Statek pasażerski „Daria” i holownik „Konrad” zostały porzucone przy Bulwarze Piastowskim w pobliżu Mostu Długiego kilka lat temu. Na ich armatora – Jerzego Deca – przez wiele miesięcy bezskutecznie nakładano kary. Nie można było też wymusić odholowania jednostek.
W październiku ubiegłego roku na pokładzie „Darii” doszło do pożaru, co przyspieszyło działania urzędników. Urząd Żeglugi Śródlądowej złożył wniosek o wykonanie zastępcze, które teraz zostało zrealizowane.
W środę rano jednostki zostały odholowane na koszt armatora. Akcja odbyła się w tajemnicy, by właściciel nie interweniował. Jednostki opuściły Bulwar Piastowski przed godziną 8:00.
– Ta sytuacja stała się groźna, gdy na miejscu wybuchł pożar. Podjąłem decyzję, by urząd wojewódzki wziął odpowiedzialność za odholowanie tych jednostek w ramach tzw. „wykonania zastępczego”, czyli holowania na koszt właściciela wraków. Nie chciał zapłacić tych pieniędzy, ale udało się to wyegzekwować. Sama operacja to 30 tysięcy złotych na koszt właściciela i dwie kary po 20 tysięcy złotych – mówi Adam Rudawski, wojewoda zachodniopomorski. – Wszystko odbyło się bezproblemowo. Nie było prób zablokowania tego programu. Były jednak przecieki, kiedy takie holowanie będzie mieć miejsce, uznaję to za nieeleganckie.
– Wraki zostają odholowane. To był pomnik niemocny administracyjnej – mówi radny KO Stanisław Kaup. – Działaliśmy na styku różnych gałęzi prawa, ale przede wszystkim mowa o prawie administracyjnym, mamy wiele instytucji, które musiały współpracować przy tym, by temat dogadać i przeprowadzić. Odholowanie nie kończy tematu, bo przez wiele lat jednostki cumowały przy Bulwarze Piastowskim bez opłat, a w tym czasie mogłaby w tym miejscu działać np. kawiarnia i generować zysk.
„Daria” i „Konrad” cumowały przy Bulwarze Piastowskim od 2020 roku. Jednostki były nie tylko nieestetyczne, ale też niebezpieczne. Często stając się miejscem koczowania osób bezdomnych.
Komentarze