Obelisk górujący nad placem Żołnierza na zawsze zniknął z krajobrazu miasta. Podzielił los innych pomników, rzeźb i instalacji, które z różnych powodów zostały zdemontowane. Zarówno w czasach niemieckiego Stettina, jak i polskiego Szczecina.

O tym, że Pomnik Wdzięczności dla Armii Radzieckiej musi zniknąć, zdecydowano już w maju 2016 roku. Uchwałę w tej sprawie przegłosowali wtedy miejscy radni. Argumentowano, że „pomnik nie ma poparcia społecznego” i jest „obcym elementem w miejskiej przestrzeni”.

Monument wzniesiony w 1950 roku od zawsze budził kontrowersje. Dla wielu był symbolem podporządkowania PRL Związkowi Radzieckiemu. Nie brakuje jednak głosów, że rozbiórka to błąd. Niektórzy uważają, że pomnik powinien zostać zachowany jako „lekcja historii”. Jeszcze inni twierdzą, że było to zasadne upamiętnienie sowieckich żołnierzy walczących o Szczecin.


W 1992 r. ze szczytu obelisku zdemontowano gwiazdę. Można ją obejrzeć w Centrum Dialogu „Przełomy”. Zachowana zostanie też rzeźba trzymających się za ręce żołnierza i robotnika. Będzie w godny sposób wyeksponowana na Cmentarzu Centralnym.

Wkrótce rozebrany zostanie również „Pomnik tych, którzy zdobywali Szczecin”, stojący przy skrzyżowaniu ul. Szosa Polska i ul. Nehringa.

Pomnik Cesarza Wilhelma I - zrzucony z cokołu
Pomnik Wdzięczności podzielił los monumentu, który przed ponad 70 laty stał w prawie tym samym miejscu. „Demontaż” konnego pomnika cesarza Wilhelma I był jednak dużo bardziej spektakularny. 31 lipca 1945 roku został on zrzucony z cokołu i rozbity przez polskich osadników, którym okazały monument kojarzył się przede wszystkim z pruskim militaryzmem i niemieckimi oprawcami z czasów dopiero co zakończonej wojny. Tak przebieg wydarzeń, na podstawie wspomnień Stanisława Laguna, opisał Andrzej Babiński w książce „Przechadzki sentymentalne”.

„W mgnieniu oka Staszek wdrapał się na spiżową kobyłę, założył cesarzowi worek na głowę, przywiązał linę, zeskoczył na ziemię i w piątkę zaczęli ciągnąć. Choć, bestia, stał mocno, nie dawali za wygraną, zwłaszcza że wokół zaczęły się gromadzić grupki gapiów, głównie Niemców, ale także Polaków i Rosjan. Jeszcze jeden wysiłek, silne szarpnięcie i pomnik runął”.

Odsłonięty w 1894 r. pomnik cesarza Wilhelma I (autorstwa Karla Hilgersa) był bardzo ważnym symbolem dla niemieckich mieszkańców miasta. Figury żołnierzy umieszczone przy jego podstawie zostały podczas drugiej wojny przetopione na potrzeby przemysłu zbrojeniowego, ale sam cesarz pozostał nietknięty. A warto pamiętać, że nie oszczędzono wówczas pomnika cesarza Fryderyka III (stał na obecnym pl. Mickiewicza, obecnie miejsce na zachowanym cokole zajmuje pomnik Adama Mickiewicza) i kopii z brązu pomnika Fryderyka II Wielkiego (stała na pl. Żołnierza, marmurowy oryginał z 1793 r., znajduje się w zbiorach Muzeum Tradycji Regionalnych przy ul. Staromłyńskiej).

na zdj. Pomnik Cesarza Wilhelma I / sedina.pl
na zdj. Pomnik Cesarza Wilhelma I / sedina.pl
Pomnik Fryderyka Wilhelma II, który stoi obecnie na dziedzińcu Muzeum Narodowego przy ul. Staromłyńskiej


Amfitryta – przeszkadzała, ale czy bulwersowała?
Tylko 30 lat przetrwała rzeźba Amfitryty stojąca przed Bramą Portową (wtedy Berlińską). Fontannę z nagą boginią, żoną boga mórz – Posejdona, odsłonięto w 1902 roku. Jej autorem był Reinhold Felderhoff.

