Marian Jasiński to zasłużony opozycjonista, odznaczony przez prezydenta RP Krzyżem Wolności i Solidarności. Uczestniczył w grudniowej rewolcie 1970 roku, gdy władza kazała strzelać do protestujących i na ulicach Szczecina zginęło 16 osób.
Pokłosiem tamtych tragicznych wydarzeń był strajk ze stycznia 1971 roku, bezpośrednio sprowokowany przez kłamliwy artykuł Głosu Szczecińskiego (wówczas organ KW PZPR) o poparciu dla nowych władz rzekomo wyrażonego przez załogę rurowni. Na czele protestu stanął Edmund Bałuka, a Marian Jasiński wszedł do komitetu strajkowego, mimo że nie miał jeszcze 19 lat.
24 stycznia do stoczni przyjechała delegacja najwyższych władz, na czele z nowym sekretarzem generalnym KC PZPR, wyniesionym do władzy po grudniu 1970 roku - Edwardem Gierkiem. Rozmowy w świetlicy stoczniowej trwały od godziny 18 do 2 w nocy.
- Była wśród nas euforia, że przyjechał Gierek i zapowiadał odnowę. Była szansa na nasze nieskrępowane, szczere wypowiedzi. Zabierałem głos w sprawie młodzieży – wspomina Marian Jasiński.
Rzeczywistość okazała się później różna od zapowiedzi, a kryzys na koniec kolejnej dekady doprowadził do kolejnych masowych strajków i podpisania Porozumień Sierpniowych w 1980, m.in. również w szczecińskiej świetlicy stoczni. Te wszystkie wydarzenia były przystankami na drodze do pierwszych częściowo wolnych wyborów parlamentarnych z 4 czerwca 1989 roku, czyli dokładnie 37 lat temu.
Komentarze