Minęły niemal dwa lata od oficjalnego zakończenia remontu Alei Wojska Polskiego. To inwestycja, która od początku budziła skrajne emocje. Tak jest też dziś, ale wśród opinii zdecydowanie przeważają te pozytywne. Bogumiła Polańska, właścicielka kultowego Pasztecika mówi wręcz, że to najlepszy czas tej ulicy. – Zregenerowała się, ożywiła, życie tu kwitnie – mówi. – Przeżyło się remont i powiem jedno: warto było – ocenia jeden z mieszkańców.

Plusy: dużo zieleni, ogródki przed lokalami gastronomicznymi i mniej samochodów. Minusy: problemy z parkowaniem, ale też wandalizm. To słyszymy najczęściej podczas spaceru śródmiejskim fragmentem Alei Wojska Polskiego.

– Od 1969 roku jestem na Wojska Polskiego, to jest długa historia i mnie się wydaje, że po tym remoncie odżyła ta ulica. Widzę to szczególnie w weekendy, piątek, sobota, niedziela, to życie tutaj kwitnie. Przed remontem miasto było puste, nic się nie działo, teraz są ludzie, Wojska Polskiego zregenerowała się, ożywiła – mówi Bogumiła Polańska, właścicielka Baru Pasztecik. Przyznaje, że klienci skarżą się, że mają problem z zaparkowaniem, ale jednocześnie, kiedy pytam ją o najlepszy w historii czas tej ulicy, bez wahania wskazuje teraźniejszość.

Nowi przedsiębiorcy: nie mamy się czego wstydzić

Wchodzę do niewielkiego sklepiku z przedmiotami z drewna. Prowadzi go Jurij Struk z żoną – są tu od września zeszłego roku. – Wcześniej mieliśmy punkt na Manhattanie i zmiana jest zdecydowanie na plus. Mam bardzo dużo klientów, którzy wchodzą do mnie z ulicy, to także turyści – mówi.

O klientach „z ulicy” mówi też Małgorzata Pasiowiec, właścicielka restauracji Same Sushi, która w nowej lokalizacji – właśnie przy Alei Wojska Polskiego – jest dopiero od marca.

– Mamy specjalny kod QR do ankiety, w której pytamy naszych gości, kto jak do nas trafił. Blisko 25 proc. to osoby, które weszły z ulicy, jest rzeczywiście dużo pieszych, dużo osób spaceruje.

O zmienionej Alei Wojska Polskiego mówi wprost: – Mi się podoba. Nie mamy się czego wstydzić jako miasto, ulica jest zadbana, jest coraz więcej najemców. To wszystko zapełnia się oczywiście w swoim tempie, bo teraz przedsiębiorcy są raczej ostrożni w inwestowaniu – zaznacza.

Nowy na Wojska Polskiego jest także Marcin Krakowianin. We wrześniu ubiegłego roku kupił rozpoznawalną tu i istniejącą od 1986 roku piekarnię Pączuś, kiedy poprzedni właściciel odszedł na emeryturę. – Zmiany są na plus – mówi o tym, jak wygląda ulica. – Jest trochę mało miejsc do parkowania, ale przecież tak jest we wszystkich większych miastach. Byłem ostatnio w Londynie, nikt się tam nie dziwi, że człowiek parkuje i musi przejść potem 20 minut do celu – dodaje. Wychodzimy przed niewielką piekarnię. – Proszę zobaczyć, są ogródki, są drzewa, my też mogliśmy miejsce na ogródek wynająć, aż trudno sobie teraz wyobrazić, że znowu auta by jechały czterema pasami. To miejsce ma ogromny potencjał – uważa.

O miejsca parkingowe dopytuję też Małgorzatę Pasiowiec z Same Sushi. – To jest środek Szczecina. Gdybym chciała mieć przed lokalem duży parking, prowadziłabym działalność na obrzeżach miasta – mówi.

Niezgoda w sprawie placu Zgody

Idę na Plac Zgody. To miejsce wywołuje szczególnie wiele emocji, a tutejszy plac zabaw stał się niedawno jednym z bohaterów programu w Kanale Zero (m.in. obok nieistniejącej Frygi, portowego fotopunktu czy hotelu dla jaskółek na Os. Zawadzkiego), w którym prowadzący wyśmiewali wybrane szczecińskie inwestycje zrealizowane za publiczne pieniądze. Na Placu Zgody testowali urządzenie do zabaw akustycznych i trampoliny, które są już częściowo uszkodzone. – Kolejne wydane dobrze publiczne pieniądze – podsumowali ironicznie reporterzy Kanału Zero.

