Tego wernisażu nie można przegapić, bo jak zapowiada Lena Żbikowska, na pewno nie będzie sztampowo. Szczecinianka pokaże nie tylko obrazy, ale szykuje też taneczną niespodziankę - do wernisażu szykuje się 17 pań z zespołu tanecznego „Arabeski Bis”, będzie też multimedialna prezentacja. - W moim życiu dzieje się dużo, więc i tym razem tak będzie. Zapraszam do Klubu 13 Muz w czwartek 9 kwietnia na godz. 17.00 - mówi artystka.
Szczecin w kapeluszach, na portugalskich płytkach i fotografiach
- Lena? Jest niezwykle pracowita! Bardzo dużo maluje, jest uparta, ma swoje zdanie, świetna akwarelistka - mówią o niej koleżanki i koledzy z Otwartych Pracowni w 13 Muzach. To właśnie tu Lena Żbikowska szlifuje swoje malarskie umiejętności.
“Mój Szczecin” to wystawa, na której pokaże trzy cykle: Szczecin na kapeluszach, portugalskich płytkach i obrazach inspirowanych fotografiami Damiana Róża.
Pierwszy impuls do stworzenia cyklu o mieście przyszedł podczas jednej z podróży z mężem. - Byliśmy w Karlowych Warach i tam kobieta wystawiała galerię pod chmurką. Była panorama miasta na wzgórzach, ale namalowana na kapeluszu. Bardzo mi się to spodobało i od razu pomyślałam: muszę coś takiego zrobić ze Szczecinem, muszę te nasze pomniki zrobić, te nasze zabytki, te nasze kwiaty - opowiada.
Powstały obrazy zaskakujące, pełne koloru i lekkości. To jednak nie koniec podróżniczych inspiracji, bo kolejny cykl to obrazy Szczecina na azulejos, czyli charakterystycznych portugalskich płytkach. - Zainspirowały mnie płytki w Portugalii. Na ścianach i w obiektach kultury były obrazy przedstawiające różne sceny. I znowu pomyślałam: muszę coś takiego zrobić - opowiada. Tu artystka sięgnęła po archiwalne, czarno-białe fotografie miasta udostępnione przez Muzeum Narodowe - to pomysł nieoczywisty, a połączenie dwóch różnych światów, dało zaskakujący efekt.
Trzeci cykl to efekt fascynacji zdjęciami znanego szczecińskiego fotografa Damiana Róża: jego pełne światła i kolorów fotografie Lena Żbikowska przeniosła na obrazy. Są tu m.in. tonące w porannych promieniach słońca Wały Chrobrego, czy kipiące od jesiennych barw Jezioro Szmaragdowe. Lena nie kryje, że te prace kosztowały ją ogrom czasu - każda z nich to co najmniej kilka dni malowania.
W sumie na wystawie w 13 Muzach zobaczymy 35 prac z trzech wspomnianych cyklów.
Od małych obrazów do dużych prac i swojego stylu
Pytam Lenę, kiedy zaczęła malować. - Ja zawsze coś robiłam, jestem taką artystyczną duszą. Byłam wuefistką, a praca w szkole dawała mnóstwo możliwości wyżycia się artystycznie, więc robiłam dosłownie wszystko: kartki świąteczne na kiermasze, decoupage, zaproszenia. A zaczęło się chyba od haftu krzyżykowego: jechałam wtedy na narty i żeby się czymś w drodze zająć, to wyszywałam - opowiada.
W wieku 57 lat przeszła na emeryturę. - To był moment, kiedy wreszcie mogłam zająć się swoimi pasjami. A ja zawsze chciałam malować akwarelami - mówi.
Zaczynała od malutkich obrazków. Malowała głównie kwiaty i kopie innych obrazów. - Chciałam zrobić obraz dokładnie taki sam jak oryginał - mówi. Z czasem jednak wypracowała własny styl, a wszystko inne stało się jedynie inspiracją. - Coś widzę, podoba mi się, ale robię po swojemu - dodaje.
Dwa i pół roku temu przeczytała o Otwartych Pracowniach w 13 Muzach
- Przyszłam, pokazałam swoje prace, spotkałam się z bardzo życzliwą oceną, wszyscy mówili - Lena, jak ty dużo malujesz - a przecież ja dopiero zaczynałam. To dodało mi wiary w siebie i mnóstwo nowej energii - wspomina.
To właśnie w 13 Muzach po raz pierwszy spróbowała dużych formatów i po raz pierwszy zaczęła malować akrylami. - Ja trochę sprowokowałem tę sytuację - mówi Edward Domański, który prowadzi pracownię plastyczną. - Duże formaty po prostu lepiej wyglądają na wystawach. Ciężko było Lenę na początku przekonać, ale po to się tu spotykamy, aby doskonalić się, rozwijać - zapraszam do nas każdego, kto chce spróbować - dodaje.
Artystyczna dusza, która nie może usiedzieć w miejscu
Samo malowanie jednak Lenie nie wystarcza. - Stwierdziłam w wieku 58 lat, że mam ADHD. Nie mogę spokojnie usiedzieć i ciągle wymyślam coś nowego - śmieje się.
Oprócz malowania tańczy w zespole “Arabeski Bis” (tancerki zaprezentują się podczas wernisażu), a z mężem Arturem angażuje się również w wolontariat. Byli razem na wschodniej granicy, kiedy wybuchła wojna w Ukrainie: - Zrezygnowaliśmy wtedy z wyjazdu w kolejną podróż, czuliśmy, że to byłoby niewłaściwie wylegiwać się na jakiejś plaży, kiedy tu ludzie potrzebują pomocy. Bardzo dużo nam samym to dało - mówi.
W Szczecinie są z kolei wolontariuszami w Filharmonii. Pomagają między innymi przy wystawach. Lenę można często spotkać jako osobę, która po wystawach oprowadza. - To dla mnie niesamowite doświadczenie móc obcować z artystami, pytam ich o inspiracje, o techniki pracy, albo o to, ile zrobili zdjęć i czemu na wystawę wybrali akurat takie, a nie inne, pytam czasem nawet o ceny ram, dosłownie o wszystko. Opowiadam potem o tym zwiedzającym, ale też sama z tego czerpię - mówi. Z mężem często też jeżdżą na zawody lekkoatletyczne, gdzie są sędziami.
O emeryturze Lena mówi wprost: - To są najlepsze lata mojego życia. - Człowiek wstaje, pije kawę, patrzy przez okno i się śmieje. Potem zatańczy, coś pomaluje, pójdzie do filharmonii.
Pytam ją o radę dla tych, którzy ten czas spędzają na kanapie: co zrobić, żeby to zmienić. - Szczerze? To siedzi w człowieku. Jak ktoś nie chce, to niczego nie zmieni. Chcieć to móc. Trzeba tylko znaleźć swój moment. Ja pokazuję, że można, że Szczecin jest miastem pełnym kolorowych ludzi, że jeśli tylko się chce, można tu znaleźć wspaniałą, twórczą przestrzeń dla swoich pasji - uważa.
Wystawa “Mój Szczecin” autorstwa Leny Żbikowskiej
DK 13 Muz/Galeria Enter
wernisaż: 9 kwietnia, godz. 17.00
wstęp wolny
Wystawa potrwa do 8 maja. Portal wSzczecinie.pl jest patronem medialnym wydarzenia.
Komentarze