„Wyjazd do Werony pozostanie już na zawsze w naszych sercach”
Kwietniowe zwycięstwo w XXXIV Międzynarodowym Konkursie Chóralnym w Weronie to kolejne osiągnięcie, które Chór Politechniki Morskiej w Szczecinie pod dyrekcją Sylwii Fabiańczyk-Makuch dopisuje do swojej listy.
– Jestem wzruszona i bardzo dumna – przyznaje dyrygentka. – Po 23 latach od założenia zespołu dostrzegam i doceniam olbrzymi rozwój, dojrzałość i odpowiedzialność wśród moich cudownych chórzystów.
56-osobowy zespół był jedynym chórem reprezentującym Polskę. Śpiewacy zaprezentowali zróżnicowany program złożony z muzyki dawnej, negro spirituals, jak również utworów pisanych specjalnie dla zespołu przez polskich kompozytorów.
– Wyjazd do Werony pozostanie już na zawsze w naszych sercach. Tylko połączenie pasji, profesjonalizmu i olbrzymiego zaangażowania wszystkich członków zespołu może zaowocować tak pięknym wynikiem – komentuje Fabiańczyk-Makuch.
Do tej pory taki wynik osiągnęły tylko trzy zespoły
To była wygrana w wielkim stylu – siedmioosobowe międzynarodowe jury, w skład którego wchodzili uznani dyrygenci symfoniczni, chórmistrzowie oraz kompozytorzy, przyznało szczecińskiemu zespołowi jednogłośnie ponad 98 punktów na 100 możliwych.
Tak wysoka i zgodna ocena została dodatkowo doceniona dodatkowym wyróżnieniem – Główną Nagrodą Specjalną im. Oswalda Stockera dla najlepszego chóru festiwalu, którą wręczyły córki Oswalda Stockera, założyciela konkursu w Weronie.
– W trakcie przesłuchań byliśmy bardzo podekscytowani, daliśmy z siebie wszystko, a wygrana będzie nas niezmiernie cieszyć jeszcze przez długi czas – dodaje Jakub Wocial, bas.
Nagrodę specjalną oraz niemal maksymalną punktację przez ostatnie 34 lata zdobyły do tej pory tylko trzy chóry – ze Szwecji, Węgier oraz Japonii. Oprócz złotego pasma oraz Nagrody Głównej, chórzyści Politechniki Morskiej otrzymali również zaproszenie do uświetnienia uroczystej gali otwarcia podczas przyszłorocznej, jubileuszowej XXXV edycji festiwalu.
Docenieni przez jury, ale i publiczność
Chór zdobył serca nie tylko członków jury, ale i włoskiej widowni, która za każdym razem nagradzała chórzystów entuzjastycznymi owacjami na stojąco.
– Dzięki doskonałemu przygotowaniu dawno podczas konkursu nie czułam takiego wewnętrznego spokoju i pewności. To daje naprawdę niesamowity komfort śpiewania, gdzie na scenie zamiast tremy dominuje radość wspólnego muzykowania – dzieli się chórzystka Martyna Jarczak.
– Największą satysfakcję sprawiła mi gorąca reakcja innych uczestników wydarzenia po naszym wystąpieniu. Owacje i słowa uznania, które słyszeliśmy po naszym koncercie, sprawiły, że jeszcze bardziej przekonałam się, że warto było włożyć duży wysiłek w przygotowania do konkursu – mówi chórzystka Julia Chmiel.
Komentarze