Smród, odchody i pies, który tylko czekał na kontakt z ludźmi. Wyprowadzany był od czasu do czasu, a na jego utrzymanie przeznaczono zaledwie… 10 złotych miesięcznie. W skalę nieodpowiedzialności właścicieli zwierząt aż trudno uwierzyć. Ostatni tydzień to aż dwie interwencje Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Szczecinie, które szokują. Jedna z nich dotyczyła pasa, który został sam w domu na… ponad rok. Zwierzęciem incydentalnie opiekowała się grupa przypadkowych osób.

Istne pobojowisko, smród, odchody na podłodze, porozrzucane przedmioty domowe i opakowania po karmie dla zwierząt. W takich warunkach żył pies w jednym z mieszkań w samym centrum miasta. Żył sam, bo jego właścicielka nie chciała go oddać, a jednocześnie wyprowadziła się… na Islandię. Jak dowiedziało się Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Szczecinie, psem opiekowali się sąsiedzi i znajomi kobiety.

– Pies siedział samotnie w mieszkaniu od roku, a obecnie wychodził dwa razy dziennie, co, jak widać po mieszkaniu, wcześniej nie było standardem. Właścicielka psa wysyłała raz w miesiącu jedynie 10 zł na karmę. Wiedziała, w jakim stanie znajduje się mieszkanie i jak żyje pies, niestety kompletnie nic z tym nie zrobiła. Przy odbiorze psa próbowaliśmy skontaktować się z właścicielką przez komunikator społecznościowy, bo tylko taki kontakt miała osoba przychodząca do psa. Niestety, mimo zdziwienia i lekkiego oburzenia, że pies jest zabierany, nie zdecydowała się do nas zadzwonić i wyjaśnić sytuacji – mówi Karolina Kulińska z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Szczecinie. – W tym przypadku, oczywiście, nieobecność właścicielki nie zwalnia jej z odpowiedzialności, a porzucenie psa zostanie zgłoszone na policję.

Przedstawiciele TOZ przyznają, że to jedna z interwencji z ostatnich dni. „To się w głowie nie mieści, że są tacy ludziska bezduszni” – komentują internauci.

Pies z centrum miasta został zabezpieczony. Poddany zostanie leczeniu weterynaryjnemu.