Kościół został rozebrany po 1945 roku i można powiedzieć - pamięć o nim zaginęła. Dziś przywrócili ją pasjonaci z Pomorskiego Towarzystwa Historycznego. Udało się odkryć schody i posadzkę prezbiterium. Jest też pomysł na to miejsce.

- Współcześnie ten kościół w ogóle nie funkcjonuje w świadomości mieszkańców - mówi dr Marek Łuczak z Pomorskiego Towarzystwa Historycznego i autor książek o dzielnicach Szczecina. W wytypowaniu dokładnej lokalizacji pomogła mapa LiDARowa (czyli mapa tworzona na podstawie skanowania laserowego). - Zauważyłem charakterystyczne wypłaszczenie i w tym miejscu postanowiliśmy szukać - mówi historyk. To był strzał w dziesiątkę. 

Punkt widokowy z historycznym akcentem

Grupa pasjonatów i wolontariuszy ruszyła w teren w sobotę 2 maja. Poszukiwania pozostałości kościoła zakończyły się sukcesem. - Udało się odnaleźć posadzkę w prezbiterium kościoła oraz odsłonić dawne granitowe schody prowadzące do kościoła od ul. Lipowej - mówi Marek Łuczak. 

fot. PTH

Historia kościoła jest bardzo krótka, ale burzliwa. Budynek ukończono w 1939 roku, a po 1945 roku zniknął całkowicie. 

Jak podaje dr Łuczak, projekt kościoła wykonał architekt Eberhard Holstein (1910-1995) w marcu 1937 roku. Ponieważ kościół miał być zbudowany pod wieżą będąca pomnikiem Bismarcka, 10 kwietnia 1937 roku projekt przesłano do zaopiniowania do Urzędu Landrata i Prowincjonalnego Urzędu Ochrony Zabytków, który nie wniósł żadnych zastrzeżeń. Budowę ukończono w drugiej połowie 1939 roku.

Kościół oparty był o rzut prostokąta z wyodrębnionym od strony północnej prezbiterium. Budynek miał 22,5 m długości i 10 metrów szerokości. Prezbiterium, które udało się odkryć w sobotę to kwadrat o boku 5 metrów. 

- Podobno po wojnie kościół nadal pełnił swoją funkcję, służąc ludności polskiej. W latach 50. XX wieku. budynek podobno zaczął osuwać się w kierunku torów kolejowych. Jedna z wersji zakłada, że rozebrano go, żeby uniknąć katastrofy. Polscy mieszkańcy pamiętali, że po 1945 roku któryś z mieszkańców był ochrzczony w tym kościele i posiadał zaświadczenie z kościoła na Gocławiu, jednak nie byli w stanie sprecyzować kim jest ta osoba. Twierdzili również że kaplica była z drewna. Teraz wiemy, że było inaczej. Kościół na pewno był murowany z cegły, a posadzkę wyłożono płytkami klinkierowymi - opowiada Marek Łuczak.

Właściwie trudno mówić o tym, jak dokładnie kościół wyglądał, ponieważ udało się odnaleźć tylko jedną fotografię z 1952 roku, mocno prześwietloną, przedstawiająca dwójkę chłopców, siedzących prawdopodobnie na schodach tego kościoła. - Dzisiaj udało się odsłonić właśnie te schody - mówi dr Łuczak. 

Schody nie są w najlepszym stanie: dość mocno się zapadły. Pomorskie Towarzystwo Historyczne chce je wypoziomować. To jednak nie wszystko. - Chcemy odsłonić całą posadzkę prezbiterium i urządzić punkt widokowy z historycznym akcentem, czyli tablicą, na której będzie opisana historia. Zwrócimy się teraz do Lasów Miejskich Szczecina o zgodę na takie prace - tłumaczy dr Łuczak. 

fot. PTH

Niezwykła historia odważnego pastora z Gocławia

To jednak nie wszystko, bo okazuje się, że za historią nieistniejącego budynku jest coś jeszcze: historia niezwykłego pastora. Marek Łuczak już w ubiegłym roku dotarł do Jana Meyringa - wnuka pastora Wildego ze Stołczyna. To właśnie Wilde wybudował gocławski kościół. - To fascynująca postać. Walczył podczas I wojny światowej, w trakcie wojny zdał egzaminy teologiczne. Już w 1933 roku sprzeciwiał się rasowo-etnicznym światopoglądom pronazistowskiego ruch Niemieckich Chrześcijan, a po spaleniu synagogi w 1938 roku w Szczecinie stał się przeciwnikiem Hitlera - opowiada. 

