Ostatni moduł doku ma 80 metrów długości, 50 metrów szerokości i waży 4 tysiące ton. Został zbudowany tuż koło głównej bramy stoczni, w miejscu dawnej pochylni „Odra”, dziś placu montażowego przeznaczonego właśnie dla prac przy takich olbrzymich konstrukcjach.
- W piątek przesunęliśmy gotowy moduł z placu montażowego na specjalny ponton. Dzisiaj rano wypłynął on na głębie i w tej chwili jest zanurzany. Po to, aby dok uzyskał własną pływalność i można było go ściągnąć – relacjonował Radosław Kowalczyk, prezes Stoczni Szczecińskiej „Wulkan”.
Zbudowany w trzy miesiące
Wodowanie nadzorował Grzegorz Huszcz, współtwórca sukcesów stoczni z lat 90., gdy duże konstrukcje, wtedy kadłuby statków, zdecydowanie częściej spływały w Szczecinie na wodą. Dziś jest pełnomocnikiem zarządu stoczni ds. operacyjnych, w tym w szczególności do budowy doku. Jak sam przyznaje, przeżywa drugą zawodową młodość.
- Ten dok to typowa konstrukcja dla tego miejsca i dla tych warunków technicznych. Po prostu trzeba było dobrze zorganizować prace i znać technologię. Nie było w tym nic trudnego – podkreślał.
Przysłuchujący się tym słowom minister Marchewka szybko przypomniał, że za poprzedniego zarządu stoczni, 20 procent pierwszej sekcji powstawało przez dwa lata, a teraz całą zbudowano w trzy miesiące.
Gdyby nie duże dofinansowanie, nie udałoby się zakończyć budowy
Początek projektu budowy doku dla „Gryfii” to rok 2020, a więc czasy Prawa i Sprawiedliwości. Trzy lata później zmienił się rząd i osoby zarządzające przemysłem stoczniowym.
- Zmieniła się obsada stoczni i jako nowy właściciel stanęliśmy przed dylematem, co dalej z tym tematem zrobić. Okazało się, że wydano wszystkie pieniądze przeznaczone na realizację projektu, a budowa doku była w stanie zaawansowania na poziomie około 30 procent. Dzięki zaangażowaniu ministerstwa, udało się uzyskać dokapitalizowanie i byliśmy w stanie uruchomić finansowanie potrzebne na dokończenie doku – mówił Paweł Porzycki, z Funduszu Rozwoju Spółek, spółki Skarbu Państwa będącej właścicielem zarówno stoczni „Wulkan”, jak i „Gryfii”.
Mowa o 240 mln zł, które dwa lata temu rząd wpompował w Stocznię Szczecińską „Wulkan”, z czego około 170 mln zł miało pójść na budowę doku.
- Trudno powiedzieć jak zakończy się ten kontrakt. Na tę chwilę jedziemy zgodnie z budżetem i planem, który nie pozwala nam zarobić na budowie doku, ale mamy nadzieję, że nie przyniesie nam też straty. Najważniejsze, żeby powstało narzędzie dla „Gryfii”, które będzie zarabiać dla Szczecina i sektora stoczniowego – komentował prezes Kowalczyk.
Jeszcze dwanaście miesięcy prac
Zwodowany w sobotę moduł doku odholowano do kei, gdzie na wodzie będzie łączony z dwoma pozostałymi elementami, które zwodowano w kwietniu. Ten etap ma potrwać do września. Później przyjdzie czas na wyposażanie stalowej konstrukcji. W połowie przyszłego roku dok powinien przyjąć pierwszy statek.
Nowy dok będzie miał 240 metrów długości, czyli więcej niż największy z istniejących w „Gryfii” (216 metrów). Stanie się największą taką konstrukcją w tej części Bałtyku. Będzie można remontować w nim największe statki wpływające do szczecińskiego portu, czyli takie o zanurzeniu do 12,5 metra.
- Posiadając dwa duże doki, stocznia zyska ogromną elastyczność. Do tej pory sytuacja była taka, że gdy z różnych względów przedłużał się remont dużego statku, a czekał już kolejny, pojawiały się komplikacje i konieczność burzenia planu dokowego. Teraz będzie inaczej - tłumaczył Paweł Porzycki.
Stocznia „Wulkan” zaczęła przynosić zyski
Dla „Gryfii” szykowany jest plan naprawczy, dzięki któremu ma wyjść na prostą. Sytuacja stoczni „Wulkan” jest lepsza. Realizuje między innymi budowę statku – stawiacza pław dla Urzędu Morskiego w Szczecinie i kontrakty z sektora offshore.
- Kiedy trzy lata temu przejmowaliśmy odpowiedzialność za stocznię, sytuacja była fatalna. Skumulowana strata stoczni sięgała około 130 mln zł. Natomiast ubiegły rok zamknęliśmy zyskiem netto na poziomie 30 mln zł. Czyli z gigantycznej straty osiągnęliśmy stabilny zysk – podkreślał minister Marchewka.
Nowy dok umieszczony zostanie naprzeciwko dawnej pochylni „Odra”, z której już nie będą spływać statki, ale jest możliwość ich wodowania innymi metodami. Na dok przygotowana jest już odpowiednia głębia.
Komentarze