Na placu spotykam między innymi pana Jerzego, który przy Alei Wojska Polskiego mieszka od pół wieku. – Czy mi się podoba? No fajowo jest! Bez porównania do tego co było, drzewek, krzewów nasadzili, dla dzieci też coś jest, ja jestem bardzo zadowolony, jakoś się ten remont przeżyło i powiem jedno: było warto – uważa. On też zwraca uwagę na zniszczone trampoliny. – Wieczorem zbiera się często nieciekawe towarzystwo i niszczą, robią bałagan. Powinno być więcej patroli policji i straży miejskiej, żeby ludzie nauczyli się dbać o to wszystko – dodaje.

Na ławce-huśtawce siedzi trójka młodych ludzi. To Michał, Mikołaj i Ola, studenci Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Żadne z nich nie pochodzi ze Szczecina, ale każde zna Wojska Polskiego sprzed remontu. – Teraz jest o wiele ładniej. I nawet udało nam się zaparkować w miarę szybko – mówią.

W południe, na placu zabaw akurat nikogo nie ma, ale pytam o to miejsce inną z mieszkanek. – Nie rozumiem krytyki. Byłam niedawno we Włoszech, tam na place zabaw dosłownie wyrywa się każdy fragment, dlatego często są tuż obok ulic. Uważam, że dobrze, że i tu jest taka przestrzeń – mówi.

Kawałek dalej pani Bożena ziarnem dokarmia gołębie. – Jeśli na coś narzekam, to cały czas na to, że jest za dużo samochodów. Szczerze? Ja bym w ogóle zrobiła weekendy bez aut. Niech to miasto trochę odetchnie też – mówi.

Nowa Aleja Wojska Polskiego jej się podoba, ale nie może pogodzić się z tym, że przy okazji rewitalizacji wycięto też część starych drzew. – Jestem tym bardzo zbulwersowana. Nasadzili nowe, jest pięknie, ale tamtych bardzo szkoda – mówi. Nie podoba jej się też zbyt duża liczba ogródków przy lokalach gastronomicznych. – Moim zdaniem nie powinno tego być – podkreśla.

8 pustych lokali, „znacznie więcej ludzi”

O Wojska Polskiego zagaduję też dwie kwiaciarki z Placu Szarych Szeregów. – Tragedia! – mówią zgodnie. – Nic się nie dzieje, mało ludzi, a jeszcze ruch na Jagiellońskiej chcą ograniczyć – oceniają. Kiedy pytam o wygląd ulicy po rewitalizacji, jedna z nich odpowiada: – Rzecz gustu. Mi bardziej podobało się przed remontem – mówi. A druga dodaje: – Nie ma gdzie parkować, nie ma ludzi, przedsiębiorcy się wynoszą.

Tak surowe oceny zmian na śródmiejskim odcinku Alei weryfikował niedawno radny Wojciech Dorżynkiewicz. Swoje wyliczenia opublikował w mediach społecznościowych.

„...kilka razy przeczytałem, że «kiedyś było lepiej, że lepiej było przed remontem na Wojska Polskiego, że czteropasmowa aleja tętniła życiem. Nie to co teraz». Sprawdziłem to.

  • ​2017 rok: 25+ pustych sklepów i punktów usługowych.

  • ​Dziś: 8 pustych lokali (z czego 3 właśnie się remontują).

​Liczba pustostanów spadła o blisko 70%. Czy tak wygląda umieranie? Wręcz przeciwnie – tak wygląda powrót do życia. Codziennie tędy chodzę do pracy. Jest tu znacznie więcej ludzi niż w 2017 roku” – napisał.

Jednocześnie sami mieszkańcy zwracają uwagę, że obok Baru Pasztecik czy Pizzerii Piccolo z ulicy nie zniknęły też inne marki, które są z nią kojarzone od lat. To chociażby Galeria Ewy i Henryka Sawki, Atelier Sylwii Majdan, Cukiernia Koch czy zakład fotograficzny Minifot.

Nowy charakter ulicy: przede wszystkim gastronomia

Na niewielkim punkcie z AGD jest informacja o lokalu na sprzedaż. Dzwonię do właścicielki sklepiku. Rozmawia niechętnie. – Handel już tu tak nie działa, także dlatego, że mamy w mieście więcej centrów handlowych. Na Wojska Polskiego teraz głównie liczy się gastronomia – uważa.

Jednak i tu preferencje klientów się zmieniły. Zwraca na to uwagę Bogumiła Polańska z Pasztecika. – Teraz jest moda na sushi, to najczęściej teraz młodzi wybierają – mówi.