Pełny życiorys pastora Gerharda Wilde, który udało się złożyć po wielu konsultacjach z Janem Meyringiem i współpracującą z Pomorskim Towarzystwem Historycznym Christiane Karweik.

Gerhard Ernst Christoph Wilde urodził się 20 czerwca 1889 roku w Kloster auf Hiddensee (obecnie dzielnica gminy Insel Hiddensee). Studiował teologię w Halle, Greifswaldzie, Berlinie i zdał dwa egzaminy teologiczne w 1914 i 1916 roku.

W 1931 trafił do Stołczyna, zamieszkał w plebanii przy ul. Kościelnej i objął tamtejsza parafię obejmującą Gocław, Kraśnicę, Glinki i Stołczyn. Wilde stworzył w Stołczynie dużą wspólnotę chrześcijańską, prowadził zajęcia dla dzieci i młodzieży szkolnej, duszpasterstwo mężczyzn i aktywną grupę kobiet. Grupa parafialna odwiedzała chorych, starszych i ubogich, założono również punkt pielęgniarski. W kościele stworzył chór i orkiestrę dętą, która towarzyszyła nabożeństwom. - Początkowo Wilde był lojalny wobec Hitlera licząc, że nowy rząd uspokoi wewnętrzne spory polityczne, jego podejście zmieniło się gdy zobaczył jak rząd traktuje Żydów, którego kulminacją była Noc Kryształowa w 1938 roku. W 1933 roku zapobiegł poświęceniu flagi nazistowskiej w kościele - mówi Marek Łuczak. 

Jak dodaje, Wilde współpracował z przedstawicielami Niemieckich Chrześcijan w radzie parafialnej aż do 19 listopada 1933 roku, kiedy to ci przyjęli pronazistowską rezolucję, by usunąć z stanowisk pastorów którzy nie wyznają narodowego socjalizmu oraz wykluczyć ze wspólnot członków żydowskiego pochodzenia. - Dla Wildego było to antykościelne i antychrześcijańskie wydarzenie, więc 19 listopada 1933 roku, gdy w kościele zgromadziła się parafia na nabożeństwo żałobne ku czci Lutra, zdjął sutannę, kazał zgasić świece i zamiast nabożeństwa otworzył zebranie parafialne. Stwierdził, że składa skargę na biskupa Rzeszy Ludwiga Müllera, innych duchownych i Niemieckich Chrześcijan, którzy zbezcześcili honor kościoła i uchwalili prawa kościelne sprzeczne z duchem nauk Chrystusa. W tej samej formie przeprowadził też spotkanie w szkole w Gocławiu - opowiada Łuczak.

Skończyło się to przymusowym urlopem dla pastora, ale po wstawiennictwie innych pastorów i nauczyciela z Gocławia, który zebrał 2200 podpisów od mieszkańców, którzy żądali cofnięcia urlopu, w grudniu 1933 roku przywrócono go do posługi kapłańskiej. 

Pastor działał bardzo aktywnie, był też potem aresztowany (razem z 54 innymi pastorami) za to, że odmówił podpisania oświadczenia podsuniętego przez nazistów, że nie będzie głosić synodu. 

To właśnie Wilde mając szerokie poparcie wiernych rozpoczął budowę kościoła w Gocławiu. W 1940 roku złożył podanie o posadę pastora w Kamieńcu (Schillersdorf), gdzie starał się reaktywować życie religijne. Pastor miał ośmioro dzieci i dlatego nie trafił na front. Od jesieni 1942 roku był dodatkowo administratorem parafii w Luckow koło Ueckermünde. W 1945 roku widząc płonące wioski na wschód od Odry, przygotował ucieczkę swojej rodziny z Luckow do krewnych w Dolnej Saksonii. 5 kwietnia 1945 roku był w Kamieńcu. Prowadził pochówki pierwszych ofiar bombardowań z wiosek i martwych uchodźców.

Po wydaniu nakazu ewakuacji Wilde opuścił region 11 kwietnia 1945. W 1959 roku przeszedł na emeryturę. Zmarł 9 maja 1975 roku w Espelkamp.

Zobacz też: