Liga Superbohaterów jest wyjątkową fundacją, która wywodzi się ze Szczecina. To lokalna organizacja działająca na terenie całego kraju i poza jego granicami. Misją Ligi jest niesienie uśmiechu chorym onkologicznie dzieciom. W ostatnim odcinku programu „Historie Sukcesu” Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości przyglądamy się działalności Ligi Superbohaterów.

„Za każdym razem spotkanie z pacjentem to zaszczyt”

Liga Superbohaterów jeszcze niedawno miała w nazwie „Szczecińska”. To właśnie w tym mieście została założona ponad 12 lat temu przez Tomasza Gierwiatowskiego, który za wszelką cenę chciał spełniać marzenia chorych dzieci o spotkaniu ulubionego superbohatera.

– Założyłem fundację 12 lat temu. Tak naprawdę sami wymyśliliśmy sobie pracę, którą wykonujemy. Naszą rolą jest dawanie siły i energii chorym dzieciom, przede wszystkim tym z diagnozą nowotworu. To daje wielką moc, gdy się widzi, że to, co robimy, sprawia, że chory chłopczyk, który od wielu dni nie podnosi się z łóżka, nagle wstaje i chociaż na chwilę zapomina, czuje się lepiej – mówi Tomasz Gierwiatowski.

Fundacja ma przed sobą bardzo konkretny, ale też trudny cel – sprawianie radości chorym dzieciom. To misja, która wymaga ogromnej siły i determinacji. Poza wizytami w szpitalach Fundacja oferuje także możliwość odwiedzenia ich siedziby, aby pacjent mógł na własne oczy zobaczyć cały proces przygotowań i tworzenia kostiumów.

– Zaczynałem, mając działalność gospodarczą. To były pojedyncze misje w szpitalach. Widziałem jednak coraz wyraźniej, jak działamy na dzieci, ich rodziców, a nawet personel medyczny. I to zaczęło ewoluować. Powstała fundacja, cała jej struktura i aktualnie wykonujemy po kilkadziesiąt misji rocznie. Jesteśmy także w trakcie tworzenia własnego uniwersum bohaterów, które będziemy w kreatywny sposób przedstawiać pacjentom. Każda misja to całe morze przygotowań. Kostiumy, cała kwestia logistyczna dojazdu, noclegu i później wykonanie misji. Jednak to właśnie ona jest momentem, który sprawia, że odpoczywam. Za każdym razem spotkanie z pacjentem to zaszczyt, bo to on jest tym prawdziwym superbohaterem. Wtedy właśnie znajduje spokój wewnętrzny i ładuję baterie. Niektóre z misji są oczywiście trudniejsze i trzeba znaleźć później przestrzeń na to, aby się zdekompresować, ale tak, misje to sens wszystkiego, co robię – mówi Tomasz Gierwiatowski. 

Praca w fundacji to też praca. Nie da się być tutaj „tylko trochę”

Praca w fundacji i jednocześnie udział w praktycznie każdej misji to skomplikowane łączenie ról, które wymaga pełnego zaangażowania. Działanie organizacji na najwyższym poziomie wydajności wymagało postawienia jej na pierwszym miejscu i rezygnacji z aktywności zawodowej.

– Muszę potrafić oddzielać rolę w fundacji od tej, w którą się wcielam na misji. W pracy stawiam na profesjonalizm i skrupulatność. Muszę mieć wszystko zaplanowane i dokładnie dopięte, aby po wejściu do szpitala móc się w 100% oddać roli superbohatera. To bardzo ważne, aby w czasie misji nie martwić się o pracę fundacji, tylko skupić na pacjencie, bo to on w tym wszystkim jest najważniejszy. Przez około 10 lat łączyłem fundację z pracą zawodową. To było trudne i nie pozwalało mi się w pełni skupić ani na jednym, ani na drugim. Rzucenie pracy to był ogromny skok wiary. Ale było warto. Mogę robić na 100% to, co kocham, i to ma znaczenie. Dlatego z lokalnej organizacji staliśmy się ogólnokrajową i jeździmy po szpitalach w całej Polsce, a nawet mieliśmy już wizyty poza krajem. Naszym celem jest dalszy rozwój i podnoszenie jakości – mówi Tomasz Gierwiatowski.

Misje superbohaterów nigdy nie są takie same. Za każdą wizytą postaci kryje się inny pacjent z własną, wyjątkową historią, która zasługuje na wyróżnienie i uwagę.

– Mimo trzynastu lat doświadczenia i kilkuset misji na koncie wciąż najbardziej zaskakują mnie reakcje dzieci. Każde odwiedziny są inne, każdy pacjent jest inny i ma swoją historię. Dzieci na onkologii potrafią i chcą się uśmiechać. I to daje mi powera. Dostawałem, szczególnie w tym roku, wiele informacji od rodziców, że to, co robimy, ma pozytywny wpływ na zdrowie dzieci. To ogromny zaszczyt – tłumaczy Tomasz Gierwiatowski. 

Tak Tomka widzą jego partnerzy biznesowi i przyjaciele

Liga Superbohaterów ma wielu przyjaciół, partnerów i sympatyków. Osoby obserwujące ich działalność są pełne uznania dla zaangażowania Tomka Gierwiatowskiego i jego zespołu.

– Widziałem działania superbohaterów w Internecie. Widziałem, jak przynoszą uśmiech dzieciom, które zostały zdiagnozowane na nowotwór. Pocieszali także rodziców. Tomasz to człowiek z misją, który po prostu niesie dobro w świat i to, co robi, jest piękne i niezwykle rzadkie. Gdy wchodzi w rolę superbohatera, to jest nim na 100%, niczym aktor na wysokim poziomie – mówi Paweł Skotnicki, prezes MDRT Polska, ekspert ubezpieczeniowy.

Na rzecz Ligi Superbohaterów zorganizowano konferencję Master Class by Gentleman’s Business Group.

– Szukaliśmy partnera, który mógłby być beneficjentem naszego wydarzenia. Te konferencje są z jednej strony urodzinami stowarzyszenia, ale chcemy także, by coś z tej inicjatywy płynęło dobrego dla osób potrzebujących. Nie ma lepszej inicjatywy niż to, co robi Tomek.

– Idealnie wprowadza się w rolę bohatera, którego odtwarza. Jest innym człowiekiem jako osoba, którą znamy na co dzień, a innym, gdy wciela się w postać, zakłada maskę, wchodzi na oddział. Dzieci witają się z nim entuzjastycznie, rozmawia z nimi, zapamiętuje imiona czy szczegóły z życia dzieciaków. Gdy jest na oddziale, to nie ma Tomka, jest na 100% jego bohater. Gra aktorska na najwyższym poziomie – mówi Paweł Skotnicki.

„Historie sukcesu” to cykl Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości i portalu wSzczecnie.pl. Wszystkie odcinki znajdziecie w naszych mediach społecznościowych.