W tej historii są wampiry biegające po polach na Warszewie, ogólnopolskie konwenty fantastyki, a przede wszystkim najpopularniejsze gry planszowe i godziny rozgrywek w Warhammera czy Magica. – „Fenix” był miejscem dla każdego, miał swój przyjazny klimat. Choć długo nie przypuszczałem, że będę prowadził sklep – opowiada Dariusz „Gutek” Tarka. Czas przeszły obowiązuje od końca lutego.

To wtedy właściciel ogłosił, że najstarszy w Szczecinie sklep z grami „bez prądu” kończy działalność. Mowa o lokalu przy ul. Kaszubskiej 3, choć wcześniej były też inne lokalizacje.

Wiadomość wywołała spore poruszenie. Przez lata wokół „Fenixa” powstała spora społeczność. Nie był to bowiem tylko sklep, ale też miejsce, do którego miłośnicy fantastyki przychodzili grać w najpopularniejsze gry bitewne i karciane.

„To integralna część życiorysów całkiem sporej grupy ludzi”

„Smutno to słyszeć, choć już dawno tam nie bywałem, ale mam wiele pięknych wspomnień, które na zawsze zostaną”. „Kawał mojego życia od lat 90. ubiegłego stulecia! Bawiliśmy się w różnych lokalizacjach przez lata, a ludzie, klimat i niesamowita, przyjazna atmosfera bez napinania i skrzywionej rywalizacji to była wizytówka”. „Koniec epoki to mało powiedziane... Te sklepy i ich klimat to integralna część życiorysów całkiem sporej grupy ludzi”.

Utrzymanych w podobnym tonie komentarzy pojawiło się w mediach społecznościowych więcej. Ale nie mogły zmienić decyzji właściciela o zamknięciu sklepu.

– Złożyło się na nią wiele czynników. Między innymi to, że przeprowadziłem się pod Szczecin i dojazdy stały się problemem. Główną przyczyną jest jednak stan mojego zdrowia. Żeby rywalizować ze sprzedażą w Internecie, trzeba teraz prowadzić sklep z wielkim rozmachem, a ja już nie mam na to siły. Biorąc to wszystko pod uwagę, po podsumowaniu wyników ubiegłego roku, który przyniósł niewielki zysk, stwierdziliśmy z żoną, że rezygnujemy. Trzeba robić coś innego i szykować się do emerytury – tłumaczy Dariusz Tarka.

Jak pasja stała się sposobem na życie

W młodości nasz rozmówca zupełnie inaczej wyobrażał sobie swoją karierę zawodową. Został elektromonterem, założył własną firmę. Wypadek i choroba oczu sprawiły jednak, że szybko przeszedł na rentę.

– Musiałem poszukać innego sposobu na życie. Wtedy kolega zaproponował: „Słuchaj, może poprowadzimy sklep z grami?”. Na początku lat 90. nie było ich w Polsce zbyt wiele – wspomina.

Ten pomysł mocno pokrywał się z zainteresowaniami naszego rozmówcy. To był czas, gdy Polacy grali już nie tylko w chińczyka, warcaby czy bierki, ale popularność zaczynały zdobywać pierwsze planszowe gry fabularne (RPG). Hitem stała się „Magia i Miecz”, klon brytyjskiej gry „Talisman”. Pojawiało się coraz więcej gier osadzonych w świecie fantasy, a Dariusz Tarka pasjonował się fantastyką od dziecka.

– Wszystko zaczęło się od książki science fiction kupionej w kiosku Ruchu pod koniec lat 70. Miałem wtedy kilka lat. Później było pismo „Fantastyka”, którego pierwszy numer kupiłem na zimowisku. Z biegiem czasu moje zainteresowania się pogłębiały. Pod koniec szkoły średniej grałem już ze znajomymi w pierwsze gry fabularne – opowiada.

Droga od obuwniczego, przez muzyczny

Wspólnie z kolegami otworzył więc na początku lat 90. pierwszy sklep – „Cybersmoka”. Nie tylko z grami, ale też z akcesoriami związanymi z fantastyką. Co ciekawe, zajmował on… część sklepu obuwniczego przy ul. Krzywoustego.

