Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze nikogo z Was ani Ciebie, ani Ciebie, ani Ciebie, nie było na świecie, była sobie mała dziewczynka. Lubiła, kiedy rodzice czytali jej bajki. Lubiła je też oglądać na slajdach rzucanych na ścianę z rzutnika, bo nie było jeszcze wtedy komputerów i internetu. Tak poznała Śnieżkę. Królewnę Śnieżkę. Kilka obrazów z tej bajki mocno zapadło jej w pamięć.

Pierwszy z nich to kropla krwi wsiąkająca w biały śnieg, kiedy matka Śnieżki skaleczyła się w palec, szyjąc przy oknach w ramach z czarnego hebanu. Wtedy wyobraziła sobie swoje przyszłe dziecko: dziewczynkę o włosach czarnych jak heban, ustach czerwonych jak krew i cerze białej jak śnieg. 

Drugi to powykrzywiane odbicie z zaczarowanego lustra. Okropnie się go bała.

Trzeci to krasnoludki mieszkające w lesie, w które długo wierzyła i szukała ich pod grzybami.

Czwarty to las, który czasem bywał tajemniczy i trochę straszny, a czasem miękki i bezpieczny. 

Te obrazy długo działały na jej wyobraźnię.
Dziewczynka dorosła, zaczęła pracować w teatrze i została reżyserką.
Teraz wraca do tych obrazów, do tych wspomnień z dzieciństwa, żeby stworzyć magiczny świat, który przemówi do wyobraźni współczesnych młodych widzów. A może też tych starszych, którzy pamiętają dzieciństwo.