14 lat po „Weselu” Anna Augustynowicz znów zaprasza widzów na tańce narodowe, tym razem w... chmurach. „Odlot” Zenona Fajfera w jej reżyserii, ze scenografią Marka Brauna i muzyką Jacek Wierzchowskiego, to najnowszy spektakl Teatru Współczesnego w Szczecinie, który premierowo został pokazany 13 grudnia. To bezsprzecznie mocny i bardzo znaczący finał kadencji Augustynowicz jako dyrektora artystycznego tej instytucji.

 

Dawne Bohatery i dzisiejsze frustracje

Po wejściu na salę zobaczyliśmy aktorów siedzących na lotniczych fotelach, gotowych do startu i do tego, by się unieść i szybować ponad ziemią, nabierając do niej tak potrzebnego dystansu. To jednak nie był zwykły lot... Pasażerowie Linii Lotniczej Dawne Bohatery są bowiem dość ekscentryczni, a wobec siebie podejrzliwi i nieprzychylnie nastawieni, emanują wręcz negatywnymi emocjami. Jeden z nich co pewien czas wykrzykuje: „Jak ja ich nienawidzę!”, inni też wylewają swoje osobiste frustracje („Niech się pan cieszy, że nas jeszcze nie zaczipowali!”) i nie potrafią się porozumieć. W ich dialogach wiele jest gier słownych, czarnego humoru, wiele nieoczekiwanych skojarzeń i znanych dobrze z literatury, ale mocno przekształconych fraz. Jest romantyzm – Mickiewicz, Słowacki, Norwid, jest poezja Tuwima (niezwykle dowcipnie przetworzony fragment „Lokomotywy”), ale są też odwołania do współczesnych tekstów Świetlickiego, Janerki czy Kazika Staszewskiego.

Ważne postacie z historii

W spektaklu oprócz etatowych aktorów Teatru Współczesnego, zobaczyliśmy także ważne postacie z historii tej instytucji. Reżyserka zaprosiła do udziału w nim osoby, z którymi kiedyś pracowała na tej scenie. To uczestnik lotu – Bogusław Kierc (poprzednik Anny Augustynowicz na stanowisku dyrektora artystycznego), to także Irena Jun, która z telebimu śpiewała m.in. „Mały, biały domek” i deklamowała „Moją piosnkę” Norwida. Z bocznego ekranu mówił do widzów Bard Najbardziejszy, czyli Wojciech Brzeziński (znany m.in. ze spektaklu „Oskar i pani Róża”). Mówił, ale też grał na klarnecie i gitarze oraz śpiewał bardzo wymowny utwór „Na granicy podłości” (dopisany specjalnie na potrzeby spektaklu). Wśród pozostałych gości znaleźli się jeszcze m.in. Grzegorz Falkowski (Konrad z „Wyzwolenia”) jako Mistrz Ceremonii, narrator i „dyrygent”, prowadzący chór głosów, idei i złorzeczeń oraz jeszcze jeden pasażer – Mirosław Gawęda, aktualny dyrektor teatru, który jako aktor wystąpił 30 lat temu w pierwszym spektaklu Anny Augustynowicz na tej scenie (była to „Klątwa” Wyspiańskiego).

Chocholi taniec i walc

W „Odlocie” jest zresztą wiele nawiązań do jej wcześniejszych spektakli (nie tylko personalnych). Chociażby chocholi taniec, znany z innej sztuki Wyspiańskiego – z „Wesela” (w Szczecinie pokazanej w 2007 roku), tu odegrany jednak dość przewrotnie. Innym nawiązaniem jest ważny rekwizyt – stołek, który był obecny w bardzo wielu inscenizacjach Augustynowicz, choćby w „Burzy” czy ostatnio w „Beckomberdze”. Są także cytaty z klasyki polskiego teatru, takie jak Walc z „Umarłej klasy”... Dialogi są śpiewane, mówione, ale też rapowane (przez Bartosza Włodarczyka, także grającego w tym spektaklu gościnnie), a nawet artykułowane w metalowej wokalizie (Adam Kuzycz-Berezowski).

Zejść najszybciej z pokładu

Nie ma wątpliwości, że Anna Augustynowicz znów znalazła bardzo interesujący materiał literacki, który warto przenieść na scenę. Co istotne, choć „Odlot” jest tekstem, który implikuje bardzo liczne polityczne podteksty, to w spektaklu Augustynowicz niewątpliwie udało się uniknąć prostej i dosłownej publicystyki. Ta inscenizacja jest bowiem nie tylko scenicznym komentarzem do naszego, narodowego posmoleńskiego, szaleństwa, ale przede wszystkim spektaklem o dewaluacji języka, zawłaszczonego przez agresywne pustosłowie, języka, któremu zagraża Wielka Reforma Pisowni. Zatem już najwyższa pora, by zejść z pokładu powietrznego statku (w kształcie krzyża), lecącego donikąd i znów zacząć stąpać po ziemi...

Spektakl można będzie zobaczyć ponownie w terminie od 27 do 30 stycznia.