Gospodarcze efekty pandemii koronawirusa są widoczne gołym okiem – każdego dnia pojawiają się informacje o bankructwach lub upadłości kolejnych firm z regionu. Niektórzy postanawiają walczyć o swoją przyszłość, ignorując rządowe rozporządzenia lub stosując kreatywne fortele, które pozwalają im działać, ale jednocześnie narażają ich na duże nieprzyjemności. Od ponad tygodnia cała Polska żyje tematem lodowiska na Prawobrzeżu, które zamieniło się w kwiaciarnię. Po kilku dniach przerwy znów działa i oferuje szkolenia. Tomasz Fornalski, właściciel obiektu, udzielił wywiadu portalowi wSzczecinie.pl.

 

Lodowiska nie są objęte tarczami antykryzysowymi. „Nie możemy sobie pozwolić na zamknięcie”

Tomasz Fornalski, właściciel lodowiska na Prawobrzeżu, mówi wprost: przedsiębiorcy działający sezonowo nie mogą pozwolić sobie na kilkumiesięczne zawieszenie działalności. Nieczynny obiekt to brak pieniędzy, brak pieniędzy to konieczność zamknięcia na stałe i popadnięcie w ogromne długi.

– Nie możemy pozwolić sobie na zamknięcie. Gdyby rząd wypłacał pieniądze proporcjonalne do przychodów, to obiekty sezonowe mogą być zamknięte, a wymyślono, że będzie płacone na pracownika, a przecież sezonowe obiekty zatrudniają na umowy cywilnoprawne. Jeżeli zamknąć lodowisko w formie takiej, jak mówi rozporządzenie, to wyszlibyśmy z sezonu ogromnie zadłużeni, być może stracilibyśmy płynność finansową, bo zaciągnęliśmy potężne kredyty inwestycyjne. Nie wiem, czy dotrwalibyśmy do możliwości otwarcia – mówi Fornalski.

Jak wyjaśnia właściciel lodowiska, takie obiekty zarabiają na siebie w czasie świąteczno-noworocznym oraz w ferie zimowe. Pozostały czas to kwestia „wizerunkowa”. Ślizgawki zwykle działały do końca lutego.

„Nasza kreatywność wynika z desperacji”

Medialne zamieszanie spowodowane zamianą lodowiska na kwiaciarnię odbiło się szerokim echem. O szczecińskim obiekcie pisano... na całym świecie. Tomasz Fornalski przyznaje, że publikacje miały miejsce nawet na Tajwanie! Taka sława znacząco utrudnia jednak funkcjonowanie. Obiekt jest pilnowany niemal całodobowo przez policjantów.

– Były takie momenty, że stacjonowały cztery radiowozy i sześciu policjantów. Kiedy pojawiał się klient, pojawiał się od razu policjant. Jesteśmy najpilniej strzeżonym lodowiskiem w Polsce. Może czas zerwać umowę z firmą ochroniarską, bo mamy większych profesjonalistów – dodaje Tomasz Fornalski.

Właściciel zaznacza, że nie zamierza zawieszać działalności i przy ul. Botanicznej uruchomił szkolenia łyżwiarskie. – Nasza kreatywność wynika z desperacji. To nie jest budżetówka. Jak nie zarabiamy, to trzeba się zwijać. Nie mamy pomocy z zewnątrz, koszta są ogromne – mówi Fornalski. – Lodowisko rozpocznie kursy łyżwiarskie. Mamy kursy tenisowe, pływackie. Dlaczego nie prowadzić kursów łyżwiarskich?