Pochodzi ze Szczecina. Przez lata dał się poznać jako twarz Lata z Radiem i prezenter telewizyjny. Jest też autorem poczytnych książek o Szczecinie i Pomorzu Zachodnim. Ostatnio hitem stał się jego autorski podcast “Heweliusz. Prawdziwa historia”. Niewielu wie jednak, jak burzliwa jest historia rodziny Romana Czejarka: “Byli podstawieni agenci, którzy przychodzili do naszego domu (...). Nagle się dowiedziałem, że (...) służba bezpieczeństwa ścigała moją babcię, mojego dziadka, że wiedzieli o nich więcej, niż ja do tej pory wiedziałem.”

– Moja babcia ma teczkę. Moja ciotka ma teczkę. Mój ojciec ma teczki, mój dziadek ma teczki. I ja mam też teczki – mówi Roman Czejarek. 

A historia jego rodziny brzmi jak gotowy scenariusz filmowy.

Dziadek ze Śląska, Berlin i miłość w… piekarni

Rodzinna opowieść zaczyna się jeszcze przed II wojną światową. Dziadek Romana Czejarka pochodził ze Śląska. Wyjechał do Niemiec za pracą i zrobił tam akademicką karierę.

– Jest filologiem języków słowiańskich, pracuje na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie, na bardzo prestiżowej placówce. Ale ma fatalny rodowód, bo polski – opowiada Czejarek.

W Berlinie poznaje przyszłą żonę – Niemkę, sprzedającą bułki w piekarni. Kobieta jest już zaręczona z innym mężczyzną, ale romans z Polakiem zmienia wszystko. Gdy okazuje się, że jest w ciąży z dziadkiem Romana Czejarka, wychodzi za niego za mąż. Para dostaje mieszkanie służbowe. Wydaje się, że życie się układa. Do czasu.

Wojna, front i Berlin 1945

Wybuch wojny burzy wszystko. Dziadek zostaje siłą wcielony do niemieckiej armii, trafia na front, potem do niewoli, ale ostatecznie przeżywa. Wraca do Berlina.

– Babcia przeżywa 1945 rok w Berlinie. Kto zna trochę historii, wie, co to znaczy być Niemką w Berlinie w 1945 roku, w maju i czerwcu, kiedy stacjonowali tam Rosjanie – mówi Czejarek.

Po wojnie małżeństwo podejmuje decyzję o wyjeździe do Polski. Najbliższym dużym miastem jest Szczecin.

Szczecin: nowy początek i nagły koniec

W powojennym Szczecinie dziadek Romana Czejarka robi karierę. Zostaje szefem misji repatriacyjnej, ściąga Polaków zza świeżo ustanowionych granic. Później kieruje Zespołem Szkół Doskonalenia Zawodowego. Ale nagle jego życie kończy choroba.

– Babcia zostaje na lodzie. Polacy mówią: ty jesteś Niemką. My nie chcemy Niemców w Szczecinie, to jest teraz polski Szczecin. Wyjedź stąd. 

Babcia wyjeżdża. Zabiera córkę. Syn zostaje po polskiej stronie. Zapada żelazna kurtyna i kontakt między rozdzieloną rodziną znika na dziesięciolecia.

Dwa życia po dwóch stronach granicy

Po niemieckiej stronie babcię przyjmuje dawny narzeczony. Proponuje nowe życie. Publicznie nie będą wspominać o dawnym polskim mężu.

Tymczasem w Polsce syn babci zakłada rodzinę. W Niemczech – jej córka. I w obu domach wydarza się coś, co po latach brzmi niemal metafizycznie.

Tradycją w rodzinie jest to, że pierwszy syn musi mieć na imię Roman. – Jest nas dwóch Romanów, po dwóch stron granicy. Różni nas parę miesięcy, bo rodzimy się prawie w tym samym czasie. A poznajemy się dopiero kilkadziesiąt lat później, bo te rodziny nie mogą się w żaden sposób połączyć, w żaden sposób spotkać. Więc to jest taka strasznie pokręcona historia – mówi Czejarek.

Archiwa IPN i rodzinne teczki

Prawdziwy wstrząs przychodzi jednak dopiero po latach, gdy Roman Czejarek – już jako reporter i autor książek historycznych – trafia do archiwów IPN.

– Wpisałem nazwisko Czejarek. I ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że są tam jakieś akta.

Są teczki babci, dziadka, ojca, ciotki. Są też jego własne. Byli agenci, wizyty w domu i rozmowy, które – jak się okazało – nie były prywatne. 

– Byli podstawieni agenci, którzy przychodzili do naszego domu (...). Nagle się dowiedziałem, że (...) służba bezpieczeństwa ścigała moją babcię, mojego dziadka, że wiedzieli o nich więcej, niż ja do tej pory wiedziałem – opowiada Roman Czejarek.

Historia z drugim i trzecim dnem

Odkrycia nowych faktów sprawiły, że Roman Czejarek zaczął pisać książkę – najbardziej osobistą z dotychczasowych, bo dotyczącą własnej rodziny.

Nie wszystko chce ujawniać już teraz. Niektóre nazwiska oraz fakty – jak mówi – muszą jeszcze poczekać.

Już teraz wiadomo, że w losach jego rodziny jak w soczewce skupiają się trudna XX-wieczna, polsko-niemiecka i szczecińska historia.