– Warunki były spartańskie. Dlatego, gdy właściciel podniósł nam czynsz, przenieśliśmy się do sklepu muzycznego przy ul. Jagiellońskiej. Dostaliśmy tam więcej przestrzeni, ale zainteresowanie naszymi grami wzrosło i zaczęliśmy przeszkadzać – słyszymy.

Później ludzie tworzący „Cybersmoka” zakończyli współpracę. Dariusz Tarka próbował wrócić do branży elektrotechnicznej, ale lekarz kategorycznie mu tego zabronił. Zbiegło się to z informacją, że swój biznes chce sprzedać właściciel „Fenixa” przy ul. Rayskiego, innego sklepu z grami, który wyrósł na ich rosnącej popularności. Tak nasz rozmówca stał się właścicielem marki przeniesionej później na Kaszubską.

„Nie jest problemem wymyślić coś nowego, tylko wynaleźć taki mechanizm gry, żeby to długo funkcjonowało”

Sklep okazał się strzałem w dziesiątkę. Nie sprawdziły się prognozy, że gry komputerowe online zupełnie wyprą fabularne gry planszowe. Wręcz przeciwnie. Na rynku zaczęło pojawiać się jeszcze więcej „planszówek”. Coraz trudniej było wyłowić wartościowe tytuły.

– Od tego był między innymi „Fenix”. Zawsze współpracowałem z ludźmi, którzy fascynowali się grami, potrafili o nich opowiadać i dobrać odpowiednie tytuły wedle preferencji oraz doświadczenia klientów. Sprzedawaliśmy zadowolenie. Zawsze starałem się mieć najlepsze gry na półkach, a gdy wiedziałem, że trafiła się słabsza, to nigdy jej nie polecałem – podkreśla Dariusz Tarka. I dodaje gorzko. – Teraz czasy się zmieniły. Najlepiej sprzedają się gry, o których opowiadają znani influencerzy.

Jak słyszymy, przez lata były różne fale, zmieniały się mody, ale popularność pewnych gier nie słabnie od lat. Strategiczną grę Carcassonne, polegającą na układaniu planszy z miastami i klasztorami, sprzedano w milionach egzemplarzy.

– Nie jest problemem wymyślić coś nowego, tylko wynaleźć taki mechanizm gry, żeby to długo funkcjonowało. Przykładem jest Magic: The Gathering, jedna z pierwszych karcianych gier kolekcjonerskich z 1994 roku, w którą cały czas grają ludzie na całym świecie – opowiada Dariusz Tarka.

„Nie ma w Szczecinie miejsca, żebym nie spotkał kogoś znajomego”

Turnieje w Magica i w grę bitewną Warhammer 40 000 były nieodłącznym elementem działalności „Fenixa”. To podczas nich wokół sklepu zbudowała się społeczność, która dziś opowiada o tym miejscu z sentymentem.

– Nie ma w Szczecinie miejsca, żebym nie spotkał kogoś znajomego – opowiada nasz rozmówca. – Choć od pandemii klimat spotkań towarzyskich, jakimi były turnieje, już powolutku zanika. Młodzi ludzie mają inny temperament, więcej czasu spędzają w sieci, wolą tam grać w Magica.

Wcześniej sam przygotował w Szczecinie dwie edycje ogólnopolskich turniejów w Magica. Na koncie ma też organizację konwentów i LARP-ów (Live Action Role-Playing), czyli gier fabularnych, w których uczestnicy wcielają się w postacie i odgrywają sceny na żywo. W jednym ze scenariuszy, po jeszcze niezabudowanych wówczas polach Warszewa, biegały wampiry.

– To były inne czasy, trochę wariackie. Dzisiaj ludzie, jak chcą się przebrać, to mają duży wybór w sklepach. Kiedyś większość przygotowywała sobie wszystko sama – mówi Dariusz Tarka.

Armia z Warhammera wciąż rwie się do walki

Dziś wyprzedaje w Internecie gry, które zostały mu ze sklepu. Ma więcej czasu dla siebie, ale pielęgnowana przez całe życie pasja już daje znać o sobie.

– Już zorientowałem się, że w mojej nowej okolicy też działają kluby i organizowane są spotkania. Myślę, że będę się tam pojawiał. Cały czas jestem zaangażowany emocjonalnie – mam przecież swoją armię do Warhammera 40 000 – słyszymy.