Muzyka odnaleziona w archiwach i prywatnych zbiorach, kompozytorzy, których nazwiska zniknęły z historii oraz artyści, którzy sami prowadzą muzyczne poszukiwania. Już w niedzielę rozpocznie się w Szczecinie 9. Festiwal Muzyki Przywracanej. Do 30 sierpnia publiczność usłyszy sześć koncertów obejmujących kilka stuleci muzyki i bardzo różne tradycje – od dawnej muzyki ludowej, przez repertuar sprzed kilkuset lat, twórczość zapomnianych szczecińskich kompozytorów, aż po muzykę dawnych synagog.

Przez osiem lat szczeciński festiwal odbywał się jako Dni Muzyki Żydowskiej. W tym roku zmienia nie tylko nazwę, ale również skalę. Idea, wokół której wydarzenie budowane było od początku, pozostaje jednak ta sama: przywracanie muzyki, która z różnych powodów przestała być wykonywana i zniknęła z koncertowych estrad.

– Najprościej rzecz biorąc, muzyka przywracana to taka, która została z jakichś powodów zapomniana, z jakichś powodów nie była grana. Artyści, pracując w archiwach, bibliotekach czy zbiorach prywatnych, odnajdują ją i ponownie wykonują – tłumaczy dr Jakub Stefek, kierownik Centrum Muzyki Przywracanej i organizator festiwalu.

Proces ten porównuje do znalezienia przepisu w starej książce kucharskiej.

– Odnajdujemy stary przepis, ale dzisiaj smak trochę się zmienił, składniki się zmieniły, nie mamy dostępu do dokładnie tych samych produktów. Musimy więc to danie trochę stworzyć na nowo. Z jednej strony rekonstruujemy coś, co istniało wcześniej, z drugiej dajemy własny pierwiastek kreatywny. Próbujemy zbliżyć się do oryginału, posmakować tego, co było kiedyś. Przede wszystkim jednak coś, co nie brzmiało przez długi czas, ma okazję zabrzmieć ponownie – mówi.

Tutaj przywracanie muzyki do życia to nie ciekawostka, a główna część festiwalu

Zapomniane kompozycje coraz częściej pojawiają się w programach koncertowych. Zazwyczaj jednak są dodatkiem do dobrze znanego repertuaru. W przypadku Festiwalu Muzyki Przywracanej jest inaczej.

– Według informacji, które posiadam, w Polsce nie mamy drugiego festiwalu, w którym proces przywracania muzyki byłby linią programową od początku do końca – mówi Stefek. – Na innych wydarzeniach takie utwory pojawiają się najczęściej jako ciekawostki, zestawione z muzyką znaną i lubianą. Istnieją też festiwale, które mają w swojej misji odkrywanie nieznanej muzyki. U nas muzyka przywracana jest na każdym koncercie – dodaje.

Istotne jest również to, kto pojawia się na scenie.

– Zapraszamy artystów, którzy faktycznie tę muzykę odnajdują. Nie jest tak, że wynalazł ją ktoś inny, a ktoś inny tylko ją prezentuje. Każdy z naszych gości ma za sobą godziny spędzone na odkrywaniu tej muzyki.

To właśnie pierwszy kontakt z nieznanym wcześniej utworem jest dla Stefka jednym z najważniejszych doświadczeń całego procesu. – Bierzemy nuty i odkrywamy, co to właściwie jest. Gramy po raz pierwszy. Jako muzycy nie słyszymy tej muzyki pierwszy raz dopiero podczas koncertu – słyszymy ją już na pierwszej próbie. I ten moment jest naprawdę niezwykły.

Zmieniło się przy tym samo myślenie o muzycznych odkryciach. Jeszcze kilkanaście lat temu badacze w archiwach często szukali przede wszystkim nieznanych arcydzieł. Dziś ważna staje się także historia kryjąca się za utworem.

– Muzykę rozumiemy również jako świadectwo historyczne i nośnik pamięci o ludziach, którzy żyli przed nami. Z jednej strony patrzymy na jakość artystyczną, ale z drugiej nie pomijamy tego, że za każdym utworem stoi jakaś historia. Historia pojedynczego człowieka albo całej społeczności.

Od WoWaKin po muzykę dawnych synagog

Tegoroczna edycja po raz pierwszy tak szeroko wychodzi poza repertuar żydowski. Festiwal rozpocznie WoWaKin. W kolejnych dniach zabrzmi muzyka sprzed kilkuset lat, melodie dawnych Kresów, twórczość związanego ze Szczecinem Ottona Manassego, utwory kompozytorek przywracane przez amerykańską organistkę Gail Archer, a finałem będzie program „Wszystkie głosy synagogi. Pieśni dawnej Polski”.

– Przez osiem poprzednich edycji nasze wydarzenie odbywało się pod nazwą Dni Muzyki Żydowskiej i idea przywracania dotyczyła muzyki żydowskiej. W tym roku poszerzamy ją o różne kultury, narody i epoki historyczne. Ale to, co zostaje, to właśnie proces muzyki przywracanej – podkreśla Stefek.

Dlatego festiwalu nie da się zamknąć w jednej epoce czy jednym gatunku.

– Tym odróżniamy się od innych festiwali muzyki klasycznej, że nie koncentrujemy się na określonym gatunku, składzie wykonawczym czy epoce. Koncentrujemy się na procesie przywracania muzyki – mówi Jakub Stefek.

