Jest ukryta, sprawia wrażenie nieco zapomnianej, a w głowach niektórych mieszkańców została dawno wyburzona. To błąd, bowiem dawna świetlica Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego cały czas przypomina o tym, jak ważna historia miała tutaj miejsce. Aby do niej trafić, trzeba pokierować się na prawo od bramy głównej Stoczni Szczecińskiej „Wulkan” przy Placu Ofiar Grudnia 1970.
- To miejsce, w którym narodziła się Solidarność. Świadczy o niezwykłej odwadze szczecińskich robotników, którzy stanęli naprzeciwko całego reżimu komunistycznego. To oni zaczęli tutaj kruszyć ten komunistyczny beton - podkreśla Paweł Domański.
A musieli go kruszyć kilkukrotnie.
Pierwszy Ogólnomiejski Komitet Strajkowy
To tutaj zawiązano Ogólnomiejski Komitet Strajkowy, który był pokłosiem krwawych starć z 17 grudnia 1970 roku. Nastroje w ubożejącej Polsce u schyłku epoki Gomułki były coraz gorsze. Czarę goryczy przelała decyzja Biura Politycznego KC PZPR, by tuż przed świętami drastycznie podnieść ceny na podstawowe artykuły spożywcze.
Tego dnia sytuacja w Stoczni „Warskiego” była napięta od samego rana. Do najtragiczniejszych wydarzeń doszło około godziny 17, gdy tłum złożony z robotników i wspierających ich mieszkańców najpierw podpalił Komitet Wojewódzki PZPR przy Placu Żołnierza Polskiego, a później szturmował Komendę Wojewódzką Milicji Obywatelskiej przy ul. Małopolskiej.
Milicja i wojsko otworzyły ogień. Zginęło 13 osób. Po „krwawym czwartku” Ogólnomiejski Komitet Strajkowy przejął kontrolę nad strajkującymi zakładami i zorganizował protest okupacyjny, na czele którego stanął Edmund Bałuka. 22 stycznia 1971 roku robotnicy zamknęli bramy stoczni. Dwa dni później do Szczecina przyjechał I sekretarz KC PZPR Edward Gierek.
„Czuć było tę atmosferę rewolucji, godności”
- Czuję się tutaj jak w domu. Bliskie mi miejsce, które wybudza wszelkie emocje i przypomina to, co przeżyłem - mówi Michał Kawecki, psycholog zakładowy w latach 1971-1976.
Do Szczecina przyjechał z Krakowa, gdzie ukończył Uniwersytet Jagielloński. Jak podkreśla, to w stoczni nauczył się prawdziwej psychologii.
- Wśród 12 tysięcy ludzi, którzy nadal we mnie żyją. Pamiętam niezwykle żywe dialogi, wręcz tygiel rozmów. Czuć było tę atmosferę rewolucji, godności. Pamiętam jak szef wydziału mechanicznego zgłosił do mnie 20 albo 30 suwnicowych. Nie wiedziałem o co chodzi, ale w czasie badań zauważyłem, że wszystkie pracownice są bardzo zdenerwowane. W końcu któraś z nich powiedziała, że przystąpiły do strajku, a teraz władze chcą je wyrzucić. Choć miały bardzo słabe wyniki, to wyraziłem zgodę, aby pracowały dalej. Nie dałem żadnego pretekstu, aby mogły zostać zwolnione - wspomina.
O tym, jak władza mściła się na wspierających stoczniowe strajki przekonała się poetka Helena Raszka. Po zadedykowaniu jednego ze swoich tomików szczecińskim robotnikom, została objęta zakazem druku.
„To miejsce-pomnik i tak powinno być traktowane”
Dekadę później, w 1980 roku, świetlica stoczniowa po raz kolejny stała się centrum najważniejszych wydarzeń. Tym razem nie tylko w Szczecinie i Polsce, ale całej Europie. To tutaj 30 sierpnia podpisano pierwsze z „Porozumień Sierpniowych” sygnowane przez Mariana Jurczyka.
- Nic się nie zmieniło - mówi Małgorzata Szejnert, która wraz z Tomaszem Zalewskim zrelacjonowała szczecińskie strajki z sierpnia 1980 roku. Po 45 latach ponownie pojawiła się w świetlicy.
- Bardzo się cieszę, że znowu tutaj jestem. To miejsce-pomnik i tak powinno być traktowane. Jeżeli mówi się, że historia miasta ma fundamenty, to ta świetlica jest jednym z nich. To się należy pamięci stoczni i strajkujących - podkreśla.
Cała Polska wiedziała o strajkach w Gdańsku - stoczniowcy wpuszczali bowiem dziennikarzy do środka, a ci, będąc w samym środku wydarzeń, przekazywali relacje dalej. W Szczecinie było inaczej - robotnicy nie chcieli mediów. Dzień przed podpisaniem porozumień sierpniowych odwiedzili ich dziennikarze TVP, ale przekaz nie przebił się dalej.
„Cały czas coś nas zaskakuje”
W świetlicy nadal stoją te same stoły, krzesła i mównica. Całym budynkiem opiekuje się Centrum Solidarności „Stocznia” – państwowa instytucja powołana w 2023 roku.
- Chcemy, aby świetlica pozostała w takim stanie, jak podczas podpisywania porozumień. Wielką wartością tego miejsca są oryginalne artefakty. Rzeczy, które pozostały po stoczniowcach. Warto to wszystko zobaczyć na własne oczy. Mogłoby się wydawać, że po 45 latach już nic ciekawego nie znajdziemy. Wręcz przeciwnie, cały czas coś nas zaskakuje – podkreśla Sebastian Ligarski, dyrektor Centrum Solidarności „Stocznia”.
