Morze pojawia się nie jako tło, ale cichy obserwator i jednocześnie nośnik znaczeń. Jest przestrzenią emocjonalną, która nie narzuca się, lecz jest obecna. Symbolizuje spokój, odnowę, ale też napięcie mówiące o samotności i ciężarze. Jest czymś pierwotnym, czymś, co istnieje poza jednostką, a jednocześnie ją definiuje. To bezpieczna przestrzeń pamięci osobistej i zbiorowej. W moim przypadku także tej dosłownej, która związana jest z miejscem, dzieciństwem, powracającym doświadczeniem. Morze staje się tłem, które nie ocenia, ale też nie chroni. Narzuca pewne wartości i znaczenia od których próbuje się dystansować. Motyw muszli pojawia się jako analogia. Jest ona formą ochronną, zewnętrzną powłoką skrywającą sedno, ale też jako symbol odrodzenia i życia. W tym projekcie ciało i muszla funkcjonują zamiennie jako ten sam byt. Ciało staje się osłoną dla tego, co wewnętrzne. Odwołanie do idei „ciała jako powłoki” buduje napięcie pomiędzy tym, co widzialne, a tym, co duchowe.
Obrazy obejmują również temat mitu kobiecości rozumianego jako zbiór oczekiwań, norm i wyobrażeń, które funkcjonują niezależnie od jednostki. Morze może być jego źródłem, które będzie nieskończonym, płynnym, trudnym do uchwycenia bytem. Ciało (muszla) jednocześnie ten mit w sobie przechowuje i próbuje się od niego zdystansować. Cykl pokazuje momenty zawieszenia pomiędzy tymi dwoma stanami. Przynależnością i próbą oddzielenia. Istotnym elementem projektu jest sposób przedstawiania ciała. Zostaje ono pozbawione seksualnego kontekstu, a jego obecność opiera się na prostych czynnościach, gestach i stanach. Komfort, chłód, napięcie, samotność. To one budują narrację i próbę odszukania czułości do samego siebie. Wystawa staje się próbą odzyskania ciała jako przestrzeni neutralnej i delikatnej.
Komentarze