Jedną z najbardziej szczecińskich historii tegorocznej edycji będzie powrót twórczości Ottona Manassego. Urodzony w Szczecinie kompozytor i chemik opuścił rodzinne miasto, a jego muzyka na dziesięciolecia zniknęła z miejscowego życia koncertowego. Nuty przetrwały daleko od Szczecina.

– Jeżeli chcemy szukać nut związanych ze Szczecinem, Pomorzem, Warszawą czy wieloma miejscami dramatycznie zniszczonymi podczas II wojny światowej, bardzo często musimy ich szukać wszędzie, tylko nie w tych miejscach. Ci, którzy wyjeżdżali przed zniszczeniem, zabierali ze sobą nuty. Czasem pojedyncze teczki, czasem wielkie kolekcje obejmujące setki czy tysiące utworów – tłumaczy Stefek.

W przypadku Manassego materiały zachowały się w prywatnym mieszkaniu. Podczas festiwalu po raz pierwszy w Szczecinie zabrzmią jego dzieła kameralne.

– Te utwory są bardzo piękne i bardzo wzruszające. Możemy powiedzieć, że Otto Manasse wraca do swojego Szczecina. Mam nadzieję, że jego historia bardziej się tutaj zakorzeni i wzbogaci pejzaż miasta. To również buduje naszą lokalną tożsamość.

„Nie chodzi mi tylko o to, żeby artyści przyjechali, zagrali i następnego dnia wyjechali”

Za festiwalowymi koncertami stoi ogromna praca badawcza, ale organizatorzy nie chcą zamieniać wydarzenia w konferencję naukową. Każdemu koncertowi towarzyszy opowieść o muzyce i jej twórcach. Powstała seria podcastów z artystami, przygotowano także książkę programową z tekstami autorów, historiami kompozytorów oraz szczegółowymi opisami wykonywanych dzieł.

– To jest festiwal dla ludzi, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej, poznać historię, kompozytorów i społeczeństwo, w którym ta muzyka powstawała. Nie chodzi mi tylko o to, żeby artyści przyjechali, zagrali i następnego dnia wyjechali. Chodzi o to, żeby ich opowieść też z nami została.

Jednocześnie festiwal ma być po prostu dobrym sposobem na spędzenie ostatniego tygodnia wakacji.

– Nie idziemy do szkoły i nie idziemy na wykład. Idziemy do Ogrodów Śródmieście, można wziąć leżaczek, coś do picia i w przyjemnych okolicznościach zdobywać tę wiedzę i doświadczenia.

Koncerty odbywać się będą w bardzo różnych przestrzeniach Szczecina – od pleneru i Teatru Letniego, przez Zamek Książąt Pomorskich, po szczecińskie kościoły. – To nie jest wiedza na sali wykładowej. To jest taka wiedza na leżaczku – śmieje się Stefek.

„Tutaj każda muzyka będzie u siebie”

Poszerzenie formuły festiwalu ma jeszcze jeden wymiar. Dla jego organizatora różnorodność prezentowanych tradycji jest opowieścią także o samym Szczecinie – mieście, którego współczesna tożsamość została zbudowana przez ludzi przybywających tutaj z bardzo różnych stron.

– Kiedy mówimy o muzyce dawnych Kresów, to przecież jest muzyka, którą przywieźli tutaj nasi dziadkowie i pradziadkowie w pierwszych powojennych latach, kiedy Szczecin był jedną wielką ruiną. Te wszystkie elementy składają się na naszą tożsamość.

I właśnie dlatego, zdaniem Stefka, Szczecin jest naturalnym miejscem dla festiwalu poświęconego odzyskiwaniu różnych warstw muzycznej pamięci.

– Szczecin jest idealnym miejscem dla muzyki przywracanej. Tutaj każda muzyka będzie u siebie, bo tutaj tak naprawdę każdy człowiek jest skądinąd i każdy człowiek jest u siebie.

Muzyka, która istnieje tylko przez chwilę

Ostatecznie całe badanie archiwów, rekonstruowanie nut i poznawanie historii prowadzi jednak do jednego momentu: spotkania wykonawców z publicznością.

– To, co jest istotne w słuchaniu muzyki na żywo, to energia, która przepływa od wykonawcy do publiczności – mówi Stefek. – Porównajcie energię na weselu, na którym muzykę puszcza DJ z nagrania, z energią wtedy, kiedy gra kapela na żywo. Ta kapela może być niedoskonała, może nam się podobać bardziej albo mniej, ale energia całej imprezy jest kompletnie inna. Tak samo jest z koncertem.

Przez osiem poprzednich edycji jednym z najbardziej poruszających doświadczeń organizatora nie były nawet same brawa, ale cisza.

– Kiedy trzysta czy czterysta osób siedzi i przychodzi moment zupełnej ciszy, absolutnego skupienia, to robi wielkie wrażenie po obu stronach – publiczności i wykonawców. Muchę przelatującą słychać. To chyba zawsze był najpiękniejszy wyraz uznania naszej publiczności.

Dziewiąty Festiwal Muzyki Przywracanej rozpoczyna się już w niedzielę, 23 sierpnia, i potrwa do 30 sierpnia. Przez osiem dni Szczecin stanie się miejscem powrotu muzyki, której przez dziesięciolecia, a niekiedy przez całe stulecia, niemal nikt nie miał okazji usłyszeć. Pełny program wydarzenia i przekierowania do kupna biletów można znaleźć tutaj.