Wśród stoczniowych artefaktów znajdziemy m.in. kilkanaście kasków z lat 50. i 60., zastawę sygnowaną logiem stoczni, szafy radiowęzłowe, PRL-owskie tablice z hasłami przypominającymi o bezpiecznych zasadach pracy, a nawet „stoczniową Teslę”, czyli wózek akumulatorowy, z którego stoczniowcy korzystali już w latach 50.
Ostatnie odkrycia to m.in. drewniana skarbonka z napisem „dobrowolne datki na fundusz związku zawodowego funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej”. Znalezisko pochodzi z okresu pacyfikacji strajku w grudniu 1981 roku.
- Bardzo dużo ryzykowali. Władza lubiła się mścić, a zwłaszcza na swoich decydentach. Ryzykowali więcej niż my - mówi Mieczysław Ustasiak, przywódca strajku okupacyjnego w stoczni z czasu stanu wojennego. - Zawsze wiązało się to z jakimiś przeżyciami. Były rewizje w domu, kłopoty z pracą. Ale to i tak były dobre sprawy w stosunku do tego, co przeżywali i jaką cenę płacili nasi poprzednicy. Nie godzili się na komunę i płacili za to życiem.
Oprócz skrzynki z monetami, znaleziono także dokumenty, w tym teczkę jednej z kluczowych postaci szczecińskiej opozycji solidarnościowej - Andrzeja Milczanowskiego.
„Na świecie jest bardzo duże zainteresowanie społecznością stoczniową”
Głównym celem Centrum Solidarności „Stocznia” jest przywrócenie pamięci nie tylko o świetlicy, ale o wszystkich wydarzeniach, które miały w niej miejsce.
- Na świecie jest bardzo duże zainteresowanie społecznością stoczniową. To stoczniowcy budowali szkoły, przedszkola, obiekty kultury, Trasę Zamkową, Pomnik Trzech Orłów. Ich miastotwórczość powinna zostać przypomniana - podkreśla Sebastian Ligarski.
Przez prawie 2 lata świetlicę odwiedziło prawie 10 tysięcy osób.
- Na dole mamy ogromne przestrzenie, które chcemy przeznaczyć na historię przemysłu stoczniowego. Z drugiej strony chcemy opowiadać o historii Solidarności. To tutaj się rodziła, przy tych stołach przygotowane pierwsze w dziejach PRL porozumienie z komunistycznym rządem. Na górze taras widokowy z kawiarnią, a obok sale konferencyjne i szkoleniowe - zdradza pomysły dyrektor Centrum Solidarności „Stocznia”.
- Ten budynek to nieoczywiste piękno. Ma pewne niedostatki, trzeba przepracować kwestie fasady, elewacji, ale najpiękniejsza jest jego dusza. To coś, co możemy i chcemy przekazać mieszkańcom. Pamiętam moje pierwsze odczucia, gdy wszedłem do tej świetlicy. Miałem wrażenie, jakby robotnicy dopiero co wyszli stąd po podpisaniu porozumień sierpniowych i zgasili światło - dodaje Paweł Domański.
„Tego nie ma już w Gdańsku”
- Piękno nie jest jedyną kategorią oceny obiektów zabytków. Ogromnym walorem tego miejsca jest właśnie ta autentyczna przestrzeń. Naokoło mamy pracujące zakłady przemysłowe, możemy usłyszeć i poczuć przemysł stoczniowy, prawdziwą atmosferę. Mamy tutaj przestrzeń, która ma ogromne znaczenie historyczne i symboliczne. Tego nie ma już w Gdańsku, gdzie teren został wyczyszczony ze starej tkanki - mówi miejski konserwator zabytków Michał Dębowski.
Zaznacza przy tym, że budynek ze świetlicą jest jednym z dwóch szczecińskich obiektów, które mają szansę na uzyskanie statusu pomnika historii.
- To najbardziej prestiżowa forma ochrony zabytków w Polsce. W grze jest tylko Cmentarz Centralny i ten budynek. To nasze najcenniejsze składniki lokalnego dziedzictwa, które mają ponadlokalny charakter - podkreśla Michał Dębowski.
„Szansa nie tylko na rewitalizację stoczniowego terenu, ale i całej dzielnicy”
Zdaniem Barbary Markowskiej ze Stowarzyszenia „Przystań Wartości”, budynek ze świetlicą stoczniową to dla Drzetowa-Grabowa dodatkowa wartość kulturalna i historyczna, której nie ma żadne inne osiedle w Szczecinie.
- Stocznia była podstawowym podmiotem, który organizował życie społeczne mieszkańców osiedla przez wiele lat. W ramach projektu „Łączy nas Szczecin” nagrywaliśmy wspomnienia starszych mieszkańców. Bardzo często przewijała się w nich stocznia. Albo w niej pracowali, albo brali udział w strajkach, albo wspierali osoby strajkujące. Wciąż jest żywym miejscem wśród mieszkańców - mówi
Natomiast zdaniem dyrektor Wydziału Kultury Marty Dziamdziory, ożywienie świetlicy stoczniowej to szansa nie tylko na rewitalizację stoczniowego terenu, ale i całej dzielnicy.
- Powinniśmy iść w tym kierunku, wzorem innych miast europejskich. Postindustrialne budynki cieszą się bardzo dużą popularnością w całej Polsce. Obecnie są rewitalizowane, a my odnajdujemy w nich coraz większą wartość. Odchodzimy od wielkich, spektakularnych budowli i zwracamy się w stronę tego, co już jest, co możemy zrewitalizować, przywrócić do życia i oddać społeczeństwu - dodaje.
Komentarze