polski – opowiada Czejarek.
W Berlinie poznaje przyszłą żonę – Niemkę, sprzedającą bułki w piekarni. Kobieta jest już zaręczona z innym mężczyzną, ale romans z Polakiem zmienia wszystko. Gdy okazuje się, że jest w ciąży z dziadkiem Romana Czejarka, wychodzi za niego za mąż. Para dostaje mieszkanie służbowe. Wydaje się, że życie się układa. Do czasu.
Wojna, front i Berlin 1945
Wybuch wojny burzy wszystko. Dziadek zostaje siłą wcielony do niemieckiej armii, trafia na front, potem do niewoli, ale ostatecznie przeżywa. Wraca do Berlina.
– Babcia przeżywa 1945 rok w Berlinie. Kto zna trochę historii, wie, co to znaczy być Niemką w Berlinie w 1945 roku, w maju i czerwcu, kiedy stacjonowali tam Rosjanie – mówi Czejarek.
Po wojnie małżeństwo podejmuje decyzję o wyjeździe do Polski. Najbliższym dużym miastem jest Szczecin.
Szczecin: nowy początek i nagły koniec
W powojennym Szczecinie dziadek Romana Czejarka robi karierę. Zostaje szefem misji repatriacyjnej, ściąga Polaków zza świeżo ustanowionych granic. Później kieruje Zespołem Szkół Doskonalenia Zawodowego. Ale nagle jego życie kończy choroba.
– Babcia zostaje na lodzie. Polacy mówią: ty jesteś Niemką. My nie chcemy Niemców w Szczecinie, to jest teraz polski Szczecin. Wyjedź stąd.
Babcia wyjeżdża. Zabiera córkę. Syn zostaje po polskiej stronie. Zapada żelazna kurtyna i kontakt między rozdzieloną rodziną znika na dziesięciolecia.
Dwa życia po dwóch stronach granicy
Po niemieckiej stronie babcię przyjmuje dawny narzeczony. Proponuje nowe życie. Publicznie nie będą wspominać o dawnym polskim mężu.
Tymczasem w Polsce syn babci zakłada rodzinę. W Niemczech – jej córka. I w obu domach wydarza się coś, co po latach brzmi niemal metafizycznie.
Tradycją w rodzinie jest to, że pierwszy syn musi mieć na imię Roman. – Jest nas dwóch Romanów, po dwóch stron granicy. Różni nas parę miesięcy, bo rodzimy się prawie w tym samym czasie. A poznajemy się dopiero kilkadziesiąt lat później, bo te rodziny nie mogą się w żaden sposób połączyć, w żaden sposób spotkać. Więc to jest taka strasznie pokręcona historia – mówi Czejarek.
Archiwa IPN i rodzinne teczki
Prawdziwy wstrząs przychodzi jednak dopiero po latach, gdy Roman Czejarek – już jako reporter i autor książek historycznych – trafia do archiwów IPN.
– Wpisałem nazwisko Czejarek. I ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że są tam jakieś akta.
Są teczki babci, dziadka, ojca, ciotki. Są też jego własne. Byli agenci, wizyty w domu i rozmowy, które – jak się okazało – nie były prywatne.
– Byli podstawieni agenci, którzy przychodzili do naszego domu (...). Nagle się dowiedziałem, że (...) służba bezpieczeństwa ścigała moją babcię, mojego dziadka, że wiedzieli o nich więcej, niż ja do tej pory wiedziałem – opowiada Roman Czejarek.
Historia z drugim i trzecim dnem
Odkrycia nowych faktów sprawiły, że Roman Czejarek zaczął pisać książkę – najbardziej osobistą z dotychczasowych, bo dotyczącą własnej rodziny.
Nie wszystko chce ujawniać już teraz. Niektóre nazwiska oraz fakty – jak mówi – muszą jeszcze poczekać.
Już teraz wiadomo, że w losach jego rodziny jak w soczewce skupiają się trudna XX-wieczna, polsko-niemiecka i szczecińska historia.
Komentarze