Esquarial
Punktualnie o 18.30 scenę opanowała czwórka muzyków z Esquariala. To że właśnie im przypadła rola zespołu, który przecierał szlak dla pozostałych nie znaczy, ze grupa ta jest złożona z debiutantów. Wręcz przeciwnie . dorobek tej grupy obejmuje pięć albumów, a dokładnie rok temu zostało wydane ich ostatnie dzieło - „Burned Ground Strategy".Pająk – odpowiedzialny za vocal i gitarę- który jest liderem zespołu wziął udział w sesji nagraniowej ostatniej płyty Vadera (współtworzy także wraz z Peterem projekt Panzer-X), tak więc zaproszenie na wspólną trasę było oczywistą decyzją. Wrocławianie podczas swego półgodzinnego występu wykonali kilka utworów ze swej ostatniej, wspomnianej wyżej płyty, w tym tytułowy oraz „ Cyanide Candies”.
Chainsaw
Po nich zobaczyliśmy Chainsaw, dowodzony przez mogącego się poszczycić najbardziej chyba okazałymi „piórami” na polskiej scenie, Macieja Koczorowskiego. Zespół ten opiera swe kompozycje głównie na heavy-metalowych i thrashowych wzorcach nie stroniąc też od rockowych klasyków interpretowanych w bardziej brutalny sposób (tego wieczora zdecydowali się przypomnieć „We Will Rock You” Queen). Na pewno 12 lat działalności i liczne koncerty u boku takich sław jak np. Destruction (przed którymi wystąpili właśnie w Szczecinie) procentują i to było widać w „Słowianinie”. Publika dobrze przyjęła ten występ, na który złożyły się numery z tegorocznej płyty formacji „Evilution” oraz z poprzednich wydawnictw np.”Obsession” znany z CD”A Sin Act”
Marduk
Oczywiście jednak znacznie większe emocje wzbudził koncert. Z pokrytymi makijażem twarzami przy dźwiękach podniosłego intro weszli na scenę muzycy skandynawskiego Marduka. Grupa ta od wielu lat ma w naszym kraju wielu oddanych jej zwolenników. To jeden z najbardziej znanych, czołowych zespołów black-metalowych, tak więc dla części widzów możliwość zobaczenia ich na żywo była niemalże świętem. Lawina dźwięków jaka po chwili zatopiła klub przerywana była tylko zapowiedziami poszczególnych utworów. Bez wątpienia Mortuus i jego koledzy postarali się by zaspokoić przede wszystkim gusta tych, którzy chcieli usłyszeć najbardziej charakterystyczne kompozycje z dorobku grupy. Wybrali więc m.in. takie numery jak „Still Fucking Dead” , „Baptism By Fire” „Azrael” „Materialized In Stone”"Throne of Rats", „Beyond The Grace Of God”, „Cold Mouth Prayer”. Zaprezentowali także kawałek „Into Utter Madness” z nowej przygotowywanej do wydania płyty -„Wormwood”. 50 minut minęło szybko, a praktycznie każdy utwór był przez metalmaniaków w pierwszych rzędach odbierany z równie dużym zaangażowaniem (objawiającym się głównie w postaci pogo). Domagali się oni jeszcze flagowego numeru Marduka „Panzer Division”, ale choć go zabrakło to i tak był to na pewno udany występ.
Vader
Po nieco dłuższej przerwie technicznej, potrzebnej m.in. na zainstalowanie iście diabelskiego statywu z mikrofonem, przyszedł czas na danie główne... Vader rozpoczął od „Devilizer” czyli numeru otwierającego świeżo wydany album „Necropolis”. Oczywiście utwory z tejże płyty stanowiły trzon repertuaru przygotowanego na ten wieczór. Zabrzmiał z niej jeszcze m.in. „Rise Of The Undead”, "Blast" oraz „Impure”. Peter Wiwczarek jak wiemy zrekonstruował ostatnio skład swej formacji i obecnie grają w niej Vogg (na gitarze), Paweł (na perkusji) oraz Reyash na basie. Wszyscy ci muzycy znani są z innych, cenionych formacji takich jak Decapitated, Rootwater czy Christ Of Agony, tak więc Vader znów stanowi monolit, który na scenie radzi sobie praktycznie równie dobrze jak w swych najlepszych czasach. Ze starszych płyt grupy zostały wykonane m.in. takie numery jak „Testimony”, „Silent Empire”, „Dark Age”, „Carnal” czy „Sothis” , ale na tę trasę Peter odświeżył dla nas także kompozycje jeszcze bardziej leciwe, bo pochodzące z początków istnienia formacji - „Gniew Szatana” oraz „Tyrani Piekieł” (śpiewane w połowie lat 80—ych przez ówczesnego wokalistę Vadera – Czarnego). Brzmienie było jak zwykle mocne, wręcz dewastujące uszy, a więc publiczność dostała to czego oczekiwała. Na koniec (już na dogrywkę) otrzymaliśmy jeszcze potężnego kopniaka w postaci "This is a war". Mam nadzieję, że kolejna edycja Blitzkrieg także Szczecina nie ominie bo fani przybyli do „Słowianina” swą liczebnością dowiedli, że na to zasługują.
Tylu prezentów dla widzów jeszcze nie było! Koniec sezonu "Hej Szczecin" z Willi Tiede!
Komentarze
0