Już w 1932 r. zdecydowano, że powinna zniknąć. Jak pisze Barbara Ochendowska-Grzelak („Fakty i mity wokół Amfitryty”, Szczeciner nr 9) głównie ze względów komunikacyjnych. Postanowiono wtedy ponownie otworzyć przejazd przez bramę. Uważano również, że bogata kompozycja nie do końca pasuje do architektury Bramy Berlińskiej. Niektórzy twierdzą, że jedną z przyczyn było także oburzenie jakie wśród ówczesnych dewotek wywoływała nagość bogini. Trudno jednak znaleźć potwierdzenie takich plotek.

na zdj. Pomnik Amfitryty / sedina.pl


Sedina – wielka tajemnica Szczecina
Inna szczecińska piękność zniknęła z krajobrazu miasta w dużo bardziej tajemniczych okolicznościach. Pomnik Sediny, będącej częścią Fontanny Manzla (jej autorem był Ludwig Manzel), stanął w 1898 roku na dzisiejszym placu Tobruckim. Kompozycja figur, w której centralną część stanowiła kobieca postać wsparta na kotwicy i podtrzymująca żagiel (Sedina), szybko stała się najczęściej fotografowanym obiektem w mieście. Alegorią Szczecina jako hanzeatyckiego miasta rozwijającego się dzięki żegludze, handlowi i przemysłowi.

Dziś istnieje tylko basen fontanny, a losy posągu wciąż nie zostały do końca wyjaśnione. Analizując archiwalne zdjęcia można przyjąć, że Sedinę zdemontowano w czasie II wojny światowej (choć istnieje też teoria, że przetrwała do 1945 r. i została wywieziona przez Rosjan). Gdzie trafiła? Według świadectwa niemieckiej mieszkanki Stettina miała zostać zakopana w Lasku Arkońskim, ale poszukiwania nie potwierdziły jej słów. Bardziej prawdopodobne jest, że Sedina została pod koniec wojny przetopiona na potrzeby przemysłu zbrojeniowego.

Obecnie pojawiają się inicjatywy zwolenników odtworzenia Sediny. Część mieszkańców jest jednak niechętna odbudowie niemieckich pomników.

na zdj. Pomnik Sediny / sedina.pl

Pomnik Ernsta Moritza Arndta – malowniczy, ale nietrwały

Zdjęcia tego nieistniejącego monumentu są bardzo malownicze. Pomnik Ernsta Moritza Arndta górował na nad całym ówczesnym Quistorppark. Usytuowany został w 1869 roku na wzgórzu, na terenie dzisiejszego Parku Kasprowicza, na przedłużeniu ulicy Monte Cassino. Dodatkowo stanął na wysokim cokole.

Arndt był dla Niemców ważnym poetą i publicystą. Szczeciński monument stanowił betonową replikę pomnika z Bonn, autorstwa Bernharda Afingera. Z czasem jednak beton zaczął się sypać. W 1933 roku pomnik ze względu na zły stan techniczny zdemontowano. Wykorzystując infrastrukturę wodno-kanalizacyjną pobliskiej fontanny, utworzono w tym miejscu basen przeciwpożarowy. Został on niedawno zasypany.

na zdj. Pomnik Ernesta Moritza Arndta / sedina.pl

na zdj. Pomnik Ernesta Moritza Arndta / sedina.pl


Ściana płaczu – oryginalne miejsce spotkań

Wielu mieszkańców wciąż z sentymentem wspomina tę fontannę. Ściana płaczu była ulubionym miejscem spotkań na najważniejszej wówczas ulicy handlowej w Szczecinie.
Oryginalna fontanna stanęła w latach 70. na placu między al. Wojska Polskiego a ul. Królowej Jadwigi i Ściegiennego. Autorem instalacji był Zbigniew Abrahamowicz. Woda spływała do basenu po ścianie wyłożonej mozaiką, którą wykonał Piotr Wieczorek

Z czasem fontanna została zaniedbana i coraz bardziej niszczała. W 2001 roku była już w bardzo złym stanie technicznym. Oszacowano, że koszty remontu byłyby zbyt wysokie i zdecydowano o rozbiórce. W zamian na postumencie stanął niewielki, przewrócony dzban z którego lała się woda. Rzeźba Jerzego Lipczyńskiego długo nie przetrwała, bo została... skradziona.



Rzeźba Frygi – pękający „szaszłyk”, czy nowoczesna sztuka?

Fryga stała na pl. Zamenhofa zaledwie 14 miesięcy, ale wzbudziła dużo więcej emocji niż większość szczecińskich monumentów razem wziętych. Rzeźbę autorstwa  Maurycego Gomulickiego odsłonięto 22 października 2015 roku. Była owocem programu Monumento, przygotowanego przez Klub 13 Muz. W jego tamach co roku w Szczecinie miały powstawać nowoczesne rzeźby. Fryga okazała się pierwszą i ostatnią.

O jej demontażu przesądził fatalny stan techniczny. Mimo kolejnych napraw przeprowadzanych przez wykonawcę, firmę PanKreator, betonowe kręgi cały czas pękały. Dodatkowo mieszkańcy krytykowali wygórowaną cenę rzeźby (200 tysięcy zł). Dla wielu była też po prostu brzydka. Złośliwie porównywano ją do szaszłyka i kebabu. W nocy z 18 na 19 grudnia 2016 r. została rozebrana.