Ale zarówno jej Pasztecik, jak i znajdująca się kawałek dalej Pizzeria Piccolo – czyli dwa kultowe lokale z Wojska Polskiego – mają swoich wiernych klientów. Eleonora Pełechaty, właścicielka Piccolo już myśli o świętowaniu 50-lecia pizzerii, które przypada za dwa lata.

– Przychodzą do mnie kolejne pokolenia, ludzie mają mnóstwo wspomnień związanych z tym miejscem, wielu przychodziło tu na pierwsze randki – mówi. Dla niej remont Wojska Polskiego oznaczał dużą zmianę, niekoniecznie na plus. Musiała zlikwidować ogródek w dotychczasowej formie – czyli osłonięty i ozdobiony roślinami.

Zmiana to efekt tego, że wraz z zakończeniem przebudowy miasto ustaliło nowe, ujednolicone zasady zagospodarowania ogródków gastronomicznych.

– Mam wystawione stoliki, ale to nie jest to samo. Ludzie nie lubią, jak im się w talerze zagląda – tłumaczy. Nie podoba jej się też miejsce, gdzie była słynna mozaikowa „ściana płaczu”. Obecna fontanna ze względu na charakterystyczny kształt ma raczej mało pozytywną nazwę, bo „szubienica”.

– Mleko się rozlało, ale mam pomysł, jak to zmienić. Podczas odbiorów technicznych te nitki wody były kolorowo podświetlone. Wyglądało to dobrze i warto do tego wrócić, może zniknie skojarzenie z szubienicą – mówi.

Ona również narzeka na brak parkingów. Odczuwają to mocno jej klienci, którzy zamawiają pizzę na wynos. Jednocześnie dostrzega pozytywy. – Te drzewa, jak się rozrosną, to będzie ładna, zielona aleja. Z samochodami zawsze jest konflikt interesów, ale moim zdaniem mimo wszystko lepiej dużo zieleni niż podwójnie samochodów – mówi.

Menadżerka, której już nie ma, „ochy i achy za 5 lat”

Na stan Wojska Polskiego i negatywne kwestie – w tym zniszczona trampolinę pokazaną w Kanale Zero – zwrócił niedawno uwagę w jednej z interpelacji radny Marcin Pawlicki.

„Niepokoi (...) ogólny poziom porządku na całym odcinku alei. W wielu miejscach widoczne są porozrzucane odpady, butelki (najczęściej małpki), zabrudzenia oraz zniszczone elementy mat stosowanych w zieleńcach. Widoczne są także czarne maty przeciw chwastowe wystające ponad powierzchnię gruntu, co sprawia wrażenie zaniedbania i braku bieżącej pielęgnacji” – napisał.

Interpelacja radnego wywołała też temat menadżerki Alei Wojska Polskiego. „...szczególnie zasadne wydają się pytania o funkcjonowanie instytucji tzw. menedżera ulicy. W czasie przebudowy i otwierania al. Wojska Polskiego mieszkańcy byli informowani o powołaniu osoby odpowiedzialnej za koordynację funkcjonowania tej przestrzeni, reagowanie na problemy oraz współpracę z przedsiębiorcami i mieszkańcami. Obecny stan alei skłania jednak do zadania pytania, czy funkcja ta nadal istnieje, jaki jest jej rzeczywisty zakres obowiązków oraz jakie konkretne efekty przynosi mieszkańcom” – napisał Marcin Pawlicki.

Społeczną menadżerką śródmiejskiego fragmentu Alei Wojska Polskiego była dr Dorota Kowalewska. Była, bo tej funkcji już nie pełni. Nigdzie jednak oficjalnego komunikatu na ten temat nie było: na stronach miasta jest jedynie informacja o podsumowaniu projektu „Słynna Aleja”, którego celem było ożywienie tej części miasta.

Dorota Kowalewska na temat zakończenia pełnienia funkcji menadżerki rozmawiać nie chce, nie chce też komentować tego, jak ocenia dziś funkcjonowanie Alei Wojska Polskiego.

W listopadzie 2023 w rozmowie z wSzczecinie.pl mówiła: „Za 5 lat będą same ochy i achy. Dajmy sobie trochę czasu. Kiedy jestem tutaj z osobami, które nie mieszkają w Szczecinie, to słyszę od nich, że to niesamowite miejsce, fajne rozwiązania (...). Kiedy rozmawiam z mieszkańcami, to 75 procent mówi, że jest fajnie, 20 procent mówi o poprawkach, a reszta to ta grupa, której nigdy nic się nie podoba.”

Koszt prac, które wykonano w ramach remontu ulicy, to ponad 50,6 mln zł brutto.